piątek, 19 grudnia 2008

I znow Swieta...


No i znow mamy Swieta!!! Yuppiiii!!! Lece do domu!!!! Yuppiiii!!!!
I znow jestem wkur... jak to zwykle bywa przed kazdym wylotem! Zapakowalam wszystkie prezenty rodzinne i nie tylko (dbajac o to, by nie przekroczyc wagi wyznaczonej przez najdurniejsze linie lotnicze swiata, ktorych nazwa zaczyna sie i konczy na ) do torby wspolnej (niewiele zostalo tej wspolnoty po prezentach) oraz swojej wlasnej (niewiele zostalo tej wlasnosci po zapakowaniu reszty prezentow) i zostalo to skwitowane przez osobnika mojego wzruszeniem ramion i komentarzem, ze przeciez moge cos wyslac po Swietach poczta...
Rece opadaja... Po raz kolejny przekonalam sie jaki z mojego osobnika pomacz... Wychodzi na to, ze co Twoje to Twoje i sobie o to dbaj... Ja sobie zapakuje tylko swoje ciuchy...
Niewazne.
Sa Swieta i jade do domku! Nie pozwole NIKOMU tego zepsuc!!!
Wesolych, spokojnych, radosnych i pelnych rozkosznego bzykania pod jemiolka Swiat!!!
Sciskam Wszystkich Was Czytacze!!!

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Wszystkiego Najleprzego z okazji zaręczyn!!!


A oto specjalny pająk na szczęście. Coś mi mówi, ze spotkanie z nim nie kończy się niczym miłym ale przecież im większy tym lepszy i więcej farta przynosi.
Z tym małżeństwem to jest tak, ze zazwyczaj wesele jest ostatnim dniem beztroskiego szczęścia. Potem można być dalej szczęśliwym z mężem (ja jestem) ale już inaczej.
No ale Wy z Colinem jesteście ze sobą tak długo, jak prawdziwe małżeństwo więc dramat nagłego usamodzielnienia i (nie wiem czy u Was to jest problem) zawzięte bitwy o kasę też macie już poza sobą.
No ale i tak najlepsze są te nie dające się z niczym porównać chwile paniki kiedy myślimy : Kurwa, ten pijany bucowaty awanturnik to mój mąż, muszę z nim być aż do śmierci aaale się narobiło!
Ale w końcu wszyscy mają podobnie, co nie. Więc czym się tu martwić. Trzymajmy się razem i wspierajmy w cichej babskiej opozycji. A buca swego kochajmy bo i on nas kocha po swojemu i oryginalnie ale kocha, w końcu, co nie? A to przecież niełatwe.
To co będzie dalej? Wesele będzie bo strasznie coś dawno nie tańcowałyśmy razem:-))

CAŁUJĘ RAZ JESZCZE Z CAŁEJ SERDECZNEJ DUBELTÓWY
DUSTI

sobota, 13 grudnia 2008

Ha!

Tak. Pewnie ciebie też czeka HSG ale w krajach cywilizowanych robi się je w pełnym znieczuleniu więc nie musisz się bać. U nas podobno są miejsca gdzie robią to całkiem bez znieczulenia i wtedy się mdleje albo umiera, he he. to jest badanie USG sprawdzające drożność jajowodów. Jeśli jajowody są drożne to nic nie boli bo kontrast przedostaje się spokojnie. Jeśli natomiast masz zrosty a w naszym przypadku to typowe to niestety kontrast ci je rozrywa próbując wydostać się do brzucha- total odlocik, co? A wszystko to po to, żeby móc zabulic 20 tysiaków za in vitro. Wczoraj w wiadomościach pokazywali transmisję z Watykanu, gdzie księża zapowiedzieli, że niedługo w ogóle ukrócą sztuczne zapłodnienia. Więc ja całkiem już nie wiem po co to wzystko...
Ale, ale. Też sobie ostatnio wspominałam i tak jakoś przypomnaiło mi się chyba przy okazji świąt jak obchodziłyśmy nasze urodziny i inne prezentowe okazje. Ja nigdy nie miałam szczęścia do upominków. Do tej pory nie mam- połowe strychu zawalają prezenty od znajomych, z którymi niewiadomo co zrobić. Jest to pewnie wynik tego, że ludziom się nie chce pomyśleć o kimś poza sobą i kupują cokolwiek aby był na tym namalowany konik. Z nami było inaczej. Nigdy nie zapomnę jak miałam osiemnastkę i wszyscy się tak okropnie postawili, złożyli się nawet na obraz z koniem- identyczny jak ten co miałam w domu (mam go jeszcze ale w tym roku szyba pękła i plakat ze środka wylądował na ścianie w siodlarni). A Ty wpadłaś wtedy na pomysł i dałaś mi trzy kasety z muzyką country, z których jedną mam do dziś (dwie pozostałe spaliły się w pożarze w tym niestety ballady Kennego Rogersa) i to był przecież wymarzony prezent. Wystarczyło na mnie spojrzeć, żeby się zorientować , tylko mało kto patrzył. Dostałam też wtedy Buddę od Lulusia. Budda też był fajny i też go jeszcze mam (nawet nie stoi na strychu!) ale te trzy kasety- no właśnie. O to chyba chodzi w przyjazni, co nie?
Natomiast łażenie po cmentarzach i czytanie tekstów na nagrobkach pozostało mi do dziś- taki nałóg. No. To miłej zorzy polarnej.
Brałaś coś, żeby rzucić palenie???

piątek, 12 grudnia 2008

Kwestia cieknosci...

Dusti moj kochany! Ty sie nic nie przejmuj bo wszystko bedzie lepiej niz ustawa przewiduje! Co to jest HSG? Znajac zycie i moje Jej! Niki! to tez mnie to czeka he, he... A co do kowala... Jest BOSKI!!! Mysle o Tobie Dusti moj!
Mam katar... I jest to o tyle upierdliwe, ze zamiast nosa mam fontanne... Cieknosc straszliwa czuje... I jak tu sie cholera zareczac? Jutro sie zbieramy rano i dajemy czadu na polnoc... Jak dobrze pojdzie to moze nawet zorze polarna zobaczymy! Bateria zaladowana, statyw przygotowany, zdjecia beda! A w przyszly czwartek czeka mnie Mailowe Posiedzenie Swiateczne!!!
A tak na dodatek chcialam dodac pochwale dla samej siebie!!!
GRATULACJE ZYRAFO DROGA Z OKAZJI 11 MIESIECY BEZ PAPIEROSA!!!
Dumna jestem... A do tego szczesliwa!!!

środa, 10 grudnia 2008

No to raz kozie śmierć

Na kowala
Był sobie raz kowal co robił podkowy
gdy robił raz wpadł mu na myśl pomysł nowy
poradził się ojca, dziadka potem wuja
i wykonał z miedzi odlew swego chuja.

Chciałaś. Trochę mi ostatnio odwala ale to dla tego, ze w styczniu idę do szpitala na HSG a potem jadę do Gdańska na in wiadro. Wcale mi się to nie podoba ale ślubny się zaparł i nie chce adopcji.
Strach jak diabli. Najgorsze, ze nie wiem kto mnie w razie czego zastąpi w stajni. Teraz stałam sie prawdziwym horsemasterem na okolice i roboty trochę jest a im bliżej wiosny tym będzie więcej. Rodzina się sprzecza a im bliżej świąt tym gorzej skaczą sobie do gardeł- ciekawe jak będzie wyglądał wigilia he he.

wtorek, 9 grudnia 2008

Ku radości! W kwestii rogów.


Żyła raz w lesie pomiędzy cedrami
jedyna na świecie łania z rogami
zwała się Harriet i Boże drogi
od lat bez przerwy rosły jej rogi.

Gdy rano w lustro wody patrzyła
one wciąż tam były o dolo niemiła
pięły się ku niebu na kształt niby węża
a wszystko z przyczyny niewiernego męża.

Lecz kiedy wrześniowe przyszło rykowisko
niespodzianie dobrze skończyło się wszystko
jeden róg zrzuciła na gałęzi kupie
drugi zasię utkwił w męża chudej dupie.

Teraz chodzi Harriet między jeleniami
one ryczą, kwiczą grzechoczą jajkami
a mąż biedny nie ma już miejsca w tej grupie-
jedyny na świecie jeleń z rogiem w dupie.



Nie wiem ile osób czyta Twojego bloga dlatego wolałam nie uraczyć ogółu sprośnościami i epitafiami. Najlepiej powiedz mi wprost czy można tutaj świntuszyć, czy trzeba założyć do tego celu osobnego bloga.
Z tą niewiernością to oczywiście gruba przesada.

Gdzie jest Harriet???

Gdzie jest Harriet???

I po wakacjach... ;0(

Dwa tygodnie smignely jak zloto! Na zdjeciu oczywiscie JA, MMZ i widok na Los Gigantes (miasteczko i drugie co do wysokosci na swiecie klify, ktore udalo nam sie bardzo skutecznie zaslonic he, he...).





Wynajelismy sobie autko na jeden dzien i smigalismy po calej wyspie gdzie sie tylko dalo! Pogoda mimo tego, ze przez caly pobyt mielismy moze 4 dni sloneczka nie byla taka zla - do 25 stopni dzien w dzien.





Z calosci wysp zwiedzilismy dwie (druga byla La Gomera) i na przyszlosc zostaje nam jeszcze 5! Juz sie nie moge doczekac! Tylko teraz zostalo na te wakacje zarobic he, he!





Codziennie wysylam kolo 5-6 CV-lek na rozne adresy wiec cos sie musi wydarzyc w najblizszym czasie!





A chwilowo w sobote jedziemy z MMZ do polnocnej Szkocji na kilka dni w celach zwiedzaniowych i uwaga, uwaga: ZARECZYNOWYCH! Pierscionek sama sobie wybieralam, wiec jest sliczny! MMZ tez dostanie swoj ;0) A zaraz po powrocie zostaje tylko zrobic pranie i smigamy do domku na Swieta!!!!! O radosci!!! Jeszcze pozostanie mi zrobic jakies zakupy prezentowe - w tym roku skromnie bo w koncu na bezrobotnym cholera jestem ;0) ...





MMZ wlasnie polecial odebrac swego siostrzenca ze szkoly, a ja sie powoli bede brala za jakis obiadek! Mam w planach mniamniusny gulaszyk... Mmmmm... Stwierdzilam, ze sie dzis z domku nie ruszam bo mnie jakies chorobsko bierze, a chciala bym byc w pelnej formie zareczynowej ;0) !!!






A to juz ja z widokiem na Los Gigantes pomiedzy dwoma palmami... Moze jeszcze ktoregos pieknego dnia tam sie znajde?

A moze sie wybierzemy na Teneryfe z celach zaslubin? Pozyjemy, zobaczymy...

Jestem szczesliwa!