czwartek, 17 lipca 2008

Czwartkowy dolek...

No to mamy czwartek, Berni (siostra MMZ) nie przyjezdza, a sam MMZ mnie dzis doprowadzil do szalu. Acha... Zapomniala bym, ze mi sie jeszcze po chorobsku zimno (moze powinnam napisac zimnisko biorac pod uwage rozmiary!!!) wysypalo pod noskiem, wiec cala polowa twarzy mnie boli... Co do Berni to nawet jestem rozczarowana, choc sie z drugiej strony obawialam "demona". Dzis dowiedzialm sie, ze wszystko co zle to wina kobiet (czytaj: mnie), a tak na dobra sprawe to cala cywilizacja powinna sie cofnac do czasow niewolnictwa (czytaj: niewolnictwa kobiet). Nie skomentuje... Czasami MMZ "blyska" inteligencja...

Ostatnie dwie noce w robocie byly pozne i wyglada na to, ze dzis tez posiadze do 2-ej... Katastrofa... Lawrenc (moj maly w pracy pomocnik) zaszyl sie na pietrze i chrapie. Mam go obudzic o 11-ej...

W niedziele mam zamiar (z MMZ, czy bez) pojsc sobie do kina obejrzec Kung-Fu Pande! Ostatnio sie tych kung-fu filmow namnozylo... W ostatnia niedziele widzielismy "The Forbidden Kingdom" (nie wiem jaki jest tytul po polsku) z Jet'em Lee i Jackiem Chanem! Poczatek filmu mnie ze tak to ujme zahipnotyzowal, a jak juz sie odhipnotyzowalam to jakos tak mnie juz nie wciagnal... Choc mozna sie bylo posmiac!!! Zobaczymy co Panda pokaze!

A jak sie uda to w sierpniu strzelimy sie z MMZ na dlugi weekend w plener pod namiot! Dobrze by bylo bo mi sie juz tak serdecznie nie chce w tej robocie siedziec!!!

A teraz koncze bo bede sie szkolic w wysylaniu zdjec z komorki na bloga!!!

Brak komentarzy: