Witam wszystkich wszem i wobec cieplutko! Przepraszam za nieobecnosc ale mialam problemy zyciowe do rozwiazania. I rozwiazalam. Filnal jest taki, ze wybieramy sie do Amsterdamu pod koniec pazdziernika celem zakupienia dla mnie tzn. KJZ (Kobiety Jego Zycia) pierscionka zareczynowego w fabryce diamentow, ktora odwiedzilismy jakies poltora roku temu i mi kopara opadla jak zobaczylam te cudenka. Co prawda tylko go sobie (pierscionek) wybiore i przymierze ale zawsze to cos. A MMZ zapowiedzial, ze bedzie Hipkow pytal o moja reke na swieta... Niech sie pyta - byle po polsku! Chcial pojsc na latwizne i wymyslil sobie:
Madzia, Colinek, Slub! OK?
No to mu ta latwizne z glowy wybilam! A dzis sie wybralam na zakupy i sobie sprawilam fajny, mieciutki i cieplutki plaszczyk za tylek, butki (chodza za mna jedne kozaki ale drogie jak cholera) i odjazdowa, calkiem "dziewczynska" torebke! Odkrylam czytacze drodzy, ze zaczyna odzywac sie we mnie kobieca natura, czy jak to tam nazwac i w zwiazku z powyzszym mam dziwne zrywy typu torebki, bluzeczki, spodnice, itp. Dzis nawet przymierzalam kremowe, materialowe spodnie... (Bleeeee.... Jak ja moglam? Czuje wstret do siebie samej!) W kazdym razie oprocz zwyklych podkoszulkow i spodni zaczynam widziec rozne inne ciuszki! Dojrzalam, czy co?
No w koncu jeszcze jakies 3 miesiace do magicznej liczby he, he! Najwazniejsza rzecz, ze bedzie magiczna w domu z rodzicami, Grzybem i MMZ...
I znow jestem szczesliwa!
;0)