
piątek, 19 grudnia 2008
I znow Swieta...

poniedziałek, 15 grudnia 2008
Wszystkiego Najleprzego z okazji zaręczyn!!!

A oto specjalny pająk na szczęście. Coś mi mówi, ze spotkanie z nim nie kończy się niczym miłym ale przecież im większy tym lepszy i więcej farta przynosi.
Z tym małżeństwem to jest tak, ze zazwyczaj wesele jest ostatnim dniem beztroskiego szczęścia. Potem można być dalej szczęśliwym z mężem (ja jestem) ale już inaczej.
No ale Wy z Colinem jesteście ze sobą tak długo, jak prawdziwe małżeństwo więc dramat nagłego usamodzielnienia i (nie wiem czy u Was to jest problem) zawzięte bitwy o kasę też macie już poza sobą.
No ale i tak najlepsze są te nie dające się z niczym porównać chwile paniki kiedy myślimy : Kurwa, ten pijany bucowaty awanturnik to mój mąż, muszę z nim być aż do śmierci aaale się narobiło!
Ale w końcu wszyscy mają podobnie, co nie. Więc czym się tu martwić. Trzymajmy się razem i wspierajmy w cichej babskiej opozycji. A buca swego kochajmy bo i on nas kocha po swojemu i oryginalnie ale kocha, w końcu, co nie? A to przecież niełatwe.
To co będzie dalej? Wesele będzie bo strasznie coś dawno nie tańcowałyśmy razem:-))
CAŁUJĘ RAZ JESZCZE Z CAŁEJ SERDECZNEJ DUBELTÓWY
DUSTI
sobota, 13 grudnia 2008
Ha!
Ale, ale. Też sobie ostatnio wspominałam i tak jakoś przypomnaiło mi się chyba przy okazji świąt jak obchodziłyśmy nasze urodziny i inne prezentowe okazje. Ja nigdy nie miałam szczęścia do upominków. Do tej pory nie mam- połowe strychu zawalają prezenty od znajomych, z którymi niewiadomo co zrobić. Jest to pewnie wynik tego, że ludziom się nie chce pomyśleć o kimś poza sobą i kupują cokolwiek aby był na tym namalowany konik. Z nami było inaczej. Nigdy nie zapomnę jak miałam osiemnastkę i wszyscy się tak okropnie postawili, złożyli się nawet na obraz z koniem- identyczny jak ten co miałam w domu (mam go jeszcze ale w tym roku szyba pękła i plakat ze środka wylądował na ścianie w siodlarni). A Ty wpadłaś wtedy na pomysł i dałaś mi trzy kasety z muzyką country, z których jedną mam do dziś (dwie pozostałe spaliły się w pożarze w tym niestety ballady Kennego Rogersa) i to był przecież wymarzony prezent. Wystarczyło na mnie spojrzeć, żeby się zorientować , tylko mało kto patrzył. Dostałam też wtedy Buddę od Lulusia. Budda też był fajny i też go jeszcze mam (nawet nie stoi na strychu!) ale te trzy kasety- no właśnie. O to chyba chodzi w przyjazni, co nie?
Natomiast łażenie po cmentarzach i czytanie tekstów na nagrobkach pozostało mi do dziś- taki nałóg. No. To miłej zorzy polarnej.
Brałaś coś, żeby rzucić palenie???
piątek, 12 grudnia 2008
Kwestia cieknosci...
Dusti moj kochany! Ty sie nic nie przejmuj bo wszystko bedzie lepiej niz ustawa przewiduje! Co to jest HSG? Znajac zycie i moje Jej! Niki! to tez mnie to czeka he, he... A co do kowala... Jest BOSKI!!! Mysle o Tobie Dusti moj!środa, 10 grudnia 2008
No to raz kozie śmierć
Był sobie raz kowal co robił podkowy
gdy robił raz wpadł mu na myśl pomysł nowy
poradził się ojca, dziadka potem wuja
i wykonał z miedzi odlew swego chuja.
Chciałaś. Trochę mi ostatnio odwala ale to dla tego, ze w styczniu idę do szpitala na HSG a potem jadę do Gdańska na in wiadro. Wcale mi się to nie podoba ale ślubny się zaparł i nie chce adopcji.
Strach jak diabli. Najgorsze, ze nie wiem kto mnie w razie czego zastąpi w stajni. Teraz stałam sie prawdziwym horsemasterem na okolice i roboty trochę jest a im bliżej wiosny tym będzie więcej. Rodzina się sprzecza a im bliżej świąt tym gorzej skaczą sobie do gardeł- ciekawe jak będzie wyglądał wigilia he he.
wtorek, 9 grudnia 2008
Ku radości! W kwestii rogów.

Żyła raz w lesie pomiędzy cedrami
jedyna na świecie łania z rogami
zwała się Harriet i Boże drogi
od lat bez przerwy rosły jej rogi.
Gdy rano w lustro wody patrzyła
one wciąż tam były o dolo niemiła
pięły się ku niebu na kształt niby węża
a wszystko z przyczyny niewiernego męża.
Lecz kiedy wrześniowe przyszło rykowisko
niespodzianie dobrze skończyło się wszystko
jeden róg zrzuciła na gałęzi kupie
drugi zasię utkwił w męża chudej dupie.
Teraz chodzi Harriet między jeleniami
one ryczą, kwiczą grzechoczą jajkami
a mąż biedny nie ma już miejsca w tej grupie-
jedyny na świecie jeleń z rogiem w dupie.
Nie wiem ile osób czyta Twojego bloga dlatego wolałam nie uraczyć ogółu sprośnościami i epitafiami. Najlepiej powiedz mi wprost czy można tutaj świntuszyć, czy trzeba założyć do tego celu osobnego bloga.
Z tą niewiernością to oczywiście gruba przesada.
I po wakacjach... ;0(
Dwa tygodnie smignely jak zloto! Na zdjeciu oczywiscie JA, MMZ i widok na Los Gigantes (miasteczko i drugie co do wysokosci na swiecie klify, ktore udalo nam sie bardzo skutecznie zaslonic he, he...).Wynajelismy sobie autko na jeden dzien i smigalismy po calej wyspie gdzie sie tylko dalo! Pogoda mimo tego, ze przez caly pobyt mielismy moze 4 dni sloneczka nie byla taka zla - do 25 stopni dzien w dzien.
Z calosci wysp zwiedzilismy dwie (druga byla La Gomera) i na przyszlosc zostaje nam jeszcze 5! Juz sie nie moge doczekac! Tylko teraz zostalo na te wakacje zarobic he, he!
Codziennie wysylam kolo 5-6 CV-lek na rozne adresy wiec cos sie musi wydarzyc w najblizszym czasie!
A chwilowo w sobote jedziemy z MMZ do polnocnej Szkocji na kilka dni w celach zwiedzaniowych i uwaga, uwaga: ZARECZYNOWYCH! Pierscionek sama sobie wybieralam, wiec jest sliczny! MMZ tez dostanie swoj ;0) A zaraz po powrocie zostaje tylko zrobic pranie i smigamy do domku na Swieta!!!!! O radosci!!! Jeszcze pozostanie mi zrobic jakies zakupy prezentowe - w tym roku skromnie bo w koncu na bezrobotnym cholera jestem ;0) ...
MMZ wlasnie polecial odebrac swego siostrzenca ze szkoly, a ja sie powoli bede brala za jakis obiadek! Mam w planach mniamniusny gulaszyk... Mmmmm... Stwierdzilam, ze sie dzis z domku nie ruszam bo mnie jakies chorobsko bierze, a chciala bym byc w pelnej formie zareczynowej ;0) !!!

A to juz ja z widokiem na Los Gigantes pomiedzy dwoma palmami... Moze jeszcze ktoregos pieknego dnia tam sie znajde?
A moze sie wybierzemy na Teneryfe z celach zaslubin? Pozyjemy, zobaczymy...
Jestem szczesliwa!
wtorek, 25 listopada 2008
Jak miło!
Kochan Żyrafo! Jak miło Cię ujrzeć (bez możliwości pomacania ale zawsze coś). To dobrze, że dotarłaś szczęśliwie do miejsca przeznaczenia i jesteś tam szczęśliwa. A co teraz będziesz robiła jak już pobalujesz i odpoczniesz? Mam nadzieję, ze Twoje nowe zajęcie będzie dawało ci możliwość częstego blogowania i o blogu swym pod uroczym tytułem nie zapomnisz. Wszak to jedyna szansa, by nasza miłość przetrwała na wieki skoro na razie nie ma opcji na wspólne kąpiele w Srebrnym jeziorku, czyż nie?
