niedziela, 26 kwietnia 2009
Tamte czasy to było to
No i w Chmielniku zbiłybyśmy fortunę na koniach jak przypuszczam. Mogłybyśmy też uprawiać piołun i cichcem sprzedawać zakazaną zielona nalewkę za straszne pieniądze. I żaden chłop nigdy nie doprowadziłby nas do łez- to chyba najlepsze by było.
A tak zachciało nam się fiutka i jajeszek to mamy! Ja tu ty tam i bida niemal ta sama!
Bonzai zajebisty.
czwartek, 23 kwietnia 2009
To znowu ja! I odpowiedzi!
Oto Gabrys! Gabrysia dzis nawet slyszalam rozmawiajac z mamusia. Coz za rozdarte stworzenie...
Po pierwsze: Co do CYCKOW!!! Dusti - a wwwrrrrr... Przypominaja mi sie czasy kiziania, noce nasze i lesbijskie zapedy u Lulliego w muzyku. To byly czasy... Nie jestem pewna, czy tesciowie Twoi i szwagier sa godni tego widoku...?! I moze tylko gaciorki bym zmienila. Poza tym jak naj bardziej MIODZIO!!!
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Obwiesze się!

Nie wiem czy na blogu można wypisywać takie rzeczy ale ja się zastrzelę, powieszę i na koniec upiję. Jakby mało było tego, ze:
- muszę wziąć potężny kredyt, żeby zakupić do końca maja drzewo na mój nowy dom z bali.
- nadal nie dostałam spadku po tacie i teraz sprawa trafia już do sądu
- mojego osobistego chłopa obchodzi niewiele poza pracą i kupowaniem wciąż nowych gadżetów.
- mój najmłodszy ogier z uroczego źrebięcia stał się skurwysynem i nie mogę go sprzedać.
- czeka mnie najazd grupy niepełnosprawnych, którzy nie mogą mi zapłacić ani połowy z tego co powinni a przecież ich nie pogonię.
- na nic nie mam czasu, wszystko mnie boli i brakuje mi zwyczajnie kogoś z kim można pogadać bez ryzyka, że oskarży cię o psychiczne molestowanie- teraz ludzie stali się jacyś kurwa niekomunikatywni.
No. A na dodatek rozpoczął się sezon przedmajówkowy czyli przed majowymi zawodami końskimi co zawsze jest dla mnie koszmarnie trudne. Moje dwie laseczki, które u mnie jeżdżą najpierw próbowały wymóc na mnie jakieś swoje chore pomysły i za nic nie mogły zrozumieć, ze ja nie jestem ich rodzicem i nie ustąpię im we wszystkim, wystarczy chyba, ze daję konie na cały dzień na czym tracę zamiast zarabiać. Strzeliły więc focha po czym jedna oświadczyła mi nagle ni z gruszki ni z pietruszki, ze czuje się przeze mnie wykorzystywana. Układ był taki, ze laska płaciła mi miesięcznie trzy stówy i za to mogła sobie bez umiaru jeździć na jednym z moich koni i brać go na zawody. Opłacała trenera, który ją oszukiwał więc podjęłam się trenowac ją za darmo w zamian za pomoc przy koniach. Przez rok czasu laska bez szemrania pomagała mi w stajni i czasami poprowadziła też jakąś jazdę ale to rzadko. Wczoraj nagle oświadczyła, że ona nie po to mi płaci, żeby tu zapierdalać. Przykre. Cóż. Nic innego nie pozostało jak z dobrej koleżanki stać się bezdusznym najemcą. Chce mi płacić za każde dzień dobry to będzie pacić. A konia, na którym trenuje od dawna i tak planowałam sprzedać, wstrzymywałam się tylko ze względu na nią...
Głupia jestem co?
Przeraża mnie tylko fakt, ze robi się wokół mnie przerażająco pusto.
Czy to moja wina?
sobota, 18 kwietnia 2009
No muszę ci się pochwalić, co nie...
piątek, 17 kwietnia 2009
Kropla piołunu

No ja oczywizda zamiast spać to siedzę. W dzień za to nie siedzę w efekcie czego jestem wykończona. Uśmiałam sie serdecznie i do rozpuku z imion Twoich kotów- są bardzo przywódcze. Jakby było więcej niż trzy to może być jeszcze: Bin Laden, Che Guevara i Dalaj Lama.
Mam tu totalny odlot. Po prostu opary absurdu. Tylko moje pisanie pozwala mi pozostać przy zdrowych zmysłach.
Dlaczego nie wydam?
Wydam i dzięki za podpowiedź co do wydawnictwa. Skończyłam właśnie ostatnią serię opowiadań i robię przerwę na sezon. Jesienią znów przysiądę i dopracuję to co napisałam a jak starczy czasu przed kolejnym sezonem, zacznę pisać dalszy ciąg. Mam zamiar pokazać to najpierw kilku znajomym, potem kilku nieznajomym a potem zacznę wysyłać- jeśli oczywiście nadal opinie będą w miarę pochlebne.
Wciąż mocno przeżyłam swoje rozstanie ze Śliwką tym bardziej, że rok wcześniej równie bliska koleżanka wywinęła mi paskudny numer, przez który omal nie zbankrutowałam. Takich jak my już nie ma. A może po prostu z wiekiem stajemy sie potworami. A teraz na dokładkę Śliwce odbiło i z serdecznej przyjaciółki stałam się nagle wrogiem numer jeden. Nadal jest to dla mnie zagadką. Ale o tym jak również o innych moich koszmarnych perypetiach opowiem innym razem. Niedługo. I zapewniam. Wampiry to mały pikuś w porównaniu z jebanym ostórdzkim zaściankiem.
Postaram się teraz regularnie tu do ciebie zaglądać.
środa, 15 kwietnia 2009
Hitler, Harriet i reszta...

Dzis MMZ ma wychodne wiec ja mam chwile na bloga! Od czego tu zaczac?
Zaczne od roboty... Cos sie zaczyna ruszac. Zaraz przed Wielkanoca zarejestrowalam sie w kilku agencjach i jako, ze te maja kontakt z innymi mam zaproszenie do rejestracji od kilku. Ponad to w poniedzialek ide sie dogadac w sprawie pracy jako mediator... Generalnie bede sobie smigac po miescie w asyscie policjanta lub -tki (osobiscie wole policjanta) i walczyc z polskimi bezdomnymi na ulicach. Robota na 3 miesiace. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyniknie!
Odnosnie Hitlera... Hitler jest to przyszle imie naszego kota w przypadku, gdy bedzie on brzydki (jak kot moze byc brzydki???). Mamy w planach wziasc kota i pozniej kociczke (imie Brunchilda, lub inaczej zwykla Bronia) ze schroniska wiec jest cien szansy, ze nasz nowy kocurek bedzie troche niewyjsciowy. Nie wazne... Kot bedzie nasz i kochany cala miloscia tego swiata! A jak Hitler zapyli Bronie to w razie czego mamy przygotowane trzy imiona meskie: Lenin, Stalin i Brezniew... Troche komunistycznie ale jako koty zrodzone w rodzinie Agnew (mam nadzieje, ze wyjde za maz przed kotami!!!) musza miec imiona mocne i brzmiace przywodczo!
Zrobilam sobie sesje z wampirami i jestem rozwampirzona... I nawet sie w odpowiedniej chwili wzruszylam... I nie wstydze sie do tego przyznac! Co do Sliwki... Brzydka Sliwka... Jak (nawet przez przypadek) mozna bylo zabic Harriet??? Zabojca Harriet jest moim smiertelnym wrogiem!!! Dusti! Dlaczego tego nie wydasz? Osobiscie polecam wydawnictwo Fabryka Slow (www.fabryka.pl). Sama strona wstepna powinna Ci sie spodobac! Osobiscie jestem ciezko zakochana tych ksiazkach i za kazdym razem gdy jestem w Polsce przywoze ze soba minimum 5 ksiazek, ktore "polykam" tak jak to robie z Twoim Dzielem.
Koncze czytacze drodzy! Wkrotce bede miala wiecej wieczorow wolnych (MMZ zaczyna prace na nocki od maja) to bede pisala czesciej i namietniej he, he!!!
Kocham Was Wszystkich Jak Cholera!!!
czwartek, 9 kwietnia 2009
piątek, 3 kwietnia 2009
Boże! Żtrafa! Dzięki!
Trzeba Ci też wiedzieć, że nie obyło się bez ofiar.
Nie przyjaźnię się już ze Śliwką.
Podejrzewam, że górę wzięła zwykła babska zazdrość.

