wtorek, 23 czerwca 2009

I po kupie ;0)

Tak, tak drodzy Czytacze! Po trzech tygodniach od rozpoczecia mojej kariery kupnej taz owa zakonczylam... Przyczyna?


Otoz wyobrazcie sobie Moi Drodzy, ze Zyrafa wasza spisala sie swietnie i dostala robote w DWP (Department for Work and Pensions), czyli mowiac zwiezle w tutejszym Urzedzie Pracy. I od 6-go Lipca bede sie zajmowala odbieraniem podpisow od delikwentow bedacych za zasilku dla bezrobotnych. Musze przyznac, ze chwile mi zajela ta zamiana miejsc (jeszcze niedawno ja siedzialam na miejscu zasilkowiczow) ale w koncu dopielam swego i moge odetchnac z ulga. Praca od 9 do 5, Poniedzialek - Piatek... Miodzio.


Staram sie teraz doprowadzich chalupke do porzadku i nadgonic szkole. Nie wiem jak mi to wszystko wyjdzie ale jakos musze dac rade - szczegolnie ze szkola... ;0)

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Po zapoznaniu się z tekstem

...śpiesze pocieszyć- przerabiałam to wszystko dokładnie w ten sam sposób. Kupy, pieluchy, pościgi, wokal i upierdliwość, która po ośmiu godzinach przez 5 dni w tygodniu sprawiała że miałam ochotę zjeść własne łoniacze. Do tego dochodziły jeszcze ataki szału i wielokrotne próby gwałtu (przyzwyczaj się do tej myśli) jak również turnusy dwutygodniowe w ośrodkach wczasowych podczas których kupa (zmiana diety), ataki szału (zmiana otoczenia), mozliwość zarażenia się świerzbem, zółtaczką i hifem (brak rękawic) odrobinę wzrastała. Nigdy nie zapomnę jak na deptaku w Krynicy Morskiej niejaki Antoś lat 85 narżnąl w pieluchę, obsrał gacie, wózek, na kórym był wieziony i wszytsko w okolicy. Na domiar złego podczas powrotu pod górkę do ośrodka wczasowego Jantar (kto kurwa buduje ośrodki dla niepełnosprawnych na jebanym wichrowym wzgórzu) poszła dentka w wózku i wraz z kolegą musięliśmy usrańca nieść- puentę dopowiedz sobie sama!
Tak, że nie łam się. Robota jest okej a jak nikt nie patrzy to lej, szczyp i bluzgaj (byle po naszemu) od razu ci ulży:-)))

wtorek, 9 czerwca 2009

Kupa i inne rozkosze...

Mialam pisac czesciej i co? I kupa... I to kupa doslownie i w przenosni!


Mam wrazenie Dusti, ze Twoj kawalek chleba z rozrywkowymi chlopakami byl nieco lzejszy ;0)


Ja juz w trzeci dzien pracy dostalam kupe zawinieta w sliczna serwetke! A zeby bylo jeszcze ciekawiej to delikwentke, ktora sie przy pakowaniu "usrala" prawie po pachy musialam wziasc do lazienki, umyc, przebrac w nowe ciuchy i zapewnic, ze jestem szczesliwa i zadowolona z prezentu jednak na przyszlosc wolala bym takichz nie dostawac...


Jest wesolo... Pracuje raz trzy, a raz cztery dni w tygodniu od 7.30 do 20.30 z dodzinna przerwa na obiadek. Na raz mam pod opieka okolo 15 dziadkow i babciow (dziele ich z partnerka lub partnerem zbrodni ;0)) i caly bal polega na obudzeniu towarzystwa rano (mycie, zmiana pieluch), odstawieniu na sniadanie, chwila wolnego przed lanczem (no chyba, ze mam w obowiazku obdzielenie calosci juz towarzystwa herbatka), nastepnie toaleta (zmiana pieluch) i odstawienie towarzystwa na lancz do jadalni (czy wspominalam juz, ze mamy w zasobie 6 osob do karmienia?), po lanczu chwila wolnego (no chyba, ze herbatka...), nastepnie przed obiadem zmiana odzienia z dziennego na nocne z nieodlaczna zmiana pieluch i ewentualna toaleta, obiad, herbatka (jesli moja kolej), zapakowanie do lozka kto sie nadaje i chce i ostatnie pol godziny pracy wypelnianie formularzy kto sikal, kto zrobil kupe, kto byl niegrzeczny, itd, itp...


