poniedziałek, 21 lipca 2008

Pomykam...


Lawrence byl w miescie z aparatem i nawet nie wiedzialam kiedy mnie wypatrzyl (nie trudno bom wielka) i sobie pstryknal... Szkoda tylko, ze sie czyjs zadek wmontowal w kadr ;)
Generalnie po weekendzie bez zmian... Ja sie relaksowalam z ksiazka na festiwalu rozanym, a MMZ sie wybral na mecz z kumplami i nie trzeba dodawac, ze sie stabil w pieknym stylu... Szaczerze powiedziawszy mam juz dosc jeso picia i czeka go w thm tygodniu powazna rozmowa... Albo cos z tym zrobi albo sie rozwodze.
Co do ksiazek to ostatnio cos je polykam, a nie czytam! Wlasnie jestem pod koniec drugiego tomu o dziewczeciu, ktore zylo w slumsach, a w czasie jakiejs manifestacji okazalo sie, ze ma w sobie wielkie poklady magii i Magowie biora ja pod skrzydelka, zeby sie wyszkolila. Nie musze dodawac, ze wszyscy magowie pochodza z wyzszych sfer wiec dziewoja jest gnojona jak zloto, a do tego odkrywa, ze Wielki Mag (przywodca calej bandy) praktykuje czarna magie, czego nie powinien robic w zadnym przypadku! W kazdym razie ksiazka jest spoko (lubie takie), fajnie napisana (nawet nie musze siegac do slownika) i sobie ja wchlaniam...
O co chodzi z "oszustka i naciagaczka", ktora Twoja Mama jest Dusti moj luby? Wnioskuje, ze Miron sieje znow jakas dzika propagande... Ktos na prawde powinien mu porzadnie wlac... A moze on ma jakas paranoje w polaczeniu z mania przesladowcza i powinien sie leczyc??? Boze, Boze, a dopiero "Ode do Mirona" pisalam... Co do Tesciow to wiadomo od dawna... Tylko co oni wszyscy maja do Twojej Mamy??????????

Brak komentarzy: