czwartek, 13 sierpnia 2009

Jestem ja!


Pomimo całej dupowatości naszej obecnej sytuacji moja kochana Żyrafo wciąż jestem. Zaglądając na mojego bloga pewnie wiadomo ci co nieco o moim życiu w sezonie aczkolwiek nie wyraża on w żadnym wypadku ani połowy tego jak to jest. Szczęśliwie najbardziej morderczy okres czyli sianokosy w ciągłym deszczu (lato mamy zajebiste w tym roku) mam już za sobą. Cała kasa, którą zarobiłam na obozach poszła na ten szczytny cel a stodoła wypełniła się po brzegi sianem, którego ja osobiście nie uważam za pierwszorzędne. Potem podjęłam zajęcia dodatkowe a mianowicie jestem rezerwową w mojej dawnej kwiaciarni - rezerwową czyli jestem tam ciągle bo ciągle ktoś jest na urlopie lub chorobowym. Próbując ogarnąć jakoś jedno i drugie za pomocą hektolitrów kawy bynajmniej nie zbożowej przewracam się w efekcie na własnoręcznie wykonane katalogowe bukiety i opasłe wieńce pogrzebowe. Na koniki natomiast lato jest porą mierną bo za dnia są upały nie do zniesienia a wieczorami popaduje konsekwentnie, ludziom jednakże wcale to nie przeszkadza. Ostatnio usiłuję ogarnąć trójkę istnych szatanów- dwóch chłopców i dziewczynkę pozostających pociechami pewnej znanej aktorki, której przez zapobiegliwość nie wymienię z nazwiska. Pani przywozi swe przedsiembiorcze pociechy codziennie a one potrafią w dwie godziny:
- zamęczyć dwa konie
- zjeść wszystkie jabłka z jabłonki
- zadać taką ilość pytań, że nawet Salomon walnął by sobie w łeb
- zaprezentować wachlarz najrozmaitszych zachowań z czego postawa pogardliwa zawsze wychodzi na prowadzenie.
Tak, że jest luksusowo.
Ja także tęsknię za tobą i muszę ci z tego miejsca zakomunikować, że często cię wspominamy z mężem mym i mamą. Opowieści o Madzi są więc ciągle żywe i przydałoby się zmontować jakąś następną zajebistą okazję dla której musiałabyś po prostu nas odwiedzić. Gdyby tak na przykład można było na zawołanie zagwarantować sobie chrzciny...ech.

Brak komentarzy: