czwartek, 13 sierpnia 2009

Jestem ja!


Pomimo całej dupowatości naszej obecnej sytuacji moja kochana Żyrafo wciąż jestem. Zaglądając na mojego bloga pewnie wiadomo ci co nieco o moim życiu w sezonie aczkolwiek nie wyraża on w żadnym wypadku ani połowy tego jak to jest. Szczęśliwie najbardziej morderczy okres czyli sianokosy w ciągłym deszczu (lato mamy zajebiste w tym roku) mam już za sobą. Cała kasa, którą zarobiłam na obozach poszła na ten szczytny cel a stodoła wypełniła się po brzegi sianem, którego ja osobiście nie uważam za pierwszorzędne. Potem podjęłam zajęcia dodatkowe a mianowicie jestem rezerwową w mojej dawnej kwiaciarni - rezerwową czyli jestem tam ciągle bo ciągle ktoś jest na urlopie lub chorobowym. Próbując ogarnąć jakoś jedno i drugie za pomocą hektolitrów kawy bynajmniej nie zbożowej przewracam się w efekcie na własnoręcznie wykonane katalogowe bukiety i opasłe wieńce pogrzebowe. Na koniki natomiast lato jest porą mierną bo za dnia są upały nie do zniesienia a wieczorami popaduje konsekwentnie, ludziom jednakże wcale to nie przeszkadza. Ostatnio usiłuję ogarnąć trójkę istnych szatanów- dwóch chłopców i dziewczynkę pozostających pociechami pewnej znanej aktorki, której przez zapobiegliwość nie wymienię z nazwiska. Pani przywozi swe przedsiembiorcze pociechy codziennie a one potrafią w dwie godziny:
- zamęczyć dwa konie
- zjeść wszystkie jabłka z jabłonki
- zadać taką ilość pytań, że nawet Salomon walnął by sobie w łeb
- zaprezentować wachlarz najrozmaitszych zachowań z czego postawa pogardliwa zawsze wychodzi na prowadzenie.
Tak, że jest luksusowo.
Ja także tęsknię za tobą i muszę ci z tego miejsca zakomunikować, że często cię wspominamy z mężem mym i mamą. Opowieści o Madzi są więc ciągle żywe i przydałoby się zmontować jakąś następną zajebistą okazję dla której musiałabyś po prostu nas odwiedzić. Gdyby tak na przykład można było na zawołanie zagwarantować sobie chrzciny...ech.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Okrutny wiking!



A oto wiking okrutny, ktoryz to ze swoimi faflami sie zabijal i "cudownie" ozywal na jednym z pokazow walk wikongow. Nawet kurs tkactwa zrobili. Niezle bylo... ;0)

Dzwoneczek!


Do tych, ktorzy tu jeszcze zagladaja...

Egzamin pchnelam i wlasnie jestem w trakcie uczenia sie na nastepny... Rozwija sie moj mozg w tempie blyskawicznym! Jutro mam trening w pracy (system komputerowy stosowany i jego obsluga) i musze powiedziec, ze jestem zadowolona bo nie bede musiala wykonywac "rozkazow" jednej z moich wspolpracownic, ktora mi zaczyna powaznie grac na nerwach! Ale coz, narzekac nie bede bo i po co? Po prostu sie jej przyleje w ta piekna morduchne i po ptakach! ;0)


Grypa swinska panuje w Szkocji i tak sie zastanawiam, czy i mnie to dopadnie, czy tez nie? Tak swoja droga to za kazdym razem jak rozmawiam z mama zapominam sie jej zapytac, czy w Polsce tez mamy swinska grype? A moze jest to grypa "kacza"? Nawiazuje tu oczywiscie do kaczej plagi ;0) Coz ta plaga tam w Polsce porabia? Zapuscilam sie jak zloto z wiadomosciami z domku!


Dusti!!! Twoja strona internetowa jest po prostu swietna. Wszystko pokazane prosto, wyczerpujaco, bez calej tej oficjalnej otoczki. I Twoje zdjecie... Miodzio... Tesknie za Toba Dusti... :*0( I w ogole to ja uwazam, ze cala ta sytuacja jest do dupy... Ku...! Nie cierpie jak mi sie oczy poca!!!


O moj drogi rozmarynie,
wszystko minie, minie, minie...

poniedziałek, 20 lipca 2009

...

Informuje wszystkich wszem i wobec, ze mi glowa peka od nadmiaru edukacji (w koncu mi sie mozg ruszyl he, he) ale to nie z powodu pracy (jak na razie nic ciekawego sie nie dzieje bo nie ma szkol) tylko sie ucze, ucze i jeszcze raz ucze! Musze zdac jak najszybciej ten wspanialy Certyfikat Komputerowca! Jak mi sie uda to w czwartek popchne jeden do przodu!
Sciskam Was wszystkich czytacze!
(czy jeszcze ktos mnie tu czyta he, he???)

niedziela, 12 lipca 2009

Do roboty...

K***a mac, k***a mac!
Do roboty trza sie brac!


I tak oto drodzy czytacze jutro o godzinie 10-ej rano zaczynam prace w lokalnym Urzedzie Miejskim. Jak roboty nie mialam to nie mialam, a jak juz jedna dostalam to nagle zrobily mi sie trzy. W prawdzie umowa jest na razie na pol roku ale nie sadze, zeby mnie wywalili zwlaszcza, ze to nowe stanowisko, bede przetrenowana i odpowiedzialna za jakias czesc "wojewodztwa", a raczej chyba hrabiostwa (albo nawet gminy?) ;0) Nie mam zielonego pojecia jak oni to tu dziela... W kazdym razie jak wroce z roboty to napisze dokladnie o co biega!
Jakos tak nierealnie mi to wszystko wyglada po tych 9 i pol miesiaca wakacji z przerwa na kupy ;0) Boze! Ale ja mialam labe!!! I teraz zaczniemy sobie normalnie oboje pracowac, splacimy dlugi (dzieki Panu Bozi niewielkie) i zaczniemy myslec o jakims autku i wakacjach!!!!! MMZ, jako ze w styczniu 40-tka Mu stuknie zazyczyl sobie Floryde... Czyli wychodzi na to, ze siweta i nowy rok spedze na plazy... Nie jestem pewna, czy mi sie to podoba! Ale z drugiej strony ja sobie zazyczylam na 30-tke smignac do domu i tak wlasnie bylo! Witaj Florydo!!!
Ide przygotowac jakies wdzianko na jurto. Bede sie musiala teraz ladnie ubierac do pracy... Hmmm...

wtorek, 23 czerwca 2009

I po kupie ;0)

Tak, tak drodzy Czytacze! Po trzech tygodniach od rozpoczecia mojej kariery kupnej taz owa zakonczylam... Przyczyna?


Otoz wyobrazcie sobie Moi Drodzy, ze Zyrafa wasza spisala sie swietnie i dostala robote w DWP (Department for Work and Pensions), czyli mowiac zwiezle w tutejszym Urzedzie Pracy. I od 6-go Lipca bede sie zajmowala odbieraniem podpisow od delikwentow bedacych za zasilku dla bezrobotnych. Musze przyznac, ze chwile mi zajela ta zamiana miejsc (jeszcze niedawno ja siedzialam na miejscu zasilkowiczow) ale w koncu dopielam swego i moge odetchnac z ulga. Praca od 9 do 5, Poniedzialek - Piatek... Miodzio.


Staram sie teraz doprowadzich chalupke do porzadku i nadgonic szkole. Nie wiem jak mi to wszystko wyjdzie ale jakos musze dac rade - szczegolnie ze szkola... ;0)

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Po zapoznaniu się z tekstem

...śpiesze pocieszyć- przerabiałam to wszystko dokładnie w ten sam sposób. Kupy, pieluchy, pościgi, wokal i upierdliwość, która po ośmiu godzinach przez 5 dni w tygodniu sprawiała że miałam ochotę zjeść własne łoniacze. Do tego dochodziły jeszcze ataki szału i wielokrotne próby gwałtu (przyzwyczaj się do tej myśli) jak również turnusy dwutygodniowe w ośrodkach wczasowych podczas których kupa (zmiana diety), ataki szału (zmiana otoczenia), mozliwość zarażenia się świerzbem, zółtaczką i hifem (brak rękawic) odrobinę wzrastała. Nigdy nie zapomnę jak na deptaku w Krynicy Morskiej niejaki Antoś lat 85 narżnąl w pieluchę, obsrał gacie, wózek, na kórym był wieziony i wszytsko w okolicy. Na domiar złego podczas powrotu pod górkę do ośrodka wczasowego Jantar (kto kurwa buduje ośrodki dla niepełnosprawnych na jebanym wichrowym wzgórzu) poszła dentka w wózku i wraz z kolegą musięliśmy usrańca nieść- puentę dopowiedz sobie sama!
Tak, że nie łam się. Robota jest okej a jak nikt nie patrzy to lej, szczyp i bluzgaj (byle po naszemu) od razu ci ulży:-)))

wtorek, 9 czerwca 2009

Kupa i inne rozkosze...

Mialam pisac czesciej i co? I kupa... I to kupa doslownie i w przenosni!


Mam wrazenie Dusti, ze Twoj kawalek chleba z rozrywkowymi chlopakami byl nieco lzejszy ;0)


Ja juz w trzeci dzien pracy dostalam kupe zawinieta w sliczna serwetke! A zeby bylo jeszcze ciekawiej to delikwentke, ktora sie przy pakowaniu "usrala" prawie po pachy musialam wziasc do lazienki, umyc, przebrac w nowe ciuchy i zapewnic, ze jestem szczesliwa i zadowolona z prezentu jednak na przyszlosc wolala bym takichz nie dostawac...


Jest wesolo... Pracuje raz trzy, a raz cztery dni w tygodniu od 7.30 do 20.30 z dodzinna przerwa na obiadek. Na raz mam pod opieka okolo 15 dziadkow i babciow (dziele ich z partnerka lub partnerem zbrodni ;0)) i caly bal polega na obudzeniu towarzystwa rano (mycie, zmiana pieluch), odstawieniu na sniadanie, chwila wolnego przed lanczem (no chyba, ze mam w obowiazku obdzielenie calosci juz towarzystwa herbatka), nastepnie toaleta (zmiana pieluch) i odstawienie towarzystwa na lancz do jadalni (czy wspominalam juz, ze mamy w zasobie 6 osob do karmienia?), po lanczu chwila wolnego (no chyba, ze herbatka...), nastepnie przed obiadem zmiana odzienia z dziennego na nocne z nieodlaczna zmiana pieluch i ewentualna toaleta, obiad, herbatka (jesli moja kolej), zapakowanie do lozka kto sie nadaje i chce i ostatnie pol godziny pracy wypelnianie formularzy kto sikal, kto zrobil kupe, kto byl niegrzeczny, itd, itp...


Polaczmy to wszystko z:


1. Babcia, ktora lazi za toba caly dzien i jest upierdliwa jak cholera,
2. Babcia, ktora przy kazdej zmianie pieluchy wyrywa Ci wlosy z glowy, szczypie i sie drze,
3. Wspomniane juz 6 osob do karmienia, ktore same sie nie ruszaja, wiec wszystkie operacje ubierania, mycia i przebierania wymagaja sily miesni w polaczeniu z delikatnoscia motylka,
4. Babcia, ktora mysli, ze jestem swietym mikolajem, wiec za kazdym razem jak mnie widzi zaczyna spiewac "Pada snieg..." i sobie nie odpuszcza pod wzgledem glosnosci (a wokal to ona ma!),
5. Dziadka, ktory ucieka jak moze i kiedy moze, wiec czasem konczysz prace gdy jestes w trakcie poscigu,
6. Temperatury w okolicach tropikow (po kazdym dniu pracy czuje sie jak po wykoszeniu calego Chmielnika w srodku lata!)
7. Calym asortymentem zapachow i odglosow tudziez widokow...


i mamy Madzie - asystentke pielegniarke!!! ;0)


Jest wesolo...


I odnosnie mezow. Moj MMZ przesypia cale dnie bo pracuje na noce (jak wychodze to jeszcze Go nie ma) wiec gdy wpadam do domku On sobie spi, a jak ja wracam z roboty (zakladajac, ze nie scigam Jima po okolicy) on wychodzi wiec tez jest ciekawie...


Nie mam zielonego pojecia jak ja przezyje okres w tym "przybytku radosci" zanim znajde normalna (tak sobie wlasnie pomyslalam, ze praca w biurze jak juz ja dostane bedzie choleeeeeeernie nudna!) robote!!!


Dzieki Panu Bozi, ze jutro mam wolne! I bede robila pierogi!!! Nawet kefir dorwalam!!! Taka mala rzecz, a cieszy... ;0)


Ide lulu bo mi sie oczy same zamykaja! Sciskam Was wszystkich czytacze!!!


Wasza Zyrafa Pielegniarka!!!

czwartek, 4 czerwca 2009

Nie ma to jak penis w torcie!

I w ogóle jakikolwiek, co nie! Ja tu jak zwykle zaczynam od świntuszenia ale tak już mam. Kariery świetlanej w DPSie życzę z całej duszy. Ja ten rozdział mam już za sobą i pomimo tego, że nigdy nie wróciłabym tam na etat to jednak były niewątpliwie najweselsze trzy lata mojego życia na Mazurach. Do tej pory przyjeżdżam do mojego Domu Opieki żeby prowadzić tam terapię, teraz już jako firma, a chłopaki stamtąd przyjeżdżają pomagać mi w gospodarstwie, przyjaźń kwitnie już piąty roczek. Fajnie jest w DPSie. Ale powiedz co ty tam konkretnie będziesz robic?

Przyjeżdżaj przyjeżdżaj a dawaj znać jak będziesz bo i mnie tyłek swędzi, żeby gdzieś się wyrwać i zrzucić na chwilę to stutonowe chomąto, które mam na garbie więc może akurat się zgramy i udyndolimy setnie wspominając Zombiego.

Moje życie rodzinne wygląda jak w tej piosence Osieckiej "Erzatz, cholera nie życie" czyli pieprzona namiastka. Męża mam a jakby nikogo nie było bo po pracy istnieje tylko mecz, playstation, ewentualnie internet a na wszystkie pytania odpowiedź jest jedna i zatrważająca "nie wiem". Nic więc dziwnego, że jeśli dodać do tego samotny żagiel, którym jest moja ospale rozwijająca się firma to zaczynam świrować, gadać do siebie i chorować na zwykłą ludzka samotność.
Pisz częściej!
A tutaj pod wpływem chwili wrzucam ci piosenkę, która pojawia się też chyba gdzieś na moim blogu a która mnie dziś wyraźnie i uparcie prześladuje.
Sam blog natomiast jest w morderczej przebudowie, tekst oddany na pastwę surowych krytyków przechodzi liczne metamorfozy- literatura to jednak ciężki kawałek chleba.

Wrzuta.pl - Janusz Grzywacz - Młynek Kawowy

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Ha, Ha...

No to ide do pracy... Jurto o godz 9-ej zaczynam kariere w Domu Opieki Spolecznej! Jeeejjjj!! A do tego wlasnie zaczelam dzis sie uczyc na certyfikat z informatyki - zamiast 7-iu mam tylko 5 miesiecy na skonczenie i zeby bylo jeszcze ciekawiej to jutro zaczynam Wstep do Ksiegowosci... Miodzio... Jak nie mialam co robic to byla cisza i spokoj... ;0)

niedziela, 24 maja 2009

Przeglad tygodnia... Lub dwoch...

No to jestem w koncu i bede pisac co sie dzialo przez ten tydzien? dwa?
Leci mi czas jak zloto! Z dnia na dzien w kolko to samo! MMZ chodzi na nocki juz na stale. Jakos nie moge sie przezwyczaic i sie budze po trzy-cztery razy. Meczace jak cholera! W dzien chodze jak snieta, a w nocy nie moge spac... Powolutku przemieniam sie w zombi he, he! ("Niech sie Zombi czesto myje, zwlaszcza uszy, rece, szyje...") Do domu mi sie chce... Nawet sprawdzalam sobie loty gdzies w czerwcu na weekend... Kaszana Panie i Panowie! Najtanszy lot wygladal mniej-wiecej tak:
1) do domku: Glasgow - Birmingham - Berlin - Krakow,
2) z domku: Krakow - Berlin - Wieden - Manchester - Glasgow.
Moglam wybrac ta opcje lub opcje "czekanie", ktora przedstawiala sie tak:
1) do domku: piatek godz. 22-a Glasow - Stansted - czekanie - godz. 3 nad ranem Stansted - Rzeszow,
2) z domku: niedziela godz. 5-a rano Rzeszow - Stansted - czekanie - godz. 14-a Stansted - Glasgow...
Jak tylko zaczne zarabiac zaczynam odkladac na wlasny samolot!!!!! I paliwo tez... Choc moze jesli chodzi o paliwo to Hipek by mi cos "wydestylowal"... To bylby odlot he, he... Pol godzinki i jestem w domku!
I tak jest miodzio!
Bylam na rozmowie kwalifikacyjnej w Domu Opieki Spolecznej i nic... Mieli sie do mnie odezwac w tym tygodniu ale sie nie odezwali wiec moge sobie smialo przypuszczac, ze jednak kariery w podcieraniu dziadkowych i babcinych zadkow robic nie bede. Dla pewnosci pojde i sie zapytam jutro. Tak na dobra sprawe to wychodzi, ze jestem Zyrafa bezuzyteczna ;0)
We wtorek i srode mam nastepne dwie rozmowy i zobaczymy jak to pojdzie!
Przynajmniej w szkole mi poszlo nawet dobrze. Nie wiem jakie tu sa standardy nauczania i oceniania ale dostalam 58/64 punkty co dalo 89%. Dwa z tych 6 punktow, ktorych mi brakowalo to moje olanie dwoch pytan. Mozg mialam martwy po dwugodzinnym liczeniu wyplat i wypelnianiu roznych dziwnych formularzy zwiazanych z placami. Juz mi sie nie chcialo normalnie odpowiadac na pytania teoretyczne. Sral to pies! Mysle, ze i tak mi dobrze poszlo! Przynajmniej to mi wychodzi he, he! Zaczelam robic tez certyfikat z podstawowej informatyki (kurs internetowy) i od czerwca ide na wstep do ksiegowosci. Cos trzeba robic w zyciu! I dostalam nawet karte stydenta he, he! Na zdjeciu jak latwo sie domyslic wygladam jak dupa strusia w prasie hydraulicznej ale to nic. Najwazniejsze, ze mozg mam sprawny i dobrze wygladajacy! ;0)
No i od jutra zabieram sie za siebie "ponownie" na powaznie. Na celowniku mam 5 kg i doprowadzenie sie do stanu, w ktorym bede mogla powiedziec, ze jestem "gibka". Joga, dietka, spacerki... Mysle, ze bedzie dobrze ;0)
Dusti! Wygladasz swietnie "ze swym" lub "na swym" rumaku! Twoj ostatni post jest bardzo pozytywny! I nawet jesli narzekasz na "okolicznosci przyrody" to i tak jest spoko bo masz kogos kto Ci wsadzi leb pod pache he, he!!! ;0) Miodzio! A odnosnie zdjec... Jak tam Twoj duzy format na sciane? Dostalas juz? Jak wrazenia?
Janusz Laskowski RULES!!!
Wlasnie sobie slucham "Swiat nie wierzy lzom" i sie tego nie wstydze he, he!!! Przewaznie jak bloguje to sobie wlaczam mix przebojow, ktory mi poprawia nastroj rozkosznie! Nawet jeden ze Smerfnych Hitow sie do mojego mixa przyplatal!!! A do kilku "hitow" nawet bym sie publicznie nie przyznala, ze je slyszalam he, he! I nie jest tu mowa o majteczkach w kropeczki lub czarnych oczach bynajmniej!!!
Dobra... Ide lulu! Usciski!!!

niedziela, 17 maja 2009

Zyje!!!

Pisze szybko, ze zyje. Dalej kaszana z robota, MMZ po dwoch tygodniach dniowek wlasnie poszedl pierwszy raz do roboty na noc, mam dosc i ide lulu... Jutro robimy zakupy, kupie sobie winko jakies dobre i zasiade do napisania czegos wiecej!

Sciskam Was wszystkich czytacze!!!

niedziela, 26 kwietnia 2009

Tamte czasy to było to

Mogłyśmy tak zrobić! miałabym nawet teściów, którzy by mnie nie akceptowali więc wszystko byłoby w normie że tak powiem. No z moją mamą to byłby kosmos ale w końcu ty też poznałabyś czar teściowej:-)
No i w Chmielniku zbiłybyśmy fortunę na koniach jak przypuszczam. Mogłybyśmy też uprawiać piołun i cichcem sprzedawać zakazaną zielona nalewkę za straszne pieniądze. I żaden chłop nigdy nie doprowadziłby nas do łez- to chyba najlepsze by było.
A tak zachciało nam się fiutka i jajeszek to mamy! Ja tu ty tam i bida niemal ta sama!
Bonzai zajebisty.

czwartek, 23 kwietnia 2009

To znowu ja! I odpowiedzi!



Oto Gabrys! Gabrysia dzis nawet slyszalam rozmawiajac z mamusia. Coz za rozdarte stworzenie...


Czas na Zyrafe...


Po pierwsze: Co do CYCKOW!!! Dusti - a wwwrrrrr... Przypominaja mi sie czasy kiziania, noce nasze i lesbijskie zapedy u Lulliego w muzyku. To byly czasy... Nie jestem pewna, czy tesciowie Twoi i szwagier sa godni tego widoku...?! I moze tylko gaciorki bym zmienila. Poza tym jak naj bardziej MIODZIO!!!


Po drugie: Co do ludzi... Ludzie sa rozni. I tylko od czasu do czasu trafiamy na okazy, ktore sa "wadliwe". Nie ma to jak Ci, ktorzy nas naprawde znaja. I nawet ostra krytyka wtedy nie boli!


Tak sie zastanawialam dlaczego sie nie pobralysmy Dusti moj luby? To by bylo calkiem przyjemne! Wybudowaly bysmy sobie chalupe w Chmielniku, mialy bysmy konie, ogrodek, psy, koty, szczura (badz -y w zaleznosci, czy Ty tez chcesz) i co najwazniejsze SWIETY SPOKOJ he, he, he!!! Jednym ryzykiem byla by Twoja mama - mam wrazenie, ze chciala by dolaczyc do naszego skromnego grona ;0) Nie wiem jak Twoje z Nia kontakty od ostatniej wizyty ;0)


MMZ poszedl sobie skrecac stolik na kompa do bratanka i mam troche czasu dla siebie. Wczoraj zaczelo lac i jak narazie byly tylko trzy przerwy w bardzo milej "kurtynce" deszczowej. A ja posialam dzis pomidorki i nabylam droga kupna drzewko Bonsai.








Oto moje drzewko. Byla to milosc od pierwszego wejrzenia!!!




Nie jest chwilowo za piekne bo bylo troszke przysuszone w sklepie ale mam zamiar sie nim zajac w sposob profesjonalny ;0) I bedzie sliczne! Nazywa sie Bonzi ;0)




Acha... I jestem szczesliwa bo sobie w koncu zrobilam pierogi!!! I upieklam Karpatke i zjadlam normalnego paczka z polskiej piekarni! Nie ma to jak nasza polska luchnia... A jutro pewnie bedzie pyszna rybka... Mniam... Rybka...
A w przyszlym tygodniu mam pierwszy egzamin z plac dla pracownikow - wersja manualna, czyli sterta papierkow! A za jakies poltora miesiaca wersja komputerowa! Przynajmniej sie ucze ;0) W przyszlym tygodniu zaczynam dziewieciomiesieczny kurs komputerowy, po ktorym bede miala Certyfikat IT, a w czerwcu "Wstep do ksiegowosci". MMZ stwierdzil, ze zamiast robic te wszystkie kursy powinnam dorwac pierwsza lepsza robote i w niej zostac. Srutu-tutu-majtki-z-drutu!!! I tak utkne i tak bede sobie "przetrywac" zamiast zyc! W koncu nauka to przyszlosc do cholery!!! ;0)
Dusti! Tak na koniec to chce Ci napisac, zebys sie niczym i nikim nie przejmowala i robila swoje!!! Zycie jest za krotkie zeby sie przejmowac pierdolami!!!
Twoja Zyrafa Cie uwielbia pasjami i kocha namietnie!!!
I to bez wzgledu w jakim jestes chumorze he, he!!!

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Obwiesze się!


Nie wiem czy na blogu można wypisywać takie rzeczy ale ja się zastrzelę, powieszę i na koniec upiję. Jakby mało było tego, ze:
- muszę wziąć potężny kredyt, żeby zakupić do końca maja drzewo na mój nowy dom z bali.
- nadal nie dostałam spadku po tacie i teraz sprawa trafia już do sądu
- mojego osobistego chłopa obchodzi niewiele poza pracą i kupowaniem wciąż nowych gadżetów.
- mój najmłodszy ogier z uroczego źrebięcia stał się skurwysynem i nie mogę go sprzedać.
- czeka mnie najazd grupy niepełnosprawnych, którzy nie mogą mi zapłacić ani połowy z tego co powinni a przecież ich nie pogonię.
- na nic nie mam czasu, wszystko mnie boli i brakuje mi zwyczajnie kogoś z kim można pogadać bez ryzyka, że oskarży cię o psychiczne molestowanie- teraz ludzie stali się jacyś kurwa niekomunikatywni.
No. A na dodatek rozpoczął się sezon przedmajówkowy czyli przed majowymi zawodami końskimi co zawsze jest dla mnie koszmarnie trudne. Moje dwie laseczki, które u mnie jeżdżą najpierw próbowały wymóc na mnie jakieś swoje chore pomysły i za nic nie mogły zrozumieć, ze ja nie jestem ich rodzicem i nie ustąpię im we wszystkim, wystarczy chyba, ze daję konie na cały dzień na czym tracę zamiast zarabiać. Strzeliły więc focha po czym jedna oświadczyła mi nagle ni z gruszki ni z pietruszki, ze czuje się przeze mnie wykorzystywana. Układ był taki, ze laska płaciła mi miesięcznie trzy stówy i za to mogła sobie bez umiaru jeździć na jednym z moich koni i brać go na zawody. Opłacała trenera, który ją oszukiwał więc podjęłam się trenowac ją za darmo w zamian za pomoc przy koniach. Przez rok czasu laska bez szemrania pomagała mi w stajni i czasami poprowadziła też jakąś jazdę ale to rzadko. Wczoraj nagle oświadczyła, że ona nie po to mi płaci, żeby tu zapierdalać. Przykre. Cóż. Nic innego nie pozostało jak z dobrej koleżanki stać się bezdusznym najemcą. Chce mi płacić za każde dzień dobry to będzie pacić. A konia, na którym trenuje od dawna i tak planowałam sprzedać, wstrzymywałam się tylko ze względu na nią...
Głupia jestem co?
Przeraża mnie tylko fakt, ze robi się wokół mnie przerażająco pusto.
Czy to moja wina?

sobota, 18 kwietnia 2009

No muszę ci się pochwalić, co nie...



Oto moja nowa odsłona. Zamówiłam duży format na ścianę w domu. Teście i szwagier nareszcie zobaczą moje cycki. Hmmm.
Co myślisz?

piątek, 17 kwietnia 2009

Kropla piołunu


No ja oczywizda zamiast spać to siedzę. W dzień za to nie siedzę w efekcie czego jestem wykończona. Uśmiałam sie serdecznie i do rozpuku z imion Twoich kotów- są bardzo przywódcze. Jakby było więcej niż trzy to może być jeszcze: Bin Laden, Che Guevara i Dalaj Lama.
Mam tu totalny odlot. Po prostu opary absurdu. Tylko moje pisanie pozwala mi pozostać przy zdrowych zmysłach.
Dlaczego nie wydam?
Wydam i dzięki za podpowiedź co do wydawnictwa. Skończyłam właśnie ostatnią serię opowiadań i robię przerwę na sezon. Jesienią znów przysiądę i dopracuję to co napisałam a jak starczy czasu przed kolejnym sezonem, zacznę pisać dalszy ciąg. Mam zamiar pokazać to najpierw kilku znajomym, potem kilku nieznajomym a potem zacznę wysyłać- jeśli oczywiście nadal opinie będą w miarę pochlebne.
Wciąż mocno przeżyłam swoje rozstanie ze Śliwką tym bardziej, że rok wcześniej równie bliska koleżanka wywinęła mi paskudny numer, przez który omal nie zbankrutowałam. Takich jak my już nie ma. A może po prostu z wiekiem stajemy sie potworami. A teraz na dokładkę Śliwce odbiło i z serdecznej przyjaciółki stałam się nagle wrogiem numer jeden. Nadal jest to dla mnie zagadką. Ale o tym jak również o innych moich koszmarnych perypetiach opowiem innym razem. Niedługo. I zapewniam. Wampiry to mały pikuś w porównaniu z jebanym ostórdzkim zaściankiem.
Postaram się teraz regularnie tu do ciebie zaglądać.

środa, 15 kwietnia 2009

Hitler, Harriet i reszta...



Dzis MMZ ma wychodne wiec ja mam chwile na bloga! Od czego tu zaczac?

Zaczne od roboty... Cos sie zaczyna ruszac. Zaraz przed Wielkanoca zarejestrowalam sie w kilku agencjach i jako, ze te maja kontakt z innymi mam zaproszenie do rejestracji od kilku. Ponad to w poniedzialek ide sie dogadac w sprawie pracy jako mediator... Generalnie bede sobie smigac po miescie w asyscie policjanta lub -tki (osobiscie wole policjanta) i walczyc z polskimi bezdomnymi na ulicach. Robota na 3 miesiace. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyniknie!

Odnosnie Hitlera... Hitler jest to przyszle imie naszego kota w przypadku, gdy bedzie on brzydki (jak kot moze byc brzydki???). Mamy w planach wziasc kota i pozniej kociczke (imie Brunchilda, lub inaczej zwykla Bronia) ze schroniska wiec jest cien szansy, ze nasz nowy kocurek bedzie troche niewyjsciowy. Nie wazne... Kot bedzie nasz i kochany cala miloscia tego swiata! A jak Hitler zapyli Bronie to w razie czego mamy przygotowane trzy imiona meskie: Lenin, Stalin i Brezniew... Troche komunistycznie ale jako koty zrodzone w rodzinie Agnew (mam nadzieje, ze wyjde za maz przed kotami!!!) musza miec imiona mocne i brzmiace przywodczo!

Zrobilam sobie sesje z wampirami i jestem rozwampirzona... I nawet sie w odpowiedniej chwili wzruszylam... I nie wstydze sie do tego przyznac! Co do Sliwki... Brzydka Sliwka... Jak (nawet przez przypadek) mozna bylo zabic Harriet??? Zabojca Harriet jest moim smiertelnym wrogiem!!! Dusti! Dlaczego tego nie wydasz? Osobiscie polecam wydawnictwo Fabryka Slow (www.fabryka.pl). Sama strona wstepna powinna Ci sie spodobac! Osobiscie jestem ciezko zakochana tych ksiazkach i za kazdym razem gdy jestem w Polsce przywoze ze soba minimum 5 ksiazek, ktore "polykam" tak jak to robie z Twoim Dzielem.

Koncze czytacze drodzy! Wkrotce bede miala wiecej wieczorow wolnych (MMZ zaczyna prace na nocki od maja) to bede pisala czesciej i namietniej he, he!!!

Kocham Was Wszystkich Jak Cholera!!!

czwartek, 9 kwietnia 2009

Areruja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


















...i wesołego, rozkołysanego jajca. Jednym słowem ściskam konkretnie po staropolsku.

piątek, 3 kwietnia 2009

Boże! Żtrafa! Dzięki!

Kurwa, na prawdę jestem szczęśliwa że weszłaś i że ci się podoba. To tylko taki szkic. Po sezonie, jesienną pora siądę i zmontuję to w jakąś logiczniejszą całość.
Trzeba Ci też wiedzieć, że nie obyło się bez ofiar.
Nie przyjaźnię się już ze Śliwką.
Podejrzewam, że górę wzięła zwykła babska zazdrość.

sobota, 28 marca 2009

Me & Mafia ;0)



A do tego mi sie snilo, ze bylam czlonkinia Yakuzy. Japonskiej "organizacji przestepczej" zwyczajowo zwanej mafia... Fajnie bylo... ;0)

Upojenie

Pisze opatulona w kocyk i upojona zarowno Baileys'em jak i piekna opowiescia o przyjazni, ciemnosci, samotnosci, glodzie, pragnieniu, smutku, krwi i milosci.

I upajam sie kazdym slowem. Kazdym zdaniem. I chlone. A w przerwach mysle, ze chetnie zobaczyla bym te wszystkie slowa wydrukowane/wykaligrafowane w kolorze purpury na czerpanym papierze... Prawdziwa uczta...

Dusti! Twoj geniusz jest genialny!!! :0)

niedziela, 8 marca 2009

Kaszana...

No i tak jak sie spodziewalam - zawalilam... I tylko pozostaje pytanie... Czy to byl angielski, czy matma (ale mi ladnie dosrali), czy calosc... Odslona zyrafiej porazki za dwa tygodnie (dostane wyniki...)! :*0(

środa, 4 marca 2009

Kwestia hasla

Drogi Dusti!

Napisze krotko... (nigdy nie wiedzialam i dalej nie wiem do konca jak to kest z tym "u"/"o"... - prosze o dane!)


Nie mam polskich znakow wiec zebym nie wiem jak sie chciala zalogowac - nie da rady...


A szkoda, bo znow sie powoli zalewam w pestke, a jak sie zalewam to mi sie automatycznie wlacza modul: "wspomnien czar" polaczony scisle z modulem: "poplaczmy sobie", a jak sobie jeszcze do tego ogladam "Sex w wielkim miescie" ze wszystkimi sprawami typu "psiapsiolki" to juz calkiem wymiekam. I moja watroba tez he, he... A w TV mamy dyskusje jak ograniczyc spozywanie alkocholu w Szkocji... 40% spoleczenstwa jest alkocholikami.


Przynajmniej tyle, ze w niedziele (tez sobie wybrali dzien) mam rozmowe o prace i siedze i sie ucze roznych pierdol, ktore mozna zakwalifikowac scisle jako: "pier...lenie kotka za pomoca mlotka", ktorez to pierdoly mi nie chca za cholere w mozgu mym zakorzenic! Katastrofa... Chyba z biegiem lat moj mozg delikatnie sflaczal... Do niedzieli MUSZE opanowac to cale cholerstwo! A zeby bylo ciekawiej to mam jeszcze przed rozmowa kwalifikacyjna dwa testy. Jeden z podstawowej matematyki (nie ma sprawy) i drugi z angielskiego... I tu moze byc gorzej... Wylapywanie w tekscie pomylek gramatycznych, logicznych, merytorycznych, interpunkcyjnych i co tylko chcecie... I jak tego nie zalicze to moge sie pozegnac z robota... Mam tylko jedna prosbe:


MODLCIE SIE ZA MNIE WSZYSCY!!!
A zeby zakonczyc pozytywnym akcentem napisze, ze po zmianie tabletek znow mi cycki (okreslenie mojego s.p. chrzestnego Wuja kochanego) urosly...

wtorek, 3 marca 2009

Szczegulny rodzaj bloga

Też marzę o tatuażu ale niestety to nie na moja kieszeń.Chciałabym wydziarać sobie swoje imię japońskimi znakami na przedramieniu pod środka. Na razie zbieram na akt artystyczny- kumpela robi takie akty genialnie: czarno- białe i wielkie jak plakat.
Ale ale.Przyszłam tu nie po to, żeby o urodzie gadać.Chcę cię zaprosić do czytania szczególnego bloga, bloga, który był i nadal jest dla mnie rodzajem terapii i pomógł mi się podnieść z naprawdę wielkiej i czarnej dupy, którą stało się ostatnio moje zafajdane życie. Do tego bloga dostęp ma bardzo niewielka grupka ludzi, z racji osobliwości historii w nim zawartych- nie każdy kuma ten klimat. Ty,jak sądzę, jesteś wystarczającą szajbuską żeby dostąpić zaszczytu:-). Zachęcam do wyrażania swojej opinii w komentarzach tamże.
Absynthium.bloog.pl
hasło: Skład

sobota, 28 lutego 2009

Plany tatuazowe...


Stwierdzilam, ze jak tylko dostane robote to sobie strzele tatuazyk. A tak zeby bylo dokladnie to mamy zamiar z MMZ (wkurza mnie znow ale to juz taki jego urok he, he) strzelic sobie cos razem. I wlasnie dzis naszla mnie cudowna idea (watpie, czy Hipci sie to bedzie podobalo...), ze na dloni pod linia palca wskazujacego walniemy sobie po polowce takiej wlasnie szczesliwej monetki... Jak zlaczymy lapki to bedzie calosc! Tylko sie zastanawiam, czy nie lepiej bedzie zrobic to na stopie... A w razie czego (odpukac!!!) zawsze moge sobie dotatuowac reszte... ;0)


czwartek, 19 lutego 2009

Kochana moja!

To nic takiego, tylko depresja. Zwyczajnie, martwy sezon, zero kasy własnej, samochód się psuje, budowa domu utknęła, mąż ma sesję, teść andropauzę, konie potrzebują odrobaczenia, rachunki zapłacenia, a moje trzydziestoletnie pokiereszowane ciało zaczyna odmawiać współpracy reagując na każdą próbę wysiłkową gwałtowną migreną.O macierzyństwie na razie zapominam bo nie mam na ginekologa, z resztą i tak na 90% czeka mnie adopcja więc spieszyć się nie muszę.
Po powrocie z mojej comiesięcznej lumpiarskiej wycieczki do dużego miasta zawsze łapię depresje albo grypę- jedno z dwóch.Grypę bo po wypiciu latam goła:-) a depresję bo wciąż jeszcze pamiętam jak to było w dużym mieście i jak mogłoby być gdybym nie wpadła na genialny pomysł zamieszkania na wsi.Nie uwzględniłam w swoich rachunkach, że któregoś dnia opuszczą mnie siły a być może nie będzie to ten dzień, w którym stać mnie będzie na służbę.
Oczywiście nie mam najmniejszego zamiaru zmieniać się w chodzący ideał, nie ma mowy. W pokonywaniu dołów pomaga mi praca twórcza, pisanie komedii scenicznych dla scenek wiejskich i mrocznych opowieści o wampirach, zwłaszcza to drugie.
Całuję w jajniki i w kurwicę.
Dusti

wtorek, 17 lutego 2009

NAJWSPANIALSI RODZICE SWIATA!!!


Oto znow ja...

No i znow siedze sobie sama w domeczku (nie ma to jak czas poswiecony samej sobie) i sie relaksuje. Tym razem z butelka szampanika, ktory dostalismy z MMZ w celu uczczenia zareczyn, a ktorego smaku MMZ nie lubi wiec tym wiecej dla mnie!


Dzis mialam spotkanie w biurze posrednictwa pracy. Generalnie opowiedzialam pani, ktorej imie brzmialo Dorothy (czyli zwyczajna Dorotka) co robilam przez ostatnie dwa tygodnie celem znalezienia pracy i wyszlo na to, ze mialam wieksze pojecie o mozliwosciach tegoz znalezienia niz Dorothy. NO. Dorotka byla bardzo sympatyczna i nawet obiecala mi dac znac jak cos sie pojawi z jej strony. Z tego co slyszalam to maja sie pojawic mozliwosci pracy w samym posredniaku i to juz w marcu! Zobaczymy co z tego wyniknie!


Jak nie to bedzie ze mna tak jak prognozowalam z ostatniej rozmowie z Karolkiem - moim bylym wspolpracownikiem Cuisine de France, Dublin Port (teraz juz Clondalkin), Irlandia. Calkiem po prostu ulokuje sie w kartonowym pudeleczku (jak nam sie uda dorwac gdzies wieksza ilosc to bedziemy miec nawet M-4 jesli nie wille) pod mostem w Glasgow. Zapraszam serdecznie. Strasznie mnie doluje to, ze nie moge znalezc tej cholernej roboty!!!


Zapisawszy sie do biblioteki zaczelam korzystac (czy to jest na pewno "rz"?) z jej zasobow (chwilowo mnie nie stac na nowe ksiazki he, he) i dorwalam ksiazke z cwiczeniami jogi, z ktorej dowiedzialam sie, ze przed zaczeciem jakich kolwiek pozycji powinnam najpierw opanowac do perfekcji tzw. Pozdrowienie dla Slonca (Surya Namaskar), ktorez to cwiczenie sklada sie z 12 roznych pozycji. Wczoraj (cholera mam czkawke) sobie przecwiczylam cala sekwencje dwa razy... Tylko dwa razy... Dzis obudzilam sie i stwierdzam, ze definitywnie to powtorze!!! Wszystko mnie cholera boli!!! :0) I bede sie doprowadzac do perfekcji w pozdrowieniach!!!


POZDRAWIAM WSZYSTKICH!!!

środa, 11 lutego 2009

Zdziwienie Zyrafie...

Wlasnie uzupelnilam braki w lekturze "Mojej hipoterapii" i musze stwierdzic, ze jestem WSTRZASNIETA!!!


Cytuje: "A wy drżyjcie bo niebawem powali was moja nieposkromiona bezkofeinowość, beznikotynowość, bezpiwność i obżydliwa doskonałość:-)))"


Dusti! Coz sie dzieje? Zaczynasz terapie przedzajsciowa? Daj cynk co sie dzieje i jak wszystko stoi! Martwie sie!!!


DZORDZ

sobota, 7 lutego 2009

Ciag dalszy...

A zeby bylo jeszcze ciekawiej, to dzis mi sie zlamala druga polowa zeba (pierwsza czesc poszla na kanapce w srode), a wizyte u dentysty mam dopiero 11 marca (trzeba czekac i tyle... ludzie tutaj siebie i nawet dzieci faszeruja przeciwbolami tygodniami bo trzeba czekac...)


Acha... I dzis wlasnie moj obiad zjechal mi z talerza prosto na udo prawe i sie do niego na chwile "przykleil" (goracy makaronik z mieskiem, sosikiem i serkiem) czego skutkiem jest calkiem niezly placek poparzonej skory... Pod lodowatym prysznicem siedzialam pol godziny, a i tak nie wyglada to ciekawie... A do tego boli...


Jak widac "powodzen" ciag dalszy!!!


Jestem szczesliwa ??? ;0)

wtorek, 3 lutego 2009

Jajniki i nie tylko...

Stwierdzam, ze moja nowa ojczyzna pelna jest istot ludzkich zyjacych sobie beztrosko, z poziomem inteligencji "dno i 10 metrow mulu" (moze stad ta beztroska?), ktorym sie (cytujac sexmisje) "W DUPACH POPRZEWRACALO"!!! I jak tu myslec o jakimkowiek potomstwie?


Siedze sobie znow ze szklaneczka winka (mmm...) i sie relaksuje...


Dzis bylam sie zarejestrowac do doktora (ogolnego), a wyszlo na to, ze trafilam na pielegniarke, ktora po zbadaniu mojego moczu (zanurzenie w nim paska z kolorkami (chyba cos na ksztalt lakmusu), a nastepnie porownaniu go z kolorkami na opakowaniu - gdziez to dralowanie skoro swit ze sloiczkiem jeszcze cieplego siku do przychodni na Hetmanskiej i czekanie na porzadne wyniki z labolatorium???) zapoznala sie z historia chorob w rodzinie (zadnej nie mamy), zmierzyla mi cisnienie (bardzo dobre - wcale sie nie dziwie bo mi ono cholera skoczylo na to ignoranctwo, a normalnie mam za niskie!!!) i stwierdzila, ze talbetki, ktore bralam przez ostatnie dwa lata lub dluzej w powiazaniu z jajnikami i ich policystycznoscia sa w gruncie rzeczy stosowane przeciw uciazliwemu tradzikowi i zmianila mi je na inne, ktore (niespodzianka!!!) tez sa przeciw tradzikowi i tym razem przeciw nadmiernemu owlosieniu tez!!! A do tego wszystkiego mam nastepna wizyte za miesiac, w trakcie ktorej (juz lekarka mam nadzieje) zamierza je zmienic ponownie na cos bardziej odpowiedniego! Lekarz ogolny!!! HURRRAAAA!!! Jak mnie nie trafi niesprecyzowana kurwica w ciagu nastepnego pol roku to bedzie cud! Nie ma to jak szalejaca gospodarka hormonalna Zyrafia!!! A zeby bylo jeszcze ciekawiej to w Szkocji cytologia jest robiona co 3 lata!!! Kurwa!!! To znaczy, ze po roku od badania moze mi sie cos przyczepic (bron Boze) i zanim przyjdzie nastepny termin na wymaz ja juz sobie bede wachac kwiatki? Miodzio!!! Kurwica nie trafia i tyle! A prywatnego ginekologa to sobie moge szukac... Nie ma...


A do tego wlasnie sobi anglicy wynalezli specjalna puszke, ktora bedzie utrzymywac rybki swierze ale juz bez oleju. Dlaczego zapytacie? Bo im wszystkim olej smierdzi ryba!!! Porazka... Cale spoleczenstwo ma inna mentalnosc. Nie da sie ukryc i powiem szczerze, ze mnie ta ich mentalnosc zaczyna draznic. Wszyscy sa swiecie przekonani, ze im sie wszystko nalezy i klekajcie narody...


Nie ma to jak pozytywny poczatek miesiaca he, he...


Tak to wlasnie Wisniewska sobie poczyna...


Nieciekawie...


Jutro ide do szkoly! Przynajmniej cos sie zacznie dziac i sie rusze z chalupy! O tyle do dupy, ze nie bede miala autobusu z Budynku szkoly do Zajezdni autobusowej i nie wiem jak ja sobie tak bede dreptac po ciemku... Jak sie ktos napatoczy to przynajmniej sie wyzyje i sobie drania pobije! ;0)

poniedziałek, 2 lutego 2009

Jutro MMZ wybiera sie z wizyta do bratanka swego wiec jutro bede pisac! Mialam depreche...

środa, 14 stycznia 2009

Wspomnien czar...


"ODA DO ZYRAFY" - 7.II.98 (tydzien przed walentynkami)
Ma Zyrafo ukochana!
Chyba sprawie se banana,
gdy Cie caly dzien nie widze,
juz sie sama siebie brzydze!
Uklon wiec oddaje w chwale!
Niech Cie Wilok kocha stale,
duzo szczescia, pomaranczy,
niech Ci Wilok nago tanczy!
I dla duszy mej niebieskiej
czesto spiewaj o Wisniewskiej,
bo choc mnie tu serce boli,
Ty cipidryl sie do woli!
Wszystko bym Ci oddac chciala,
by Cie kaska nie swedziala,
dala bym Ci i Rodmana!
gdybym znala tego pana...
Moja milosc nieprzytomna
jest jak pyta przeogromna!
Jesli tylko powiesz slowo...
Bede Twoja Baronowo!!!
Lecz dopiero w Twoje bety
wcisne z rana sie niestety (zrobie to jutro o 6.00)
duzo rzeczy wczesniej zrobie
i wyniose smieci Tobie!
Mow, ze kochasz mnie bez przerwy
bo mi juz puszczaja nerwy
w toalecie, w "Plusie", w wannie
chce to slyszec nieustannie!
Zapamietaj tez, ze w lecie
Elvis robi party w gecie!
Na tym party sie spotkamy
i o panach poszemramy!
W rozmaitych duszy stanach
lezac sobie na trzech panach,
golac na konczynach wlosy,
palac glupie papierosy,
pijac piwo, robiac siusiu,
myslac brzydko o Lulusiu,
nabywajac papier sralny,
uprawiajac sex oralny!
Nawet gdy sie w tylek skrobie
wszystkie mysli mkna ku Tobie!!!
Niech wiec Wilus nie narzeka
i niech Hipcia sie nie wscieka,
niech sie Zombi czesciej myje
(zwlaszcza uszy, rece, szyje),
niech Ci Kenny w duszy brzdeka,
niech Ci guma juz nie peka!
Badz na luzie, badz na fali,
by Cie Drumbo zgwalcowali!
Dusti Ci dziekuje szczerze
z serca, z pyty, na papierze,
dzieki temu, ze Cie znam
Mam w tej chwili
to co mam.

Dla Żyrafy

Wrzuta.pl - Stempowski Jarema - O jednej Wisniewskiej

wtorek, 13 stycznia 2009

Nie epitafia ale z braku Żyrafy dobre i to- fraszki

Na wampira Lestata

Widziały dziewki onego Lestata
jak cichcem ponad płotem przelata
kazały księdzu uderzyć w dzwony
a proboszcz strwożony obsrał pantalony

Na upiora w operze

Był sobie wyznam wam szczerze
raz słynny upiór w operze
gustował w chórzystach, śpiewakach
więc często buszował im w kłakach.

Na prezentera tv

Był sobie raz jeden prezenter te fau
co dwa atuty w zanadrzu miał
jednym był milion na prywatnym koncie
a drugim ogromne prącie.

He, he

Tu lezy Zyrafa, ktora za zycia
nabrala malych sklonnosci do tycia!

Epitafia...

Epitafia moi mili,
zebyscie sie nie zdziwili,
to nie bulka z maslem przecie!
Zaraz wszyscy sie dowiecie...


Z Epitafiem problem rzadki...
Musi plynac jezyk gladki,
co po bialym, slodkim winie,
u Dustiego na melinie,
w swym bogactwie i gibkosci,
ku uciesze i radosci,
tych, o ktorych juz odeszli
snuje piekne opowiesci!


Trzy warunki... Trzy wymogi...
Zakrzykniecie: "Boze Drogi!
Skad te wszystkie wymagania?"
TRZY powiadam przykazania!!!


Jeden: Dusti moj kochany!
Dusti moj zapracowany!
Dusti dzielny moj szalenie!
(i Dustiego przyrodzenie)...
I Dustiego rozum wielki,
no i pod poduszka zelki,
lub cukierki te pudrowe
zolte, biale i rozowe!


Numer dwa - okolicznosci.
Byle zaznac tej radosci,
walnac setke dla kurazu
i sie znalezc na... Cmentarzu!
Cmentarz miejscem jest spoczynku
i choc lepiej siedziec w szynku,
spiewac country, piwo pic,
Cmentarz! Cmentarz musi byc!


Trzy - to groby i natchnienie...
(i Dustiego przyrodzenie!)
by z sukcesem strofy tworzyc,
by umyslu plody mnozyc,
pogrzebanym oddac czesc,
by sie o Nich niosla wiesc!


I to wszystko... Trzy wymogi...


Gdzies, ach gdzies jest Dusti drogi!
Gdzie Twoj rozum? Gdzie cukierki?
Gdzie nasz cmentarz jakze wielki?


Epitafia sa bez Ciebie,
puste jak ta koryto w chlewie...

czwartek, 8 stycznia 2009

Gdzie jest do cholery ten snieg???



Tak na poczatek to sie chwale... Ladny nie???


A teraz wrocmy do tematu glownego...


Tak oto wyglada teren mej nowej ojczyzny jakies poltorej godzinki jazdy od chalupy mej. I jestem rozczarowana!!! Ja chce snieg dookola!!! Chce zasp, mrozu, zamarznietych gili wiszacych po piersi i jezyka przymarzajacego do zamka kurtki!!!
MMZ siedzi u siostrzenca ogladajac Apokalypto, a ja mam gdzies i sie z Nim nie szlajam bo:
1. Moj nos nadal cieknie!
2. Jutro sa targi pracy w Glasgow, na ktore sie wybieramy,
3. Mi sie nie chce!
Wykapcialam sie i sobie pisze popijajac winko biale, polslodkie, pyszniutkie! Ciuchy i cala reszta przygotowana i stwierdzilam, ze sie bede relaxowac! A co... Kto bogatemu zabroni!!!
A jak juz znajde ta robote to sobie mam zamiar kupic samochod... Jeszcze nie wiem jaki, ale bede sie starac dorwac cos wiekszego he, he... Jak na razie Colin mi dal poprowadzic na drugorzednej drodze i musze sie przyznac, ze dopoki trzymalam za lewarek ta nieszczesna lewa reka to jeszcze jakos szlo. Po prostym kawalku bez zmiany biegow jak przyszko co do czego to probujac zmienic bieg przwie otworzylam drzwi! Odruch jak na razie pozostaje mi dosc mocny! Dlatego tak sobie pomyslalam... Jak kupowac to cos wiekszego... Przynajmniej jak sie w cos wmontuje to nie beda mnie musieli zdrapywac z asfaltu... Boze! Ale ja mam wizje...
Chyba sie troche wstawilam... Dziewczyny!!! KIEDY MY SIE SPOTKAMY I ZALEJEMY W TRABKE WSZYSTKIE TRZY !!!?????????
Widzialam sie z Lullim na Swieta!!! Lulli!!! Dzieki za odwiedziny!!! Bylo mi rozkosznie Was znow zobaczyc naocznie, a nie tylko telefonicznie!!! Lulli wyglada swietnie... Nie ma to jak Na Kasie W Caritasie!!! Ale sie to wszystko ladnie rymuje he, he!!!
Ladne oczy masz, komu je dasz?
SLEPEMU KOLEDZE!!!
Wlasnie slucham Radia Zlote Przeboje i nasunal mi sie ten maly cytacik s.p. Miecia Skreta. Szkoda chlopaka jak cholera...
I juz prawie 11-a. Ale ten czas zapierdziela... Dopiero bylam w domku... I sie poryczalam... Czasem korzystam z okazji, ze MMZ nie ma w domu zeby sobie poryczec bez swiadkow. Czasem sobie ulze przy MMZ ale generalnie jak rycze z powodow tesknotowych to bez Niego. Nie chce, zeby czul sie w jaki kolwiek sposob... winny, rozczarowany? Nie wiem jak to nazwac. Nie chce, zeby myslal, ze to co mi daje nie wystarczy! Ze czy tak, czy tak i tak bede tesknila i uwazala zycie w domu za lepsze! Ze jego milosc mi nie wystarczy...
Ale mi sie klimaty w morde wkrecaja...
Koniec tego dobrego! Koncze winko i do lozia! Oj rany, rany... Jak ja uwielbiam to nasze lozeczko! To nie lozko tylko lotnisko!!! No i na dodatek jeszcze mo zagrali Dzemu "List do Matki". Klasyka i piekna do tego! Pamietam jak siedzialam z kaseta na Slonecznej i sie uczylam slow na pamiec spiewajac razem z Ryskiem...
W polsce wlasnie minela polnoc, a ja mam jeszcze cala godzinke!!! Bywa to klopotliwe wczenym rankiem (gdy Hipcia moja tyrknie kolo 9-ej rano, a ja mam dopiero 8-a) lub wieczorkiem (gdy ja mam 21.30 i tyrkam, a Hipcia z zegarkiem pokazujacym 22.30 sobie juz smacznie chrapie).
Ide spac drodzy czytacze bo jutro mam dzien wypelniony po brzegi!
Sciskam wszystkich czule!!!
Wasza Polska Zyrafa ze Szkocji!!! (wiem, ze polska powinno byc mala litera bo to przymiotnik ale nie pozwole by Szkocja byla duza, a nasza Polskosc nie!!!)
;0)