Ja właściwie też jestem szczęśliwa. Moje małżeństwo przechodzi lepszy okres, nie ścieramy się z Robsonem prawie wcale. W dodatku w ten piątek idę do pana doktora i niestety prawdopodobnie w celu zajścia w ciążę będę musiała trochę bardziej się wysilić- czeka mnie polegiwanie w szpitalu czego nienawidzę.
Ponieważ zacne grono moich pożal się losie przyjaciół nieco się przerzedziło, za co chwała Bozi w Niebiosach, zabrałam się konkretnie za to po co zostałam stworzona czyli za profesjonalne jeździectwo. Rozpisywać się o tym nie zamierzam bo to skomplikowane i nudne dla przeciętnego człeka, z resztą i tak wszystko masz po sąsiedzku na moim blogu.
Pozdrawiam więc Ciebie i twego MMZ i oczekuję dalszych wieści z linii ognia. Dawaj dużo fotek.
Dusti
czwartek, 13 listopada 2008
Wrocilam!!!
Oto wczoraj wieczorem sie w koncu "polaczylam"!!!
Jest dobrze... Odprawe z roboty dostalam calkiem, calkiem wiec do konca tego roku nie pracujemy! Z reszta i tak nikt by mnie nie przyjal bo w przyszlym tygodniu lecimy na dwa tygodnie na Teneryfe zalapac ostatki sloneczka przed zalapaniem depresji zimowej w Szkocji, a na swieta na tydzien do domu!!! W koncu sie te 30 kiedys musi skonczyc, a nie ma to jak w rodzinnym gronie!!!
Dzis zaczelo sobie rozkosznie lac... A zeby bylo ciekawiej w ten rozkoszny deszczyk (mam nauczke, zeby zawsze brac ze soba parasol) musialam zapierdzielac celem spotkania sie z pania, ktora mi ma wystawic NIN - cos takiego jak nasz NIP i irlandzki PPS. MMZ oczywiscie sie mna zaopiekowal i doprowadzil mnie na miejsce. Dupska nam zmokly rozkosznie! Zaraz po powrocie zakopalam sie w lozeczku na nastepna godzinke, zeby sie troche rozgrzac! Jak juz teraz moge to bede zdjecia na bierzaco wszystkim zainteresowanym pokazywac!
Chwilowo koncze bo mi sie obiadek przypala! Robie jagniecinke z mlodymi ziemniakami, koprem i cytrykna... Mniam...
A wspominajac o jedzeniu... Znow mi du.. urosla wiec sie biore powaznie za nabieranie formy! Co sie dziwic?! Malo ruchu (na zewnatrz mieszkania he, he) i dobre jedzonko to najlepsza recepta na przytycie!
Jestem szczesliwa! :0)
czwartek, 30 października 2008
Halo to ja
A było mniej więcej tak:
- zaczęło się od tego, że wzięłam do interesu swoją bliska koleżankę, której na prawdę ufałam. Łatwo przewidzieć co się stało: koleżanka próbowała mnie oszukać i wygryźć z interesu, nie dałam się. W konsekwencji koleżanka podłożyła mi świnie u gospodarza stajni i w trybie nagłym musiałam się wynieść wraz z całym majdanem z powrotem do Borsuk.
- potem jakaś szurnięta laska uwzięła się, żeby rozbić mi małżeństwo i zaczęła wypisywać do mnie smsy z gadu gadu o zatrważającej treści jak się domyślasz dotyczącej mojego męża. Na szczęście sprawa szybko się rozwikłała, mąż dopadł laskę i nieźle ją postraszył ale wiesz...po czymś takim człowiek robi się czujny.
Potem było jeszce kilka upierdliwosci dnia codziennego i tak zwane echo po wybuchu co totalnie wpędziło mnie do grobu. I tak im więcej się staram tym gorzej dla mnie a widoki na przyszłośc raczej odległe.
Dawaj mi znać co u Ciebie jak tylko będziesz mogła.
piątek, 26 września 2008
Do napisania...

Wlasnie jestem w trakcie ostatniej "nocnej zmiany"...
Pozegnalam sie z tymi, ktorzy cos tu dla mnie znaczyli (nikt z "wyzszych sfer" mnie nie "zaszczycil" nawet jednym slowem - bez komentarza...) i zrobilam sobie bilans...
Nastepny raz bede do Was pisala ze Szkocji z mojego wlasnego komputerka i juz sie nie moge doczekac! Teraz czeka mnie kilka dni w moim nowym "domu", pozniej w Polsce bede sie swietnie bawic na Grzyba weselu, a pozniej zaczynam zycie na nowym etapie...
Do napisania!!! Sciskam wszystkich!!!
Jestem szczesliwa ;0)
poniedziałek, 22 września 2008
Tylko 4...
Czyz to nie jest piekne? ;0)
Z jednej strony sie ciesze jak cholera, a z drugiej zaczynam sie bac... Wlasnie sobie uswiadamiam, ze konczy sie stabilizacja. Boze! Jak ja to przezyje???
środa, 17 września 2008
Szczesliwa 7-ka!
piątek, 12 września 2008
Powrocilam...
Madzia, Colinek, Slub! OK?
No to mu ta latwizne z glowy wybilam! A dzis sie wybralam na zakupy i sobie sprawilam fajny, mieciutki i cieplutki plaszczyk za tylek, butki (chodza za mna jedne kozaki ale drogie jak cholera) i odjazdowa, calkiem "dziewczynska" torebke! Odkrylam czytacze drodzy, ze zaczyna odzywac sie we mnie kobieca natura, czy jak to tam nazwac i w zwiazku z powyzszym mam dziwne zrywy typu torebki, bluzeczki, spodnice, itp. Dzis nawet przymierzalam kremowe, materialowe spodnie... (Bleeeee.... Jak ja moglam? Czuje wstret do siebie samej!) W kazdym razie oprocz zwyklych podkoszulkow i spodni zaczynam widziec rozne inne ciuszki! Dojrzalam, czy co?
No w koncu jeszcze jakies 3 miesiace do magicznej liczby he, he! Najwazniejsza rzecz, ze bedzie magiczna w domu z rodzicami, Grzybem i MMZ...
I znow jestem szczesliwa!
;0)
poniedziałek, 1 września 2008
Klopoty w raju...
piątek, 29 sierpnia 2008
Podwodna kuchnia dla Dustiego!!!
I jeszcze Ci kochana Oceaniczna lazienke dorzuce... Tez Yerka...

Z miloscia i tesknota... Zyrafa Twa...
Jeju Yerka!!!!

Żyrafa, rozwiązałaś nurtujący mnie od prawieków problem związany z Yerką.
Otóż sprzedawano u nas niegdyś karty telefoniczne z fragmentami jego obrazów, które można sobie było układać jak puzzle z tych kart właśnie. Ja miałam tylko jeden element (od mirona) ale wystarczyło, żebym padła z zachwytu nad tym jednym kawałeczkiem.
Kocham malarstwo a takie to już szczególnie. Tu na miejscu kibicuję Sentowskiemu, którego obraz pod tytułem "Andersen" dołączam.
Ale wracając do Yerki właśnie, miałam tą jedną kartę z fragmentem obrazu- i mam do dzisiaj i marzyłam by po pierwsze dowiedzieć się kto ten obraz popełnił a po drugie jak on wygląda w całości. Na moim fragmencie był kawałek takiej jakby kuchni pod wodą, był podwodny piec kaflowy, na nim garnki i czajnik z których zamiast pary ulatywały bąbelki a obok na kuchni siedział kot, który zamiast ogona miał długa płetwę i na grzbiecie też miał płetwę. Cała kuchnia była usmarowana glonami tak jakby wykipiały z garnków. Było tam jeszcze mnóstwo takich fajnych rzeczy- znasz może ten obraz?
Jak wspomniałaś nazwisko malarza, to przypomniałam sobie, ze widniało ono na mojej karcie telefonicznej ale nie wiedziałam co oznacza.
czwartek, 28 sierpnia 2008
I znow sie poryczalam!!!
Oj macki to on mial!!!
Ciekawe tak na wiase mowiac, czy go wyleczyli z tej schizofrenii, czy co on tam mial (bo cos mial na pewno!)...
Niech go tak nagla galopujaca sraczka zlapie w miejscu publicznym bez dostepu do toalet!!!
Poryczalam sie ze smiechu!!!!!
Pamietam, pamietam Dusti... Tylko co do tych stringow...
Tak szczerze powiedziawszy to Lulliemu chyba juz tak zostalo z tym patrzeniem na czubek tylko sie juz nie trzesie!!!!! ;0) ;0) ;0) ;0) I znow sie poryczalam ze smiechu! Lulli! Jak to czytasz to daj cynk z tymi szlugami u Ciebie he, he!!!
A na dobry koniec to Wam dziewoje moje szczele obrazek!

Obrazek jest do kupienia za jedyne 1.800 zl polskich. Wykonany zostal przez naszego rodaka Jacka Yerke (www.yerkaland.com), w ktorego tworczosci sie wlasnie zakochalam! Akurat ten obrazeczek zostal nazwany @Wiosna w parafii@.
O tak tak- geriavit farmaton
- Grzegorza co go siłą trzeba było do łoża (tego z egzemą)
- o rowie mariańskim nie wspominam- pamiętasz na pewno
- te zdjęcia w stringach które ktoś ci robił- ładne one były
- pana Podrackiego co miał obleśne macki
- i to jak Luli palił fajki gapiąc się na czubek podczas zaciągania.
- a może to jak zastanawiałyśmy się u mnie w kuchni ile seksualnych ekscesów wytrzymają moje taborety
posikać się można.
A styl drumbowski nadal prywatnie stosuję (świetnie maskuje cellulit) chociaż niestety na ogół chodzę w koniarskim mundurku, którego nie cierpię.
Wspomnien czar...
Oj tesknie ja tesknie do czasow naszej beztroskiej mlodosci i choc pamiec moja szwankuje od czasu do czasu (nadal pamietam jednak, ze nikt nie potrafi scinac wlosow tak rowniutko jak Ty o Dusti Wspanialy) to jednak wiele niezapomnianych chwil mi sie blaka pod kopulka... Apropo blakania - tak jak, gdy w rozkoszny Dzien Trupka blakalysmy sie po cmentarzu, a nad nami puszczal baka S.P. Plonka...
Lub gdy pogonilam Lopucha za "rudere" - jak on wogole smial okreslic moje przyszle dziedzictwo w ten sposob???
Lub cale zamieszanie z "Malym", ktory to zlamal Dustiego serce naturalne, a serce srebrne oddal nastepnej wybrance swego czarnego organu, ktorego sercem nazwac nie podobna!
Lub nasz wspanialy, drumbowy styl, w ktorym Dusti (jak zwykle) prezentowal sie najlepiej!
Lub nasza wyprawe do Wetliny!
Lub gdy udawalysmy lesbijki na dyskotece w szkole muzycznej Lulliego siejac (jak zwykle) zgorszenie!
Boze, alez to byly piekne czasy...
Dusti rzekł...
Kochana Dupna Dziurko! Tak sobie myślę, że nikt chyba tak często jak my dwie nie wspomina tamtych czasów beztroskich kiedy to jedynym problemem było jak tu starych wkręcić i do Hortexu się wymknąć. Ja też tęsknię i jak to już nie raz wspominałam często dochodzę do wniosku, że okres szczenięcy to my miałyśmy na medal (nawet Luli chociaż miał myśli samobójcze). Codziennie rano przed wyjściem do stajni zaglądam tu do ciebie i czytam. Mam nadzieję, że Ty też zaglądasz czasem do mojego Ponurnika (zdjęłam już blokady). Dzięki temu mamy przynajmniej jakie takie pojęcie, kim teraz jesteśmy i jak się kiedyś nareszcie spotkamy to będzie mniej do opowiadania.
wtorek, 26 sierpnia 2008
Rece opadaja...
Jutro mam w planach nauczyc Jasia co sie robi z KPI's i bedzie sie z tym bawil do konca tygodnia! Od poniedzialku zrobilam rozpiske kto robi co i mam w dup... Jas sobie bede siedziec i nadzorowac! I nic im nie pomagam! Niech sie sami bawia! W koncu razem bede pracowac! Od 8-ej wieczorem do 4-ej rano...
A ja sie dzis wmontowalam na 4 strony internetowe celem szukania pracy w Szkocji i teraz bede sledzic co sie dzieje...
Sciskam wszystkich serdecznie!!! Ludzie i ludziska! Jak ja za Wami wszystkimi tesknie okrutnie!!! :*0(
piątek, 22 sierpnia 2008
Dziurna dupka...
Nie, nie bylo to TO pytanie...
Zostalam totalnie zaskoczona: jak przetlumaczyc z angielskiego slowko "arshole"...? Oczywiscie nie chodzilo Mu o "dupka" jako istote o skrzywionym kregoslupie moralnym tylko o otworek w dupce lub dupku jak kto woli... Po namysle wyszlo mi, ze ni mniej, ni wiecej tylko bedzie to DZIURKA DUPNA!!!
Nastepnie MMZ nauczyl sie mowic, ze Jego dziurka dupna smierdzi (jak sie faluje zwieraczami tyle co On to nie dziwota...) i faktem tym radosnym poczal sie dzielic z polska zaloga pikujaca, czyli ladujaca towar na palety.
Oczywiscie w ferworze dzielenia sie pokrecily sie biedakowi sylaby i w koncowym efekcie zaloga polska pikujaca zmuszona byla nadrabiac drogi z komory do komory zahaczajac o biuro i upewniajac sie, ze dobrze slyszeli...
Wersji jest chyba trzy jak na razie:
1. Dziurka dupna,
2. Dziurna dupka,
3. Durna dziubka...
Znajac zycie i MMZ jeszcze cos wymysli... Noc jeszcze mloda...
czwartek, 21 sierpnia 2008
Pytania...
2. Czy chcial/a bys cofnac czas?
3. Jesli dostal/a bys szanse zmienic jedna i tylko jedna decyzje w swoim dotychczasowym zyciu co by to bylo?
4. Czy ma sens sciganie chwil z przeszlosci i probowanie "naprawic" tego co sie schrzanilo?
5. Czy ma sens nawet myslenie o przeszlosci i o tym co sie schrzanilo?
Od czasu do czasu jestem niemilosiernie zapetlona... Tyle bym chciala naprawic, tyle zmienic...
A pozostaje tylko isc dalej na przod...
Bo nie da sie cofnac czasu...
Niestety...
środa, 20 sierpnia 2008
Poddaje sie...
- jak 40-letnia stara panna (ach ta krateczka...),
- pomaranczowy motylek (ach te cekiny...),
- kobieta lekkich obyczajow z lat 50-tych (ach te falbanki...),
- uczennica (ach...).
Generalnie nie moge na siebie znalezc doslownie NIC!!! Przymiezalam nawet bardzo fajne spodnie z marynarka (przydaloby sie na szukanie roboty w Szkocji) z tym, ze jak wzielam swoj rozmiar (nie bede zdradzac jaki...) to oczywiscie rekawy + nogawki byly za krotkie! Jak wzielam numer, a pozniej dwa numery wieksze wyszlo na to, ze marynarka to sie moglam obwinac ze dwa razy, a rekawy byly nadal za krotkie! To samo ze spodniami... W pasie zmiescila by sie jeszcze jedna Zyrafa, a moje kostki mialy nadal piekny widok! Wychodzi na to, ze irlandzka numeracja odziezowa rozrasta sie wszerz, a nie wzdluz!
Ale glupi Ci Irole!
W robocie po staremu. Dostalam nastepnego osobnika plci tym razem meskiej do trenowania (nawet niezle ciasteczko szkockie...). Przynajmniej pojmuje w tempie blyskawicznym! Moja irlandla zwana Hobbitem (ze wzgledu na wzrost ku przypomnieniu) nadal wydaje sie miec zaniki pamieci w najbardziej krytycznych momentach... Rozwala mnie... Z James'a bedzie pozytek...
Final jest taki, ze odliczam jak wariatka (27 dni roboczych zostalo!) i dostaje mdlosci jak pomysle, ze w sobote od rana znow ide "na zakupy"! Bleee.... Nie jestem typowa kobieta...
;0)
piątek, 8 sierpnia 2008
Zaczyna sie...
Karolu! Twa decyzja choc pochopna (lub nie) zupelnie okazala sie sluszna!
Za to dowiedzialam sie, ze Gruba (moja szefowa dla zainteresowanych) szkoli sobie nowych pracownikow w nowym miejscu! A ja sobie zaczelam o 2-ej i wlasnie sacze drugiego red bulla...
Dzis mialam calkiem dzikie sny... Po chalupie 3 pietrowej scigal mnie dorodny "raczy" los! I co dziwne jakis taki byl ten los myslacy bo sobie sam rogami otwieral drzwi, ktore za soba usilnie staralam sie zamykac uciekajac... Jakies sugestie odnosnie coz to moze oznaczac?
Druga czesc snu: usilowalam znalezc sukienke ciazowa w jakiejs rozsadnej cenie, a tu nic z tego! I koniec poszukiwania byl taki, ze skonczylam ubrana w jakis dziwny kominezon niedopinajacy sie na brzuchu... Coz dziwnego skoro bylam zaciazona calkiem zdrowo!
Tak sie tylko modle, zeby ten dzien (a raczej noc) sie skonczyl!!!
Jestem zmeczona...
Niecierpiwy Karolek...
Karolku!
Po pierwsze nie babka tylko dziewcze (21 lat) zwane przez towarzystwo "pikujace" Hobbitem ze wzgledu na wzrost.
Po drugie nawet jej to wychodzi nie wliczajac sytuacji, w ktorych drukarka Green Isle sie "odcina" z systemu, a ja znajduje jej dokumenty razem ze swoimi, a po pytaniu, czy na 100% policzyla dokumenty dostaje odpowiedz twierdzaca... Generalnie panna ma w tzw. rectum cala "rutyne", po dwoch, czy trzech tygodniach zadaje te same pytania co na poczatku, jednym uchem jej wlatuje, a drugim wylatuje itd. itp. ...
No i wlasnie sie rozstala z chlopakiem, ktory ja zdradzil z najlepsza przyjaciolka i oczywiscie Tracy (dla zainteresowanych 31-letnia dziewica ksztaltem przypominajaca przytlustawego ogra) jest pod reka do konsultacji bo: "moj ex, ex, ex chlopak (Gdyby ona choc jednego miala) tez ja zdradzil z najlepsza przyjaciolka po 6 latach zwiazku!" (Gdyby ona choc z tydzien z kims byla...)
A do tego wszystkiego nie widze sensu kompletnie w trenowaniu Hobbita na nockach jesli od poniedzialku Gruba ja bierze na dniowki do nowego miejsca... Z kim Madzia bedzie pracowac??? H... wie!!!!! Juz mnie zaczyna ku... brac na to wszystko! Nikt z dniowek nie zostaje w firmie, ostatni dzien pracy jest 26 wrzesnia, nowe miejsce w proszku, tak na dobra sprawe to nikogo nie maja na 100% na nocki (potrzebuja 3 osoby) i kapela gra!!!
Do tego wszystkiego okazuje sie, ze praca w Szkocji to "byla", a Tom ma zamiar zaproponowac mi lukratywna oferte pracy w nowym miejscu... Niech sie oni wszyscy pocaluja!!!
Jedyny wielki plus tej calej sytuacji to to, ze Gruba sie wyprowadzila na nowe miejsce i nie truje za uchem!
A zeby bylo jeszcze ciekawej jutro zaczynam prace o 2-ej, wiec czeka mnie rozkoszne minimum 12 godzin w pracy!
Idzie ocipiec!!!
I co ty na to Karolku???
wtorek, 29 lipca 2008
Polnocna Irlandia i postrzal...
Takie oto kamyczki mozna znalezc w Giant's Causeway w Irlandii Polnocnej, ktoraz to jest pod panowaniem Angoli i jej wysokosci... Spedzilismy z Lawrenc'em cala niedziele "na wyjezdzie" co bardzo mi sie podobalo!!! Co do kamyczkow to sa one slawne w calej Irlandii i nie tylko. Pogode mielismy wspaniala i wlasnie zaczela mi zlazic skora z plecow, ramion i nochala!A do tego wszystkiego mi cos znow walnego w szyji i jestem sztywna!!!
poniedziałek, 28 lipca 2008
Bo tutaj można ociapieć!!!

I ciapy ci wyrastają i tu i tam a nawet koński ryj jak widać na zdjęciu.
Najpierw zdjęcie Lawrenca- stwierdzam po jego oględzinach, że wcale się nie zmieniłaś, może trochę wydoroślałaś ale się nie starzejesz, cholera- dobry klimat czy co? A co do meczyku to łączę się z tobą w boleściach alkoholowych- koledzy i meczyk to to co i ja kocham najbardziej. A jeszcze żeby się dureń napił i spać poszedł jak człowiek...mowy nie ma, trzeba krwi napsuć i kibel obrzygać i wtedy dopiero jest ważne, nieprawdaż?
Tak z tą oszustką i naciągaczką to Mironowy projekt. Miron uważa, że obydwie z mamą a zwłaszcza mama od początku naciągamy Robciusia i teściów (prędzej by z kamienia wodę wycisnął niż z nich cokolwiek). W związku z powyższym zabieram się z Borsuk z całym majdanem i nie chcę ich więcej oglądać. Przenoszę konie do Rusi- tam gdzie prowadzę działalność, mam tam bliżej i nie muszę jeździć na każde pierdnięcie zakompleksionego starego capa.
W dodatku jak to zwykle bywa odkąd wzięłam sprawy w swoje ręce i przestałam od innych zależeć straciłam 90% przyjaciół i znów jestem samotna jak na początku. Najlepsza koleżanka wbiła mi nóż w plecy, chciałam jej pomóc i wciągnęłam ją do interesu jako cichego wspólnika a ona odebrała mi połowę klientów i rządzi jak na swoim. Teraz czeka mnie mnóstwo nieprzyjemnych rozmów i tak to przez kasiorę wszystko szlag trafia.
sobota, 26 lipca 2008
Mam dosc...
czwartek, 24 lipca 2008
Na poprawe nastrojow!!!
poniedziałek, 21 lipca 2008
Pomykam...

Kanał
No to tak:
1. Przyjechała mamusia. na razie jest miło i rodzinnie aczkolwiek zamiast zajmować się tym czym mamusie powinny, moja włóczy się za mną do stajni i "pomaga" mi w prowadzeniu zajęć przez co JA czuję się jak piąte koło u wozu.
2.Mąż i teść wypili po browarze a potem jeszcze flaszkę wina na pół po czym teść pozwolił by syn jego wracał do domu samochodem bez badań technicznych. Wściekłam się i co nie co powiedziałam.
3.Teść śmiertelnie się na mnie obraził ale oczywiście zamiast skonfrontować się ze mną wylał jad na mojego męża a mąż na mnie. Efekt- Niemcy u bram.
4.Teściowa w dalszym ciągu jest przekonana, że ROBCIUŚ wypił tylko szklaneczkę- wrzeszczy i poszczy aż las się trzęsie bijąc się w pierś obfitą.
5. Teść i teściowa pod wpływem dziwnych opowieści szwagra przestali lubić mnie i moją mamę czego efektem jest to, że jak z mamą przyjeżdżamy to teść i teściowa nosy mają na kwintę a mojej mamy od trzech tygodni nawet do domu nie wpuścili (bo mama oszustką i naciągaczką jest).
6. Szwagierka z mężem przestali się do mnie odzywać pod wpływem morskich opowieści szwagra a także tego, że moja mamusia (oszustka i naciągaczka) zle odniosła się do ich rozwydrzonego bachora.
7. Szwagier co dziwne rozmawia ze mną, nie rozmawia zaś z mamusią (jak wyżej) i nawet dzień dobry nie mówi.
8. Ja nie rozmawiam z nikim.
czwartek, 17 lipca 2008
Czwartkowy dolek...
Ostatnie dwie noce w robocie byly pozne i wyglada na to, ze dzis tez posiadze do 2-ej... Katastrofa... Lawrenc (moj maly w pracy pomocnik) zaszyl sie na pietrze i chrapie. Mam go obudzic o 11-ej...
W niedziele mam zamiar (z MMZ, czy bez) pojsc sobie do kina obejrzec Kung-Fu Pande! Ostatnio sie tych kung-fu filmow namnozylo... W ostatnia niedziele widzielismy "The Forbidden Kingdom" (nie wiem jaki jest tytul po polsku) z Jet'em Lee i Jackiem Chanem! Poczatek filmu mnie ze tak to ujme zahipnotyzowal, a jak juz sie odhipnotyzowalam to jakos tak mnie juz nie wciagnal... Choc mozna sie bylo posmiac!!! Zobaczymy co Panda pokaze!
A jak sie uda to w sierpniu strzelimy sie z MMZ na dlugi weekend w plener pod namiot! Dobrze by bylo bo mi sie juz tak serdecznie nie chce w tej robocie siedziec!!!
A teraz koncze bo bede sie szkolic w wysylaniu zdjec z komorki na bloga!!!
poniedziałek, 14 lipca 2008
Jak ten osiolek...
Nie bylo mnie chwile z tegoz powodu, zem chorowala... Oczywiscie wszyscy w pracy ciezko zdziwieni i rozczarowani, ze JA sie rozchorowalam... Jak ja w ogole smialam??? Szykuje powoli CV i tylko sie modle, zeby wytrzymac te dwa i pol miesiaca w tym miejscu. Przynajmniej odkrylam, ze maja jakichs kandydatow przekopujac biurko grubej w poszukiwaniu zwrotow z F11. Jakies CV, jakies raporty z przeprowadzonych rozmow... Mam juz dosc...
W Piatek wpadnie na kilka dni siostra MMZ Bernadetta zwana potocznie Berni, ktoraz to wraz ze swoja magiczna osoba (jest Berni wiedzma - stawia tarota i nawet robi seanse z duchami!) przywiezie swe 6-cio letnie potomstwo!!! Potomstwo ma na imie Paul i jak dla mnie ma o wiele za wiele energii!!! Moze sie skuma z towarzystwem z bloku obok i beda na polu caly dzien pilke kopac doprowadzajac wszystkie babcie do szalu!!!
Biore sie za robote... Sciskam!!!
czwartek, 3 lipca 2008
MMZ
Na czesc Froda...
Skladniki:
3 duze marchewki,
2 duze cebule,
600 g wolowiny mielonej (powinna byc jagniecina lub baranina - w kazdym razie cus z owcy),
2 lyzki keczupu,
1 litr bulionu z wolowinki (jedna kostka Knorra na litra mi wystarcza)
zielony groszek w dowolnej ilosci (mrozony lub swiezy),
tymianek,
sol, pieprz, maggi do smaku.
Sposob robienia:
Marcheweczki obrac (Dusti! Tak mi sie teraz przypomnialo, zes Ty karotki do zawalenia mial!!!) i pociachac na drobne polkrazki. Cebula w kosteczke. Marchewka z cebula na rozgrzany olej i smazymy sobie do zeszklenia (cebuli oczywiscie!). Do tego wsadzamy jeszcze tymianek.
Jak jest gotowe to zarzucamy na to miesko mielone i je ladnie brazowimy.
Jak jest zbrazowione ladnie wlewamy ten litr bulionu i dodajemy cala reszte z wyjatkiem groszku!!! Jak juz nam ten bulionik odparuje mniej wiecej wsadzamy groszek i sobie niech bulka (bulgocze) do jego zmiekczenia (groszku).
Przed zaczeciem tego calego wsadu gotujemy sobie ziemniaczki (srednia obiadowa ilosc) i ladnie je ubijamy.
Miesko z dodatkami wsadzamy sobie do naczynia zaroodpornego lub innego czegos (najlepiej kamionkowego) odpowiedniego do piekarnika i wierzch pokrywamy ubitymi ziemniaczkami na cacy.
Do piekarnika (na 180-200 pod koniec stopni) az nam sie ladnie ta "pokrywa" ziemniaczkowa zbrazowi i GOTOWE!!!
Zycze wszystkim smacznego!!!
środa, 2 lipca 2008
Ha, ha, ha!!!
Wpadka Dustiego
Przy bliższych oględzinach okazało się niestety, że Figa to jednak Frodo.
Nie musimy się znać na wszystkim tym bardziej że mój mądry mąż wołał do mnie przez całe pastwisko: Jak nie wiszą jajka to klacz!
A w tym wieku to jeszcze nic nie wisi. A teraz wszyscy mądrzy i każdy mówi "wiedziałem" a nikt nie wiedział i mi nie powiedział. A Frodo żre i śpi i generalnie koło ptaka mu to lata.
wtorek, 1 lipca 2008
Biurowe popierdywanie...
poniedziałek, 30 czerwca 2008
Nastrojow upadki i wzloty...
Twoja Zyrafa
środa, 25 czerwca 2008
Niesprecyzowana kurwica i sypialniane pchly...
Nic wiecej nie napisze bo mi sie cisna na usta (a raczej na palce) same niecenzuralne slowa...
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Zaniedbuje sie...
Karolek wzial dupe w troki i podziekowal firmie za wspolprace...
Teraz siedzie sama sobie przez poniedzialek i wtorek, a reszte dni spedzam z Lawrencem - co ni mniej ni wiecej oznacza, ze tak jakbym siedziala sama. Nie jest zle ale czy tak, czy tak skonczyly sie dobre dni kiedy Karolek sobie pracowal, a ja sie opierdzielalam...
I do tego wszystkiego maja zamiar mi kogos nowego na szkolenie wsadzic... Cholera mnie wezmie!!! Nie dosc, ze bede zapieprzac za siebie to jeszcze na glowie sprawdzanie po kims... Miodzio...
poniedziałek, 9 czerwca 2008
Kwestia koni...
A teraz troche szczeniecych lat...

A do tego dodam, zes Dusti piekny, w kwiecie wieku, zdrowiem tryskajacy!!! I juz!!!
Polska - Niemcy (0-2)
Jak na patriotke przystalo wczoraj zasiadlam (po uprzednim szalenstwie w kuchni, ktorez to szalenstwo zaowocowalo kulkami miesnymi z makaronem - mniam) w doborowym towarzystwie Karolka, Reginy (Karolkowej), Jacentego i oczywiscie MMZ przed telewizorkiem w celu obejrzenia meczu... No i sie strabilam jak zloto... Wbrew logice (logika ta wspierana byla doswiadczeniem!) osuszylam sobie dwie butelki wina musujacego i final jest taki, ze rano malo nie umarlam, a glowa mnie boli do tej pory! Cios za ciosem... Nie dosc, ze nasi grali jak grali to jeszcze ten szampan (wino musujace...). Jak to mieszanka napojow wyskokowych i pilki noznej moze czlowieka skutecznie powalic...
I do tego wszystkiego cholera wziela moja dzisiejsza sesje YOGI!!! Tak, tak drodzy i kocheni czytacze!!! Zyrafa szalona postanowila zadbac o kondycje i zdrowie wiec nabyla droga kupna zestaw sobie Yogi na DVD i sobie bedzie yogowac!!! Moja pierwsza sesja wygladala tak:
1. Nauka oddechu. Z tym zadnych problemow nie mialam bo po pieciu miesiacach bez szlugow pojemnosc klatki piersiowej, a dokladniej mowiac pluc mi sie rozkosznie poprawila!!! Generalnie caly ten oddech ma przypominac dzwiekiem szum fal, przyplywy, odplywy i takie tam... Mi sie osobiscie kojarzy z pierwsza faza chrapania...
2. Pozycja poczatkowa. Tworzymy z podloga trojkat! Dobra... Wszystko ladnie pieknie tylko jestem tak haniebnie zastala, ze nie mam mowy chwilowo o wyprostowaniu nog w kolanach...
3. Pozycja "kotek pije mleczko" smietakne, czy inne cholerstwo. To akurat bylo spoko... Wyginanie "grzbietu" w gore i w dol w powiazaniu z oddechem poczatkowym chrapacza...
4. I tu przechodzimy do pozycji "wojownika". I w tym wlasnie momencie napiecie miesniowe dalo mi sie we znaki za bardzo... Final: w bardzo profesjonalny i yogowy sposob puscilam gazy i sobie klapnelam... Katastrofa...
5. No i to by bylo na tyle... Reszte kasety obejrzalam sobie na siedzaca bakajac sobie od czasu do czasu subtelnie (co ja wtedy jadlam???) i zastanawianac sie o co w tym wszystkim chodzi?
No. W prawdzie cos mnie lupalo w plecach przez nastepne 3 dni i noc w noc budza mnie koszmarne skurcze w lydkach ale bede twarda. Jutro zaczynam na powaznie... I tylko mam nadzieje, ze bede mogla sie pozniej ruszac... Postawilam sobie cel... Zgubic oponke w okolicach pasa przed Jolki weselem. Czy mi Yoga w powiazaniu ze zdrowym zarciem i spacerkami na plaze pomoze? Zobaczymy.
Wszem i wobec oglaszam, ze moj Zyrafi zad wazy 72.5 kg. (ale porazka...)
Bede informowac na bierzaco o wynikach. Zaczynamy operacje "YOGOZAD"!!!!!!
niedziela, 8 czerwca 2008
Róże są czerwone, fiołki fioletowe....

... a kochany Miron ma zepsutą głowę.
To tak gwoli informacji. W tym temacie nic się nie zamieniło, może jedynie poza nastawieniem Mirona, który tradycyjnie ze skrajności popadł w skrajność i zamiast jak przystało na psychopatę nadal gonić mnie z siekierą, zrobił się słodki niczym miód i tylko nim dupę smarować. Z moich obliczeń wynika, że odmieni mu się koło września- października i znów będzie w chałupie teksańska masakra. I jak go nie kochać?
Nieźle się, powiadasz, nawojowało, Jolka za mąż wychodzi, Rico Band na koniach sadzi poprzez prerię i nawet ktoś hipoterapię prowadzi. Bardzo ładnie.
A ja się upijam i dobrze mi z tym. Problemy mnie przerosły więc zaczęłam sobie odpuszczać na rzecz pierdół. Mąż znów na studia pojechał i zamiast wracać co sił, właśnie ogląda mecz 180km od domu. Mecz jest jak wiadomo najważniejszy. komórkę trzymam przy dupsku bo pewnie w przerwie zadzwoni i upewniwszy się, że nic mi nie jest czym prędzej się pożegna. A ja wleję w siebie cały barek, żeby w razie czego mieć tą satysfakcję, że jestem najbardziej pijanym kowbojem z całej naszej trójki.
Całuję bardzo mocno.
Dusti gruby, brzydki i stary, wzbudzający dzikie rządzę tylko w świrach i idiotach.
czwartek, 5 czerwca 2008
wtorek, 3 czerwca 2008
Objasnienia do Rico Band....
W srodku Lulus drobny postura lecz wielki sercem...
Na koncu Dzordz z wielkim wasem i na najjasniejszym rumaku...
Ziemia do Zyrafy!!! Zyrafa do Ziemi!!!
Gdzie jestes Zyrafo kochana???!!! Jak sie masz???!!! Co porabiasz???!!!
Zyrafa do Ziemi!!!
Jestem juz jestem!!! Mam sie swietnie!!! Siedze w robocie i staram sie prostowac!!! Pomiedzy wizytami mam juz 2 tygodnie przerwy i jestem z tego powody bardzo zadowolona!!! Pan doktor zreszta powiedzial mi, ze jestem jego popisowym przypadkiem genialnej reakcji na leczenie...
Nie bylo mnie chwile... Najpierw Karolek sie wakacjowal, a pozniej musze sie przyznac bylam skupiona na zupelnie innych sprawach niz pisanie bloga... Brzydka, brzydka Zyrafa... Ano mam zwierzaka cybernetycznego... Podczas szperania po blogach innych ludziskow - niektore sa swietne!!! znalazlam stronke internetowa neopets.com. No i tam mozna sobie stworzyc swojego cybernetycznego zwierzaka. Moj nazywa sie Gor2Gor i jest troche wolny ale nie jest zle. Karmie go, czytam mu, kupuje ciuchy, zabawki i wlasnie jestem w trakcie budowania domu... Wciaga jak cholera... I mam wyrzuty sumienia bo wciaga...
Dzieki Bogu wczoraj byl wolny Poniedzialek i w zwiazku z powyzszym MMZ zorganizowal wyjazd-niespodzianke. Na lotnisku okazalo sie, ze niespodzianka jest Londyn... Musze przyznac, ze mi mina zrzedla bo jest to (a raczej bylo) oststnie miejsce na ziemi w ktorym chciala bym spedzic moj wolny dlugi weekend! Bylo BOSKO!!! Uwielbiam sie mile rozczarowywac!!! Od rana do wieczora lazilismy i zwiedzali (nawet na musicalu zesmy byli - odlot w ciapki!!!) i korzystalismy z wszelakich atrakcji! Zaliczylismy oczywiscie palac krolowej (szkoda, ze jej nie widzialam... naplula bym jej w lewe oko he, he...) Hide Park, London Eye (Oko Londynu) - to takie wielkie kolo z kabinami, z ktorych oglada sie panorame Londynu (przeslismy obok bo kolejka byla kosmiczna, a i tak nie usmiechalo nam sie spedzic pol godziny ogladajac panorame...) Akwarium (trzy poziomowe z rekinami, plaszczkami (dotknelam jednej!!!), meduzami, karpiami, glonami, krewetkami i calym tym pozostalym slodko i slono wodnym towarzystwem), Big Bena, Small Bena (to chyba nasz osobisty wynalazek - replika Big Bena stojaca na srodku skrzyzowania), Narodowe Muzeum Historii Naturalnej (od powstania ziemi przez: dinozaury, ssaki, ptaki, gady, plazy, mineraly, czlowieka i caly ten historyczny balagan naturalny) i niezliczone ilosci barow i knajpek roznego rodzaju. Odkrylam przy okazji bardzo, bardzo dobre winko wloskie biale (zwykle na biale mam odruch wymiotny...)! W kazdym razie jako atrakcja turystyczna Londyn jest perla!!! Zobaczylismy jakas jedna piata tego co to miasto ma do zaoferowania i na bank tam wrocimy!!!
Po przemysleniu sytuacji doszlam do wniosku, ze dzieci zostana odlozone jeszcze na bok. Przeciez mamy tyle do zobaczenia!!! Niech sie Jolka produkuje!!!
Tak tylko dodam:
piątek, 16 maja 2008
czwartek, 15 maja 2008
HA!!!
Zrobilam sobie pyszna zupke kalafiorkowa...
poniedziałek, 12 maja 2008
Rzekl Karolek...
Drogi Karolku!!! Na naszym ukochanym zegarze w biurze jest godzina 22.27, a ja dopiero sie ogarnelam! RM6 dopiero wydrukowane! Moj krag miedzylopatkowy drze sie w nieboglosy o spoczynek (do krzesla jestem jakby "przyklejona"), a hemoroidy rosna!!! Gruba zaszczycala mnie swoja osoba do dziewiatej. Oczywiscie nie obylo sie bez rozmow telefonicznych o pierdolach, po czym dowiedzialam sie, ze jej brat kupil swojej dziewczynie pierscionek zareczynowy za 10 tys. dolcow!!! Trzeba miec zdrowo nastukane... Wlasnie poszedl pierwszy nielegal... I juz jestesmy po R10. Na odchodnym Gruba powiedziala mi: "Take it easy". Moze miala na mysli: "Nie musisz drzec lokali"? Watpie, bo upewnila sie, ze wiem, ze nie musze drzec Galway tylko lokalne! Sram na to!!!
środa, 7 maja 2008
Kwestia zastanawiania sie...
Ja tez sie zastanawiam, czy to wszystko warte zachodu... Czy to moze tylko zasrane "przyzwyczajenie", jakies tam "poczucie obowiazku", czy jak to tam nazwiesz (moze glupota???), ze tak sobie tkwimy w tym kolowrocie zycia z tymi naszymi wybrankami, z ta praca, ktora daje lub nie daje wiele satysfakcji, w tej calej gownianej rzeczywistosci...
Tak mnie nachodzi co raz czesciej, zeby sie "rozwiezc", popracowac jeszcze z roczek w tej firmie, pozwiedzac ile sie da, odlozyc ile sie da i wrocic do domu... Wyremontowac sobie gore w Chmielniku, kupic autko, psa (zeby miec z kim spac i do kogo sie przytulic) i sobie spokojnie pracowac, robic to, na co mam ochote i nie przejmowac sie zadnymi czyimis humorami z wyjatkiem swoich wlasnych!!! No i psa od czasu do czasu... MMMmmmmmmm..... Kuszaca wizja... A do tego sobie robic wyprawy do Dustiego raz na jakis czas by Mu udostepnic (zamiast gackowego) zyrafi zad do macania!!!
I teraz mi sie zaczelo spiewac: "Niech zyje wolnosc! Wolnosc i swoboda! Niech zyje zabawa i dziewczyna mloda!!!" Co do tej mlodosci to he, he moze tak dziwnie ale cala reszta mi sie podoba! Kto to w ogole spiewal???
Dustiego widzimisię
Taaak, na prawdę jesteśmy podobne, byłyśmy i będziemy a to pewnie nie tyle z powodu wyglądu, co jakieś takiej bliskości duchów naszych. I tak mi się przy okazyji przypomniały znowu czasy Rico Band i wędrówek po Bieszczadach. W sumie to oddałabym chyba połowę skromnego swego królestwa by raz jeszcze się z Tobą po tych Bieszczadach przelecieć (ach przeleć mnie po koniczynie!!!)A tu, pomimo że pewnie pięknie i piękniej niż w Bieszczadach bo nigdzie nie trzeba się wspinać by widoków doświadczyć, to już nie jest to. Wszystko wina roboty. No bo rano człowiek wstaje, jedna hipoterapia, druga i dziesiąta, potem trzeba konia objeździć bo na zawody z nim trzeba, potem pastwisko przegrodzić bo zarazy wszystko zjadły, może jeszcze przydałoby się skosić trawnik i ten chlew w samochodzie obtoknąć a potem robi się wieczór i nie widać już orłów bielików, pająków topików (osobiście nie podziwiam) ani żuczka gnojarzyka a jedynie sowę można usłyszeć i gacka po dupie pomacać. Siadam sobie więc z piwem na balkonie i gapię się w zapadające ciemności myśląc o tym, że już 6 lat jak na tym balkonie siedzę, hektolitry browara wymłóciłam i nic mi z tego nie przyszło. Bajzel ten sam, Józki te same, nadal nie mogę niczego zrobić bez zgody starszyzny ( w tym szwagra) i chociaż kocham mojego męża to zastanawiam się czy ja dobrze wybrałam. Już nawet sprzątać mi się nie chce bo i tak zaraz ktoś przyjdzie i narozwala. A krzyczeć sobie mogę aż mi żyłka w dupie pęknie- mam nadzieję, że twój MMZ na wrzaski wrażliwszy niż mężczyźni mojego życia- jakoś mi się rozmnożyli, czy ja aby nie odwalam roboty za ich żony???
wtorek, 6 maja 2008
No to wrocilam...
Caly tydzien mialam "latane"! Zrobilam plan wizyty OPVP (Official Parents Visit Plan) juz jakies 2-3 tygodnie przed wizyta i czekalam... Plan byl napiety no bo co... Niech Hipki ogladaja ile sie tylko da!!! W kazdym razie wstawalismy o 10-ej (rodzice juz od 6-ej rano smigali na spacerki na plaze lub do parku, a o 10-ej wracali - podziwiam!!!) i po sniadanku udawalismy sie w rozne dziwne zakatki Dublina i okolic. Szkoda tylko, ze nie mam jak tych zdjec pokazac wszystkim na forum! W kazdym razie po dniach wypelnionych lazeniem i ogladaniem wracalismy do chalupki kolo 7-ej wieczorkiem, cos do jedzonka i imprezka... Miodzio bylo... Szczerze powiedziawszy to tak kolo czwartku zaczelismy powoli sobie folgowac bo sie nie dalo... Imprezki do poznego wieczora, poranne wstawanie i wedrowanie calodzienne to nie calkiem udane polaczenie. W kazdym razie przegonilam Hipkow i siebie przy okazji zdrowo! I na dobre mi to wyszlo bo moj kregolek sie regeneruje (a moze powinnam napisac przestawia?) pieknie! Pan doktor jest szczesliwy i ja tez! A chyba najbardziej jest szczesliwa moja mamunia, ktorej jeden powod do martwienia sie odpadl...
Jak juz mowa o mamuniach to przy okazji pogadalam sobie z Hipcia moja mamunia kochana tak od serca i od watroby i tak jakby mi sie lzej zrobilo. A pozniej pogadalam sobie z MMZ tez i juz calkiem dobrze jest. Obiecalam sobie, ze bede Mu mowic (a nawet krzyczec jesli zajdzie potrzeba) jesli cos mnie bedzie gryzlo! Koniec duszenia w sobie!!! Bo albo kogos zabije albo tez sama zejde smiertelnie na zawal!!!
Tyle rzeczy mialam napisac i tyle mi sie w lepetynie klebilo, a tu bleee....
Abysmy wszyscy zdrowi byli...
p.s. - Co do Lulliego to ten ma brak internetu i w zwiazku z powyzszym sie nie odzywa! Wszystko u naszego Lulliego w porzadku! No moze z wyjatkiem tego, ze sie nam Lulli przemecza!!! Lulli!!! Nie przemeczaj sie!!!
Nieeech zyyyyje naaaaaaaaaaaaaaam!!!!!
wtorek, 29 kwietnia 2008
Kochana Żyrafo!
Tańcząca słoniczka (he he), malutkie konfetti-trzydziesteczki, zawieszka puzzelek która niestety nie jest kompatybilna z komórką ale i tak ją noszę- przy kluczach, i plakietka z 30, którą od wczoraj noszę...z czymś w rodzaju dumy. Oczywiście terminu nie dotrzymałam i otworzyłam list zanim echo depresji wybiło mi zęby w pustej głowie.I jest lepiej i jest weselej i jeszcze
70 lat i cztery dni do setki...i mam to w dupie .
Najbardziej podobały mi się życzenia zwłaszcza dorodnych aktywów- cokolwiek miałaś na myśli, Alfa Romeo (szybko bym zarżnęła), opału poniżej cen hurtowych no i obniżki cen pasz treściwych. O pieczarki możesz być spokojna, wysyp jest jak zwykle niezawodny.
sobota, 26 kwietnia 2008
piątek, 25 kwietnia 2008
Nie ma ch... we wsi :-))
Czekam na tą dopłatę do hipoterapii ale modlę się po cichu, żeby mi nie dali. Boję się jak szlag, że dadzą a potem odbiorą razem ze sprzętem rtv i w ogóle że nie wypali.
Ogólnie jestem zmęczona posiadaniem bo w tej rodzince to jak ktoś coś ma to dotąd będą go pozostali kopać aż to coś z rąk wypuści. Tak też jest ze mną, cały czas daj i daj.
CZASAMI MAM OCHOTĘ WIAĆ STĄD CO SIŁ I NIE PATRZEĆ ZA SIEBIE.
Nie sposób pominąć faktu, że jeśli kobieta chce zmarnować sobie życie to wychodzi za myśliwego albo za jeźdźca- to tak jakby dobrowolnie fundować sobie więzienie. Dlaczego tak jest? Pisałam o tym felietonik kiedyś i jak go znajdę to mojej Żyrafie na bloga wrzucę, żeby mogła ostrzegać koleżanki stanu wolnego: taak, myśliwi i jeźdźcy- to pewnie kwestia wspólnego patrona.
A co do cholery u Lulusia!!! Dwa razy tu skrobnął w tym raz niezobowiązująco o bazylii i zanikł.
czwartek, 24 kwietnia 2008
wtorek, 22 kwietnia 2008
Odliczanie i kregolek...

Mam nadzieje, ze obrazowo jest wystarczajaco... Dla tych, ktorzy malo nie dostali zawalu ogladajac ten obrazek i wyobrazajac sobie jak to ja teraz wygladam: NIE JEST TAK ZLE!!! TO TYLKO OBRAZEK!!!
W kazdym razie w piatek mam wizyte, w czasie ktorej zacznie sie leczenie i juz sie nie moge doczekac!!! Sprawozdanie bedzie obowiazkowo!!!
A teraz drodzy czytacze biore sie za robote!!! Sciskam czule drac na piersiach koszule!!!
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
środa, 16 kwietnia 2008
Kwestia zanieczyszczania się.
-nie modlimy się i nie popieramy Ojca Dyrektora
- nie sterczymy godzinami w oknie kuchennym obserwując sąsiadów (tak, że gdy umrzemy w tym oknie to nikt tego nie zauważy)
- ja jestem siwa ale lepiej osiwieć niż ocipieć jak twierdzi mój kowal
-kim jest Alzheimer? to ten Niemiec co nam wszystko zabiera?
-kręgi szyjne wymieniam w przyszłym roku a ty?
- zapomniałaś napomknąć, że starsi ludzie często się zanieczyszczają . Ja się zanieczyszczam głównie w okolicy gumofilców a Ty???
Chyba jeszcze nie jest tak dramatycznie. Jak zacznie mi walić z ucha lub przytrafi mi się lisek na galotach to dam znać.
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Ciag dalszy starosci - tym razem do posmiania...
1. CO TO JEST WEDŁUG CIEBIE STAROŚĆ?
§ Wspomnienia, myśli o dawnych czasach (jestem stara - mysle o Hortex-ie, Rico Band, Zombim i calej naszej wspanialej przeszlosci!!!)
§ Schorowany człowiek (kolana do wymiany, pare kregow szyjnych tez by sie przydalo wymienic...)
§ Koniec życia (nie tak szybko z tym koncem zycia!!!)
§ Brak energii (no tak... po dobrym bzykanku palcem ruszyc nawet nie moge!!! Jestem stara he, he...)
§ Upragniona emerytura (jesli bedzie dwa razy wyzsza niz moja terazniejsza wyplata...)
§ Śmierć (...)
§ Wymyśla się wydarzenia (bede robic wnuki w konia he, he)
§ Mylą się drogi (w naszym zwiazku to MMZ ma gowniane poczucie kierunkow - On jest stary...)
§ Wiek (jak na razie nie narzekam...)
§ Jest to pewien etap życia ( ostatni) (a co z zyciem pozagrobowym?)
2. JAKIE CECHY MA STARY CZŁOWIEK?
§ Zmarszczki (jestem stara)
§ Siwe włosy (czy blond mozna zaliczyc do siwych?)
§ „obleśna i padnięta skóra” (jeszcze az tak zle to ze mna nie jest!!!)
§ Zrzędzi (zrzedze... zapytajcie MMZ)
§ Śmierdzi (hmmm...)
§ Brzydki (zdecydowanie jestem przeciwienstwem starosci!!!)
§ Niezaradny (jak mi pasuje... w koncu mam chlopa w domu!)
§ Brakuje mu wiedzy (co to to nie!)
§ Alzhaimer (od czasu do czasu o czyms zapomne ale zeby od razu Alzhaimer?)
§ Śmieszny (nie ma to jak umiec sie smiac sam z siebie!)
§ Posiada duża wiedze przez zdobyte doświadczenie (alez owszem moje drogie dzieci...)
§ Okulary (no i co...)
§ Wszystko mu wychodzi (ale o co chodzi?)
§ Często zapomina o wszystkim (to sie nazywa stan upojenia milosnego lub orgazm!!!)
3. CZYM TWOIM ZDANIEM ZAJMUJĄ SIĘ STARSZE OSOBY?
§ Hodują konie (Dusti! Nie da sie ukryc!)
§ Narzekają (narzekam)
§ Chodzą do kościoła (Juppiiii! Nie jestem stara!)
§ Odwiedzają koleżanki (Cholera... Trzeba bedzie zaczac nadrabiac...)
§ Zajmują się wnukami (Jeszcze takowych nie posiadam)
§ Leczą się (W moim przypadku raczej staranie sie nie dostrzegac dolegliwosci - bede sie martwic na starosc!)
§ Podróżują (jestem stara)
§ Uczą (innych) (MMZ jak znalezc punkt G)
§ Chodzą po bułki na śniadanie (he, he, he...)
§ Hodują kury (kozy, krowy i bazanty tez!)
§ Odwiedzają rodzinę (dwa razy na rok? Czy to juz starosc?)
§ Modlą się i słuchają radia Maryja (NO COMMENT)
§ Chodzą do lekarza (nie)
§ Opowiadają bajki (Tak Kochanie! Posprzatales dom wspaniale!!!)
§ Robią zakupy (robimy zakupy razem jak na dwoch tetrykow przystalo...)
§ Pieczą sernik (musze poprosic Hipcie, zeby mi przepis przyslala)
§ Spacerują z psami (psa jeszcze nie mam)
Podsumowujac to wszystko to ja juz nie wiem czy juz mam z gorki, czy jeszcze nie... ;)
Starosc nie radosc!!! Naprawde!!!
No to moze porozmawiamy o starosci...
Co to jest?
Starosc w znaczeniu spolecznym: w spolecznym i socjologicznym znaczeniu za czlowieka starego jest zwykle uwazany czlowiek w wieku 65-70 lat i wyzej. W kulturach na calym swiecie ludzie w podeszłym wieku byli zawsze obdarzani duzym szacunkiem - niekiedy nawet czcia - jako ludzie bardziej doswiadczeni i madrzejsi. (Mam wrazenie, ze co do tego szacunku to troche sie zmienilo...)
Starosc w znaczeniu medycznym: to ogol zmian zachodzacych w ciele czlowieka w wieku podeszlym, czyli w naukach medycznych pacjentow po 65 roku zycia. Kobiety wchodza w okres starosci juz w piecdziesiatym roku zycia, a mezczyzni dopiero w szescdziesiatym. (A gdzie do cholery rownouprawnienie???!!!)
I troche statystyk: wedlug danych „Rocznika statystycznego 2002” zyje 5.742 tys. osob w wieku poprodukcyjnym, co stanowi prawie 15% ogolu ludnosci. Demografowie przewiduja, ze po 2010 roku liczba osob, ktore ukoncza 60 rok zycia, przekroczy 20%. Nie jest zle...
A jeszcze do tego dodamy, ze komorki ludzkie moga dzielic sie tylko okolo 50-ciu razy!!! I to zjawisko nazywamy Limitem Hayflika...
No i nam wychodzi, ze ten caly temat starosci jest zdrowo przygnebiajacy... Bo coz jest fajnego w powrocie do pieluch, strzykaniu w stawach, demencji, a moze nawet Alzcheimerku...
Usilowalam znalezc w wyszukiwarce "zalety starosci"... Znalazlam jedna strone z dowcipami, poradnik "Jak sie zdrowo zestarzec" (za jedyne 48.50 zl lub w innej ksiegarni on-line za 49.90, a po rabacie nawet w bardzo atrakcejnej cenie 37.42 zl!!!), strone z kazaniami parafii Rzymsko-Katolickiej sw.Jozefa oraz portal psychologiczny, ktory ta cala tematyke przedstawia baaaaaardzo pesymistycznie...
No moze z wyjatkiem tego cytatu:
"do zalet starości osoby badane zaliczyły: dużo wolnego czasu, odpoczynek, możliwość zastanowienia się nad swoim życiem, a także silniejszy niż w młodości kontakt z Bogiem. Za wady uznano: pojawiające się dolegliwości zdrowotne, obniżającą się sprawność fizyczną oraz samotność i osamotnienie."
BBBRrrrrrrrrrrrr.... Nie podoba mi sie to wszystko...
środa, 9 kwietnia 2008
Dlugo mnie nie bylo...
Co sie u Zyrafy szalonej dzialo przez ten czas? Ano nic ciekawego. Cos mi sie zycie moje ostatnio przestalo podobac... Tylko jeszcze nie wiem co z tym wsztystkim zrobic...
MMZ mnie rozbraja swoimi zmianami decyzji. W ogole to cos mi sie wydaje, ze stara sie nie dostrzegac tego, ze cos mi lezy na watrobie. A na watrobie lezy mi moja i Colina przyszlosc.
Ostatnio gdy bylismy w Polsce doszedl do wniosku, ze pobedziemy w Szkocji jakies 5-6 lat (oczywiscie jesli chodzi o prace to w zaleznosci z kim rozmawia pracuje albo w Szkocji - brat, albo w Londynie - szwagier, a mam wrazenie, ze calosc to tylko slomiany zapal), odlozymy jak najwiecej kasy i wprowadzamy sie do Chmielnika na poddasze... Stwierdzil, ze sie zakochal w tym miejscu... (G prawda!!!) Gdy Mu jakis czas temu przypomnialam ta rozmowe od razu sie wszystko zmienilo... Teraz: wracamy do Szkocji, przez rok wynajmujemy mieszkanie, dom, cokolwiek, po roku-dwoch kupujemy wlasny dom (kredyt hipoteczny na min. 20 lat) i sie rozmnazamy... A moze sie nawet rozmnozymy przed kupieniem domu... W kazdym razie dziecko sobie rosnie (hipotetycznie ma 4-5 lat) i przydalo by sie wrocic do Polski jak bylo w pierwszym planie... Ale nie! Przeciez dziecko musi isc do szkoly, a my mamy hipoteke do splacenia!!! I tak mijaja kolejne lata - dziecko konczy "podstawowke", ma wlasnych kumpli, wlasne zycie, plany co do nastepnej szkoly i przeciez nie bedziemy do cholery zmieniac dziecku calego zycia!!! Bedzie mialo latwiej w Szkocji!!! A poza tym przeciez zostaje bariera jezykowa!!! A do tego mamusia bedzie BE bo bedzie mowila przez caly czas do dziecka po polsku!!! Kurwa!!!!!!!!!
I wychodzi na to, ze od Madzi zalezy cala przyszlosc! A Madzia ma do wyboru:
1) Zaakceptowac cala ta sytuacje, spedzac swieta i wakacje w domu, a wrocic na stale do Polski juz na starosc...
2) Rozstac sie z MMZ w trybie natychmiastowym, zeby byc w porzadku i nie wykorzystywac chlopa w sposob paskudny i dalej sobie z nim mieszkac wiedzac, ze i tak wszystko jest do dupy,
3) Powiesic sie pozostajac piekna i mloda (prawie...)...
Tak samo ze slubem... Stwierdzil, ze nie potrzebuje tego calego zamieszania, ksiadza i udowadniania nikomu, ze On mnie kocha... Dobra, tylko ja w takim razie chce, zeby nasze dzieci nosily piekne nazwisko polskie rodowe... I znow MMZ zdanie zmienil twierdzac, ze sie pobierzemy w odpowiednim czasie... Ale mnie to wkurwia!!! I znajac zycie to dzieci (o ile nie wybiore opcji 2 lub 3) beda mialy Jego nazwisko bo cos gosciu wymysli zeby mnie uglaskac...
I jak "dobrze" pojdzie to zostane z niczym...
Ojjjjj..... Ale mi w morde ulzylo...







