poniedziałek, 31 marca 2008

Panowie dwaj!!!


Nie moglam sie powstrzymac przed umieszczeniem tych "maszyn do zabijania" ...

Smierdzace lenistwo...

Musze sie przyznac, ze cala sobote spedzilam w lozku czytajac ksiazke, wcinajac lody i przewracajac sie z boku na bok... I to wlasnie nazywamy "lenistwem skonczonym"!!! Mialam w planach podroz do ogrodu botanicznego z MMZ z tym, ze nie uwzglednilam zmiany czasu... Fakt, ze to tylko godzina ale biorac pod uwage, ze podroz tam zajela by nam okolo 1.5-2 godzin... No i z "prawie" czystym sumieniem zaleglam... Co do ksiazki to kupilam sobie "Siewce Wiatru", ktoraz to ksiazeczka bardzo mnie pochlonela! Generalnie wszystko opiera sie na walce dobra (anioly) ze zlem (Antykreator, Siewca), ktoraz jest przedstawiona w dosc rzeczywisty sposob! Trup pada gesto, anioly pija, pala i sie lajdacza... Fajnie, lekko napisana... Nie pamietam tylko jak bylo autorce... Kossakowska cos-tam... Ma babka jeszcze kilka pozycji, ktore wygladaja interesujaco. Jak jutro nie bedzie lalo (nastalo irlandzkie lato i leje prawie caly czas) to sie wybiore do miasta i sobie zamowie! No, a przy okazji sobie Angore kupie!!! Miodzio...

Wracajac do lenistwa... Jeszcze w tzw. miedzyczasie sobie strzelilam drzemeczke i koniec byl taki, ze wieczorem bylam lekko poddenerwowana nicnierobieniem i do tego bolal mnie leb! Katastrofa doprowadzic sie do takiego stanu... Chlapnelam sobie w zwiazku z powyzszym lampke winka (dobrenkie-owocowe) i z MMZ przyczajonym na podlodze gotowym do przyprawienia mnie o zawal w czasie "scen" ogladnelam film pt."Freddie vs. Jason". Jak latwo sie domyslic film ten za wysokich lotow nie byl ale przynajmniej po dwoch godzinach zaczelo mnie ogarniac znudzenie i sennosc, wiec zaraz po napisie THE END walnelam sie w wyro.

Niedziela zaczela sie piekna, sloneczna pogoda z niewielka iloscia wiaterku... Po sniadanku wybralismy sie z MMZ na plaze. Bylo bosko! Dotlenilismy sie jak zloto i zajonowali i przydarli do domku mala reklamowke muszli... Chcialam zaznaczyc, ze gdy ide na plaze zabieram do domu nie tylko muszle lecz przedmioty naturalne (m.in. lapki i pancerze krabie) i nienaturalne (pilki golfowe - klub golfowy jest o rzut kamieniem...). Juz nie raz mialam nauczke, ze nie nalezy tegoz czynic zwlaszcza jesli chodzi o przedmioty pochodzenia naturalnego! Pamietam do tej pory jak niezauwazylam, ze jedna z muszli ma jeszcze lokatora... Lokator zszedl z tego ziemskiego padolu w worku plastikowym z reszta muszli lezacych w szafie, a u mnie w pokoju aromat zmienil sie z "morskiego" na "rzezniczy"... Nie bylo za przyjemnie... Dodam, ze bylo dosc cieplo...
No i po raz kolejny popelnilam ten sam blad... Tym razem bylo to ramie rozgwiazdy zapiaszczone jak cholera. Po "odpiaszczeniu" chcialam sie zabic pedzac do okna ze wspomnianym ramieniem rozgwiazdy daleko od nosa w celu pozbycia sie go najszybciej jak to tylko mozliwe!!!! Smrodek sie unosil jeszcze przez nastepna godzinke i w zwiazku z tym szlag trafil moja coniedzielna kapciolke upiekszajaca!!! A zeby ramienia bylo malo to jeszcze na parapet wywalilam dwie krabie lapki bo wygladaja bardzo ladnie i nie mam serca sie z nimi tak szybko rozstac jak z ta rozgwiazda... Jak ich ptaki nie zezra to mi sie ladnie wysusza... Mam nadzieje...

Zrobilam sznycelki na obiad i po ogladnieciu filmu o markizie do Sade - nawet fajny, grzmotnelam sie w wyrko, zaczelam nowa ksiazeczke i nawet nie wiedzialam jak zaczelam chrapac...

Zaczelismy z karolkiem delikatna dyskusje na tematy "przyrodnicze", czyli "ciekawe jak wygladaja istoty z dalszych krancow naszej galaktyki lub calkiem z poza niej!!!". Hmmmm....
Znajac zycie jak bede o tym dlugo myslec - ciekawy temat - bedze miala sny z dodatkiem pomiedzygalaktycznych spotkan... Moze byc ciekawie!

Dobra, koniec tego dobrego... Biore sie za jakas robote!

Wasza zapchlona Zyrafa...

środa, 26 marca 2008

Powroty i rozstania...

Zaniedbalam sie zdrowo! Caly tydzien mnie nie bylo!!! Od czego mam zaczac? O Patryku juz wiadomo - spedzalam go na plazy i nie zaluje... Po Patryku trzeba bylo wrocic do roboty i szczerze powiedziawszy roboty tej nawalilo az dziwno... Cos sie w koncu zaczyna dziac w tej firmie! Po pracowitych 4 dniach znow mielismy dlugi weekend! Dzieki naszemu wspolnemu koledze Jackowi i jego wygranej na swiatecznej loterii dla pracownikow wybralismy sie na trzy dni do Portlaoise (centralna Irlandia dla zainteresowanych). Jacus wygral swiateczny weekend w 4-ro gwiazdkowym hotelu i nam z MMZ taki oto wyjazd sprezentowal za co czesc Mu i chwala!!! No i bylo miodzio... Poszlismy sobie na male zakupy (MMZ oczywiscie zapomnial o moim czekoladowym jajku swiatecznym!) do centrum, zjedlismy sobie PYSZNY obiadek, kupilam sobie najwygodniajsze buty na obcasie na swiecie (do tej pory sobie w tych butkach pomykam nawet po chalupce tak sie z nich ciesze!!!) i byczylismy sie jak zloto!!! Obiecalam sobie, ze jak juz bedziemy mieli wlasny domek i calkowicie wlasne lozko sprawimy sobie taki porzadny "hotelowy" materac! Ma taki materac kolo 75 cm grubosci i jest zajefiscie wygodny!!! Oczywiscie obsluga w hotelu z wyjatkiem moze recepcji i glownych szefow barowych calkiem polska! A jaki nam obiad zrobili... Mmmmmmm... Palce lizac!!! Coz sie dziwic, ze w restauracjach irlandzkich polscy kucharze kroluja!!! Wzielam sobie "piers kurczaka z grilla na kolderce z duszonych warzyw"... A na deserek dostalam lody z wielkanocnym kurczakiem... Dziwne te swieta... Inne...
A po przyjezdzie w poniedzialek kolo poludnia do domku zadzwonila mamusia... I skonczyl mi sie dobry humor... W wieku 67 lat umarl moj Ojciec Chrzestny... Pikawka Mu wysiadla... Dzieki Niemu moja wyprawa na Mazury byla mozliwa! On prowadzil z Rzeszowka do Wawki, a ja do Olsztyna... I tak sobie teraz mysle, ze byl to czas, ktory spedzilismy tak totalnie razem!!! Nie wspominajac o kasecie z przebojami disco-polo drugiej klasy (Czerwona Jarzebina, itp.) , ktorejz to kasety sluchalismy w kolko przez cala droge z przerwami na nauke swinskich wierszykow...
Na wysokim niebie
ptaszek ptaszka je..e,
powiedz mi dziewczyno,
kiej ja bede ciebie?
Taki maly przyklad... I tak sobie wuj moj zgasl...

