poniedziałek, 30 czerwca 2008

Nastrojow upadki i wzloty...

Nic sie nie martw Dusti moj kochany!!! Pamietaj, ze zawsze mozesz na zyrafim blogu posiac spustoszenie i wyrzucic z siebie caly ten balagan!!! Zeby nie wiem co zawsze jestem z Toba!!!! Mysle nawet jesli nic nie pisze!!!




Twoja Zyrafa

środa, 25 czerwca 2008

Niesprecyzowana kurwica i sypialniane pchly...

Tlucze mnie (tu podaje okreslenie stanu, ktory mnie tlucze w wersji Lulusiowej) niezprecyzowana kurwica... A do tego wszystkiego cos mnie w nocy gryzie i tu i owdzie mam malusienkie kropki, ktore swedza w sposob okrutny i nie chca sie goic!!! Czyzbym miala pchly w sypialni? Jedna, wielka to mam na pewno...

Nic wiecej nie napisze bo mi sie cisna na usta (a raczej na palce) same niecenzuralne slowa...

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Zaniedbuje sie...

Zaniedbuje sie jak cholera... I dlaczego? Zaczyna brakowac mi czasu!!!

Karolek wzial dupe w troki i podziekowal firmie za wspolprace...

Teraz siedzie sama sobie przez poniedzialek i wtorek, a reszte dni spedzam z Lawrencem - co ni mniej ni wiecej oznacza, ze tak jakbym siedziala sama. Nie jest zle ale czy tak, czy tak skonczyly sie dobre dni kiedy Karolek sobie pracowal, a ja sie opierdzielalam...

I do tego wszystkiego maja zamiar mi kogos nowego na szkolenie wsadzic... Cholera mnie wezmie!!! Nie dosc, ze bede zapieprzac za siebie to jeszcze na glowie sprawdzanie po kims... Miodzio...

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Kwestia koni...

Jak tylko sie Dusti natkne na rumaka takowego to Ci go sprawie na urodziny!!!








A teraz troche szczeniecych lat...





A do tego dodam, zes Dusti piekny, w kwiecie wieku, zdrowiem tryskajacy!!! I juz!!!

Polska - Niemcy (0-2)

No tak... To chyba obie mamy tendencje zwyzkowe nie w tych miejscach, w ktorych by sie przydalo...


Jak na patriotke przystalo wczoraj zasiadlam (po uprzednim szalenstwie w kuchni, ktorez to szalenstwo zaowocowalo kulkami miesnymi z makaronem - mniam) w doborowym towarzystwie Karolka, Reginy (Karolkowej), Jacentego i oczywiscie MMZ przed telewizorkiem w celu obejrzenia meczu... No i sie strabilam jak zloto... Wbrew logice (logika ta wspierana byla doswiadczeniem!) osuszylam sobie dwie butelki wina musujacego i final jest taki, ze rano malo nie umarlam, a glowa mnie boli do tej pory! Cios za ciosem... Nie dosc, ze nasi grali jak grali to jeszcze ten szampan (wino musujace...). Jak to mieszanka napojow wyskokowych i pilki noznej moze czlowieka skutecznie powalic...


I do tego wszystkiego cholera wziela moja dzisiejsza sesje YOGI!!! Tak, tak drodzy i kocheni czytacze!!! Zyrafa szalona postanowila zadbac o kondycje i zdrowie wiec nabyla droga kupna zestaw sobie Yogi na DVD i sobie bedzie yogowac!!! Moja pierwsza sesja wygladala tak:

1. Nauka oddechu. Z tym zadnych problemow nie mialam bo po pieciu miesiacach bez szlugow pojemnosc klatki piersiowej, a dokladniej mowiac pluc mi sie rozkosznie poprawila!!! Generalnie caly ten oddech ma przypominac dzwiekiem szum fal, przyplywy, odplywy i takie tam... Mi sie osobiscie kojarzy z pierwsza faza chrapania...
2. Pozycja poczatkowa. Tworzymy z podloga trojkat! Dobra... Wszystko ladnie pieknie tylko jestem tak haniebnie zastala, ze nie mam mowy chwilowo o wyprostowaniu nog w kolanach...
3. Pozycja "kotek pije mleczko" smietakne, czy inne cholerstwo. To akurat bylo spoko... Wyginanie "grzbietu" w gore i w dol w powiazaniu z oddechem poczatkowym chrapacza...
4. I tu przechodzimy do pozycji "wojownika". I w tym wlasnie momencie napiecie miesniowe dalo mi sie we znaki za bardzo... Final: w bardzo profesjonalny i yogowy sposob puscilam gazy i sobie klapnelam... Katastrofa...
5. No i to by bylo na tyle... Reszte kasety obejrzalam sobie na siedzaca bakajac sobie od czasu do czasu subtelnie (co ja wtedy jadlam???) i zastanawianac sie o co w tym wszystkim chodzi?


No. W prawdzie cos mnie lupalo w plecach przez nastepne 3 dni i noc w noc budza mnie koszmarne skurcze w lydkach ale bede twarda. Jutro zaczynam na powaznie... I tylko mam nadzieje, ze bede mogla sie pozniej ruszac... Postawilam sobie cel... Zgubic oponke w okolicach pasa przed Jolki weselem. Czy mi Yoga w powiazaniu ze zdrowym zarciem i spacerkami na plaze pomoze? Zobaczymy.


Wszem i wobec oglaszam, ze moj Zyrafi zad wazy 72.5 kg. (ale porazka...)

Bede informowac na bierzaco o wynikach. Zaczynamy operacje "YOGOZAD"!!!!!!

niedziela, 8 czerwca 2008

Róże są czerwone, fiołki fioletowe....


... a kochany Miron ma zepsutą głowę.
To tak gwoli informacji. W tym temacie nic się nie zamieniło, może jedynie poza nastawieniem Mirona, który tradycyjnie ze skrajności popadł w skrajność i zamiast jak przystało na psychopatę nadal gonić mnie z siekierą, zrobił się słodki niczym miód i tylko nim dupę smarować. Z moich obliczeń wynika, że odmieni mu się koło września- października i znów będzie w chałupie teksańska masakra. I jak go nie kochać?

Nieźle się, powiadasz, nawojowało, Jolka za mąż wychodzi, Rico Band na koniach sadzi poprzez prerię i nawet ktoś hipoterapię prowadzi. Bardzo ładnie.

A ja się upijam i dobrze mi z tym. Problemy mnie przerosły więc zaczęłam sobie odpuszczać na rzecz pierdół. Mąż znów na studia pojechał i zamiast wracać co sił, właśnie ogląda mecz 180km od domu. Mecz jest jak wiadomo najważniejszy. komórkę trzymam przy dupsku bo pewnie w przerwie zadzwoni i upewniwszy się, że nic mi nie jest czym prędzej się pożegna. A ja wleję w siebie cały barek, żeby w razie czego mieć tą satysfakcję, że jestem najbardziej pijanym kowbojem z całej naszej trójki.
Całuję bardzo mocno.
Dusti gruby, brzydki i stary, wzbudzający dzikie rządzę tylko w świrach i idiotach.

czwartek, 5 czerwca 2008

REKLAMA, REKLAMA, REKLAMA!!!!





UWAGA! UWAGA!

HIPOTERAPIA!!!

http:// moja hipoterapia.blogspot.com

wtorek, 3 czerwca 2008

Objasnienia do Rico Band....

Na pierwszym planie Dusti z dramatyczie rozwianym plaszczem...

W srodku Lulus drobny postura lecz wielki sercem...

Na koncu Dzordz z wielkim wasem i na najjasniejszym rumaku...



OTO RICO BAND!!!

RICO BAND



Ziemia do Zyrafy!!! Zyrafa do Ziemi!!!

Ziemia do Zyrafy!!!
Gdzie jestes Zyrafo kochana???!!! Jak sie masz???!!! Co porabiasz???!!!

Zyrafa do Ziemi!!!
Jestem juz jestem!!! Mam sie swietnie!!! Siedze w robocie i staram sie prostowac!!! Pomiedzy wizytami mam juz 2 tygodnie przerwy i jestem z tego powody bardzo zadowolona!!! Pan doktor zreszta powiedzial mi, ze jestem jego popisowym przypadkiem genialnej reakcji na leczenie...

Nie bylo mnie chwile... Najpierw Karolek sie wakacjowal, a pozniej musze sie przyznac bylam skupiona na zupelnie innych sprawach niz pisanie bloga... Brzydka, brzydka Zyrafa... Ano mam zwierzaka cybernetycznego... Podczas szperania po blogach innych ludziskow - niektore sa swietne!!! znalazlam stronke internetowa neopets.com. No i tam mozna sobie stworzyc swojego cybernetycznego zwierzaka. Moj nazywa sie Gor2Gor i jest troche wolny ale nie jest zle. Karmie go, czytam mu, kupuje ciuchy, zabawki i wlasnie jestem w trakcie budowania domu... Wciaga jak cholera... I mam wyrzuty sumienia bo wciaga...

Dzieki Bogu wczoraj byl wolny Poniedzialek i w zwiazku z powyzszym MMZ zorganizowal wyjazd-niespodzianke. Na lotnisku okazalo sie, ze niespodzianka jest Londyn... Musze przyznac, ze mi mina zrzedla bo jest to (a raczej bylo) oststnie miejsce na ziemi w ktorym chciala bym spedzic moj wolny dlugi weekend! Bylo BOSKO!!! Uwielbiam sie mile rozczarowywac!!! Od rana do wieczora lazilismy i zwiedzali (nawet na musicalu zesmy byli - odlot w ciapki!!!) i korzystalismy z wszelakich atrakcji! Zaliczylismy oczywiscie palac krolowej (szkoda, ze jej nie widzialam... naplula bym jej w lewe oko he, he...) Hide Park, London Eye (Oko Londynu) - to takie wielkie kolo z kabinami, z ktorych oglada sie panorame Londynu (przeslismy obok bo kolejka byla kosmiczna, a i tak nie usmiechalo nam sie spedzic pol godziny ogladajac panorame...) Akwarium (trzy poziomowe z rekinami, plaszczkami (dotknelam jednej!!!), meduzami, karpiami, glonami, krewetkami i calym tym pozostalym slodko i slono wodnym towarzystwem), Big Bena, Small Bena (to chyba nasz osobisty wynalazek - replika Big Bena stojaca na srodku skrzyzowania), Narodowe Muzeum Historii Naturalnej (od powstania ziemi przez: dinozaury, ssaki, ptaki, gady, plazy, mineraly, czlowieka i caly ten historyczny balagan naturalny) i niezliczone ilosci barow i knajpek roznego rodzaju. Odkrylam przy okazji bardzo, bardzo dobre winko wloskie biale (zwykle na biale mam odruch wymiotny...)! W kazdym razie jako atrakcja turystyczna Londyn jest perla!!! Zobaczylismy jakas jedna piata tego co to miasto ma do zaoferowania i na bank tam wrocimy!!!

Po przemysleniu sytuacji doszlam do wniosku, ze dzieci zostana odlozone jeszcze na bok. Przeciez mamy tyle do zobaczenia!!! Niech sie Jolka produkuje!!!

Tak tylko dodam:


JOLANTA WYCHODZI ZA MAZ W PAZDZIERNIKU!!!
Jak ona w ogole moze tak beszczelnie wyprzedzac starsza siostre!!!??? He, he, he... A do tego jeszcze dodam, ze do tego czasu musze sie odchodzic bo mam wanciuch!!!!!
Cos ja mialam pisac... Acha... Bylam wczoraj w kinie obejrzec "Sex w wielkim miescie". Posmialam sie owszem ale generalnie wiele halasu o nic. Stanowczo bardziej wole pojedyncze odcinki. A w ta sobote lub niedziele mam zamiar zobaczyc (tym razem z MMZ) Indiane Jones'a!!! Recenzja bedzie na pewno!!!
Koncze chwilowo te moje wypociny i koncze powoli (dzis zdecydowanie "za powoli") robote!!!
Sciskam wszystkich!!!
Wasza Zyrafa z planety Ziemia!