Polaczmy to wszystko z:


1. Babcia, ktora lazi za toba caly dzien i jest upierdliwa jak cholera,
2. Babcia, ktora przy kazdej zmianie pieluchy wyrywa Ci wlosy z glowy, szczypie i sie drze,
3. Wspomniane juz 6 osob do karmienia, ktore same sie nie ruszaja, wiec wszystkie operacje ubierania, mycia i przebierania wymagaja sily miesni w polaczeniu z delikatnoscia motylka,
4. Babcia, ktora mysli, ze jestem swietym mikolajem, wiec za kazdym razem jak mnie widzi zaczyna spiewac "Pada snieg..." i sobie nie odpuszcza pod wzgledem glosnosci (a wokal to ona ma!),
5. Dziadka, ktory ucieka jak moze i kiedy moze, wiec czasem konczysz prace gdy jestes w trakcie poscigu,
6. Temperatury w okolicach tropikow (po kazdym dniu pracy czuje sie jak po wykoszeniu calego Chmielnika w srodku lata!)
7. Calym asortymentem zapachow i odglosow tudziez widokow...


i mamy Madzie - asystentke pielegniarke!!! ;0)


Jest wesolo...


I odnosnie mezow. Moj MMZ przesypia cale dnie bo pracuje na noce (jak wychodze to jeszcze Go nie ma) wiec gdy wpadam do domku On sobie spi, a jak ja wracam z roboty (zakladajac, ze nie scigam Jima po okolicy) on wychodzi wiec tez jest ciekawie...


Nie mam zielonego pojecia jak ja przezyje okres w tym "przybytku radosci" zanim znajde normalna (tak sobie wlasnie pomyslalam, ze praca w biurze jak juz ja dostane bedzie choleeeeeeernie nudna!) robote!!!


Dzieki Panu Bozi, ze jutro mam wolne! I bede robila pierogi!!! Nawet kefir dorwalam!!! Taka mala rzecz, a cieszy... ;0)


Ide lulu bo mi sie oczy same zamykaja! Sciskam Was wszystkich czytacze!!!


Wasza Zyrafa Pielegniarka!!!

czwartek, 4 czerwca 2009

Nie ma to jak penis w torcie!

I w ogóle jakikolwiek, co nie! Ja tu jak zwykle zaczynam od świntuszenia ale tak już mam. Kariery świetlanej w DPSie życzę z całej duszy. Ja ten rozdział mam już za sobą i pomimo tego, że nigdy nie wróciłabym tam na etat to jednak były niewątpliwie najweselsze trzy lata mojego życia na Mazurach. Do tej pory przyjeżdżam do mojego Domu Opieki żeby prowadzić tam terapię, teraz już jako firma, a chłopaki stamtąd przyjeżdżają pomagać mi w gospodarstwie, przyjaźń kwitnie już piąty roczek. Fajnie jest w DPSie. Ale powiedz co ty tam konkretnie będziesz robic?

Przyjeżdżaj przyjeżdżaj a dawaj znać jak będziesz bo i mnie tyłek swędzi, żeby gdzieś się wyrwać i zrzucić na chwilę to stutonowe chomąto, które mam na garbie więc może akurat się zgramy i udyndolimy setnie wspominając Zombiego.

Moje życie rodzinne wygląda jak w tej piosence Osieckiej "Erzatz, cholera nie życie" czyli pieprzona namiastka. Męża mam a jakby nikogo nie było bo po pracy istnieje tylko mecz, playstation, ewentualnie internet a na wszystkie pytania odpowiedź jest jedna i zatrważająca "nie wiem". Nic więc dziwnego, że jeśli dodać do tego samotny żagiel, którym jest moja ospale rozwijająca się firma to zaczynam świrować, gadać do siebie i chorować na zwykłą ludzka samotność.
Pisz częściej!
A tutaj pod wpływem chwili wrzucam ci piosenkę, która pojawia się też chyba gdzieś na moim blogu a która mnie dziś wyraźnie i uparcie prześladuje.
Sam blog natomiast jest w morderczej przebudowie, tekst oddany na pastwę surowych krytyków przechodzi liczne metamorfozy- literatura to jednak ciężki kawałek chleba.

Wrzuta.pl - Janusz Grzywacz - Młynek Kawowy

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Ha, Ha...

No to ide do pracy... Jurto o godz 9-ej zaczynam kariere w Domu Opieki Spolecznej! Jeeejjjj!! A do tego wlasnie zaczelam dzis sie uczyc na certyfikat z informatyki - zamiast 7-iu mam tylko 5 miesiecy na skonczenie i zeby bylo jeszcze ciekawiej to jutro zaczynam Wstep do Ksiegowosci... Miodzio... Jak nie mialam co robic to byla cisza i spokoj... ;0)