środa, 19 marca 2008

Sw.Patryka i reszta

Witam wszem i wobec ponownie i przepraszam z gory za nieobecnosc. Ano mielismy tu sw. Patryka i wolne w poniedzialek. Patryka jak patryka... Parady i duzo zamieszania. W dzielnicy Finnglas spalonych zostalo kolo 6-ciu samochodow i aresztowanych okolo 50 osob... Mlodziez irlandzka sie bawi... A wlasciwie to nie mlodziez tylko jeszcze dzieci - najmlodszy aresztowany w zwiazku z wydarciem dziadka z samochodu i jego skopaniem (dziedka, nie samochodu) mial 10 lat. Miodzio nie? Na szczescie nie wszedzie panuje taka rozkoszna atmosferka!
Osobiscie z MMZ szlajalismy sie od rana po plazy! Wialo jak cholera (jak zwykle) ale bylo bardzo przyjemnie. MMZ walczyl z przyplywem, a ja latalam dookola za muszelkami pstrykajac fotki co ladniejszym wizjom... Ze ja tak jestem haniebnie zacofana technicznie i nie mozecie drodzy czytacze zobaczyc tych slicznosci...
Mam manie, ktoraz to oto mania jest natury przesladowczej i zaczyna mnie powaznie niepokoic! Ale to material na inny dzionek.
Blagam o wybaczenie ale jakos mi sie robota mnozy! ;)

piątek, 14 marca 2008

Polowanie na Slonia!

- Prosiaczku, cos sobie postanowilem.
- Co sobie postanowiles Puchatku?
- Postanowilem zlapac Slonia!
- A jak najprosciej zlapac Slonia?
- Wykopac Bardzo Gleboki Dol i wsadzic do srodka garnek miodu jako przynete!
- Tylko gdzie wykopac ten Dol?
- Tam, gdzie bedzie stal Slon przed samym wpadnieciem, tylko o krok dalej!

Jak wszyscy doskonale wiedza slowo czynem sie stalo, dol zostal wykopany, miodek pozostawiony i teraz pozostalo tylko czekac na Slonia! Puchatek nie mogl zasnac i im bardziej sie o to staral, tym bardziej nie mogl. Probowal liczyc owce, a gdy to nie pomoglo zaczal liczyc Slonie jedzace jego miodek. Puchatek nie mogl juz wytrzymac! Wskoczyl do Pulapki na Slonie, wzial w lapki garnek miodku, wsadzil lepek do srodka i.... UTKNAL!!!
W takim stanie rano zastal go Prosiaczek. Trzeba zaznaczyc, ze Prosiaczek nie poznal Kubusia, bo sami przyznajcie, ze mis z garczkiem na lebku wyglada nieco inaczej niz bez niego! Powoli zblizajac sie do Pulapki na Slonie Prosiaczek uslyszal najpierw calkiem "sloniowe" pomruki!
Kubus w tym samym czasie probowal wyjac glowe z garnka i im bardziej ja wyjmowal, tym bardziej ja wpychal do srodka! Wreszcie podniosl w gore lebek razem z garnuszkiem i wydal z siebie glosny, rozdzierajacy jek Smutku i Rozpaczy...
Na to delikatne nerwy Prosiaczka nie wytrzymaly i runal on do ucieczki na swych krotkich nozkach krzyczac: Pomocy! Pomocy! Slon! Straszliwy Slon!
Zaalarmowany krzykami Prosiaczka na ratunek przybiegl Krzys! Po uslyszeniu calej historii razem wrocili do Pulapki na Slonie! Krzys zagladna do srodka i wybuchnal smiechem! Puchatek przechylil lebek do tylu chcac "zobaczyc" co sie tam na gorze dzieje i nagle - traach...!!! Garczek rozprysl sie na 100 kawalkow po uderzeniu w korzen, a na swiatlo dzienne wyjrzal lebek Puchatka z mala kropelka miodku na nosku...

czwartek, 13 marca 2008

Kubus Puchatek




Kubus Puchatek to mis malutki,
nie palil szlugow, nie pijal wodki.
Jedna mial wade wsrod zalet tylu,
o meskim ciagle snil sex-apeallu!

Byl mis Puchatek mala swintusia,
bo w poniedzialek od razu musial,
bral za telefon co stal pod krzaczkiem,
wolal Prosiaczka... i zyl z Prosiaczkiem!

Wtorek zas caly mial misio z glowy
los podarowal mu obiekt nowy!
Sam Klapouchy przyszedl do niego...
Wez raz biednego Klapouchego...

W srode zas Kubus glodnym byl misiem.
Rankiem z Krolikiem, wieczorem z Krzysiem,
I z tego wlasnie oto powodu
nie zdazyl misio nawet posmakowac miodu!

W czwartek zas myslal skrobiac miske
w jakiej pozycji by mozna z Tygryskiem?...
I gdy sie wreszcie byl zdecydowal,
wzial byl Tyrgyska... i zdeflorowal!

Piatek byl za to calkiem fatalny
bo sie ten Tygrys zrobil nahalny!
Kubus mial dosyc, a Tygrys hardziej,
ze to tygrysy lubia najbardziej!!!

W sobote chec mial na bezecenstwo,
wiec z braku laku wzial i Malenstwo!
A potem jeszcze troszke z innymi,
z krewnymi troszke i znajomymi...

I tak oto misiowi tydzien przelecial,
zaczal go mocno swedziec przedzial,
i okazalo sie u doktora,
ze to nie pora na Telesfora!

Od poniedzialku zamiast lajdaczyc,
musial sie misio niezle tlumaczyc,
bo chorobami miedzy innymi,
popozarazal wenerycznymi!

Jaki z tego moral moje drogie dzieci?
Nasz mis kochany juz do nieba leci!
Bo od wcierania tak wielu masci,
nasz biedny misiu dostal zapasci!



środa, 12 marca 2008

No to jestem znow...


Witam wszystkich wszem i wobec!!!

Dusti! Skad wiedzialas? Tak, tak... Wybaczcie mi czytacze ale zostalam odwiedzona, zeby nie powiedziec "napastowana" przez moja kumpele depreche... Zdarza mi sie od czasu do czasu. Ale jestem znow "na fali", a raczej na blogowisku i bede rzucala ziarna slow moich dookola by w duszach Waszych czytacze drodzy kielkowaly radoscia!!!

Na czym stanelam? Ze mam tika? No tak... Tik mi juz przeszedl, choc chcialam zaznaczyc, ze w punkcie szczytowym tikowania lataly mi obie powieki co bylo denerwujace zwlaszcza, gdy chcialam popatrzec MMZ gleboko w oczy w celach rozbudzenia w Nim huci, a tu mi lata... Kazdy by sie na moim miejscu zdenerwowal!!! Przy okazji szukania w wikipedii odnosnie tikow (znalazlam tiki ale nie takie jakie chcialam) znalazlam sliczna nazwe "Ciała suteczkowate"! Tak dla zainteresowanych sa to półkoliste wyniosłości na obszarze podwzgorza (mozg).

Co do bazylii, ktora Lulli tak ladnie wyluszczyl z calego mojego chaosu slownego to po postraszeniu jej delikatnie zgadnijcie co... Rosnie cholera! I tymianek tez! Tymiankow mam 6 albo 7-em, a bazylek jak na razie 4! Takie male, zielone, a cieszy...

Znow mam dzikie sny... Mam wrazenie, ze to wszystko przez te wiatry! Od soboty wieje tak, ze chce leb urwac! Nawet zapowiadali zagrozenie powodziowe i na calej dlugosci linii brzegowej dzielni dzwigowi porobili zapory z tonowych workow z piaskiem. Powodzi jako takiej nie bylo tyle, ze co noc fale wywalaja na brzeg pelno galezi i innego syfu... No i to wietrzysko... Osobiscie mimo tego, ze juz dobilam do 70-tki nie mam odwagi wyjsc z domu bez kilku ksiazek rozmiarow encyklopedii w plecaku! A zeby bylo jeszcze ciekawiej to w przeciagu 10 minut pogoda potrafi sie zmienic od sloneczka slicznego do ulewy totalnej jakies 5 razy. Sny mam dzikie ale za to zasypiam w tempie expresowym czego nie moge powiedziec o MMZ, ktoryz to beszczelnie mnie obudzil dzis w nocy bo mu wiatr przeszkadzal zasnac i zazyczyl sobie zatyczki do uszkow... Nie skomentuje... Powiem tylko, ze zatyczki dostal.

Juz sie nie moge doczekac jak przestanie wiac tak potwornie! Czy Wy sobie wyobrazacie czytacze jakie skarby morze moze wyrzucic na brzeg przy takich falach? Miodzio... Te wszystkie muszelki, krabie pancerze, kamienie!!! Ach, ach, ach!!!



Zaczynam sie woli szykowac na przyjazd Hipkow! Na pewno musimy z MMZ nabyc droga kupna materac dwuosobowy, gdyz po umieszczeniu Hipolitow w naszej sypialni zostaje nam do dyspozycji albo podloga, albo cos na ksztalt sofy ze szkieletem oraz drutami i sprezynami "nieco" nadwyrezonymi naszymi z MMZ wybrykami he, he... (zarumienilam sie...) W kazdym razie by nasze kregoslupki nie molestowaly nas za bardzo trzeba zakupic cos posredniego. I padlo na materacyk.

Juz powoli zaczynam myslec gdzie by ich tu zabrac, zeby w domu nie siedzieli! Wzielam sobie pare dni urlopu i bede szalala po Dublinie z Hipolitami!!! Ach radosci!

W Poniedzialek sw.Patryka - patrona Irlandii, wiec wolne mamy oficjalnie i wybieramy sie ogladac parady i cale to swietowanie! Jak by na to nie patrzec trzy lata mi stuknal jak tu jestem! Zaczelam swoja przygode z Irlandia 17.03.05. Trzy lata...

wtorek, 11 marca 2008

Żyrafa!!!!

Ludziska! Tu Dusti. Czy ktoś widział Żyrafę? Martwię się, że chandra ją utłukła i w rectum mym pustka nastała bezdenna- bieda aż piszczy. Żyrafo!!! Powiedz coś.

środa, 5 marca 2008

I znow mnie tlucze!

I znow mnie tlucze!!! A tik nerwowy mi sie przeniosl z powieki gornej, kacika wewnetrznego na powieke dolna, kacik zewnetrzny!!! A do tego cisnienie chyba leci w dol bo mi sie japa drze srednio raz na minute!

Celtic przerznal i odpadl (szczerze mowiac nalezalo im sie bo grali jak pedzie!), jak mi ta francowata bazylia nie wyrosnie do niedzieli to moze sobie rosnac w koszu co jej zapowiedzialam, a jutro pieke chleb bo mi sie skonczyl.

Taka mala rada dla chleb piekacych: zbyt duza ilosc kminku powoduje zwiekszenie wydzielania gazow!!!


Znowu tlucze mnie kurwica!
Wielka, dumna jak caryca Katarzyna!

A po kminku w moim lozu,
lata jak pies na rozdrozu pierzyna!

Japa mi sie drze cholernie,
i wkurzyla mnie niezmiernie druzyna,

co jak pedzie na boisku,
krzyczac, walic sie po pysku zaczyna...

Wiem, wiem... Kaszane odwalilam ale mi dzis wena nie dopisuje za grosz...

wtorek, 4 marca 2008

Nic dzis nie pisze!

Tak jak w tytule nie pisze dzis nic! Dzis trafia mnie jak to Lulli okreslil "niesprecyzowana ku...ca"!!! I do tego powieka gorna oka lewego mi lata od tygodnia (mam tik znaczysie) co oznacza brak witaminy jakiejs w organizmie mym (jak zwykle nie wiem ktorej!!!), a zeby bylo jeszcze milej to zostalam napastowana przez dwoch mormonow po drodze do roboty! Czlowiek sobie spokojnie pomyka sluchajac muzyczki i kontemplujac sliczna pogode, a ci tu mi truja o pierdolach... I jeszcze do tego Celtic przegrywa z Barcelona 0 do 1-go!!! A bazylia nie chce rosnac... A bbbbuuuuuuuu.......

Nic dzisiaj nie pisze!!!

poniedziałek, 3 marca 2008

Specjalnie dla Dustiego mamy tu Obcego!!!



Ale sliczny z niego robalek...














A w postaci dojrzalej jest jeszcze sliczniejszy...

Lulli, Jason X i reszta!!!

Lulli! Witam Cie goraco na forum naszego blogersa!!!
No to juz jestesmy we trzy i jest pieknie!!!

Nigde nie zgadniecie jaki film ogladalam w sobotnia noc!!! Tak, tak! Wlasnie Jasona X!!! O radosci!!! Najpierw sie poryczalam ze smiechu, a pozniej juz siedzialam ostro ogladajac... ;) Ale kaszana he, he... Choc i tak wymieka (Jason X wymieka) przy Flash Gordon!

Filmek z 1980 roku (Dusti! Mialysmy po 2 lata w morde! A Lulli to dopiero sie rodzil!!!
Mozecie sobie wyobrazic czytacze drodzy scenerie oraz efekty specjalne! No i do tego wszystkiego muzyka Queen-u do tego... Miodzio... Generalnie Flash Gordon - amerykancki czlonek druzyny rugby lata przez caly film ubrany w obcisle ciuszki z obowazkowa blyskawica na klacie i ratuje ziemie przed zniszczeniem! A zniszczyc ja chce Ming - bardzo zly czarownik, imperator i generalnie bezwzgledny czarny charakter posiadajacy magiczny pierscien obezwladniajacy twa wole pod jego zyczenia (troche byl lubiezny z jedna laska he, he...) oraz corke Aure, w ktorej kochali sie wszyscy faceci dookola taka byla ona piekna...
Scena "smierci" Flasha Gordona byla po prostu swietna... Wzielam w cudzyslow, bo oczywiscie glowny bohater nie moze umrzec w pierwszej polgodzinie filmu!!! W kazdym razie Flash ze swoim muskularnym cialkiem tu i owdzie owlosionym, wbity w lateksowe gatki (a wrrrrr.....) wchodzi do szklanej komory, gdzie zostaje przysrubowany do krzesla i zagazowany zoltym dymkiem... Scena koncowa to drgajaca spazmatycznie dlon Flasha zaciskajaca sie na oparciu krzesla, by w koncu bezwladnie opasc na nie i zostac przyslonieta przez wyzej wspomniany zolty dymek...
No ale nic sie nie martwcie czytacze co oczywiscie Aura - corka czarnego charakteru Minga juz sie zdazyla w nim (Flashu) zakochac wiec go ozywia zastrzykiem zycia i wywozi ukradkiem na inna planete... No i teraz to juz Flash sobie walczy z tym Mingiem... A jeszcze przedtem jednoczy w walce przeciw oprawcy dwa narody! No...
Polecam szczerze, bo dawno nie ogladalam czegos tak ... nawet nie wiem jak to okreslic! Ale fajne bylo! Jak mi sie uda to nabede droga kupna film ten na DVD i zrobimy sobie drogie panie nasiadowe z jakims dobrym winkiem i bedziemy sie oddawac nastrojowi... ;)

Bylam w ZOO!!! I widzialam nawet tego malego slonia, a raczej sloniczke o imieniu Asha. Mam jakies dziwne podejrzenia, ze to nasza Asia w zapisie dla anglojezycznych! Byl konkurs na imie dla sloniczki w gazetach ale jakos nie interesowalam sie tym do konca. Tak szczerze powiem, ze mam mieszane uczucia strasznie odnosnie tego ZOO. Wszytkie te zwierzaki wygladaly na strasznie smutne! Zwlaszcza pantera sniezna, tygrysy i wilk. Na widok wilka mi sie po prostu serducho straszliwie scisnelo! Fakt, ze wygladal sobie imponujaco ale zarazem kruchutko (stary byl z morda siwa)... I ten zalosnie zrezygnowany wzrok... Nie lubie ZOO!!! Wszystkie zwiarzaki powinny zyc sobie w naturalnym srodowisku i miec spokoj!!!

Chwilowo koncze bo sie rozczulilam nad tym wilkiem i trzeba by sie brac za jakas robote!!!

sobota, 1 marca 2008

Klątwy- flagi w dłoń

Odpowiadam na pytanie mojej drogiej Żyrafy odnośnie Krzysiulkowych klątw. Nie nadają się one do zacytowania na blogu ale mogę je przesłać na prywatnego maila. Otóż Krzysio ma to do siebie, że jak coś go wkurzy/ucieszy/zaskoczy, wówczas sadzi niepomiernie k-wami czyniąc to tak donośnie, że jakby nie sposób nie zauważyć. Słynny jest z tego, że często czyni to np. w hipermarkecie na widok kiszonych ogórków, w przychodni podczas pobierania krwi lub co chyba jest najdogodniejsze, w stajni, kiedy spózniam się na obrządek. Wykonuje przy tym specyficzne przysiady, łapie się za ucho( nie dziwię się swoją drogą) i wymachuje rękami. Ma też Krzysio taki zwyczaj, ze uwielbia opowiadać różne historie, a że niewiele w życiu przeczytał uczonych ksiąg, najczęściej są to historie z toalety. Tu odsyłam cię do Twojego posta co ma tytuł na H. Krzysia po prostu nie można w tłumie pominąć, bo Krzysio to osobowość. Dlatego pewnie tak dobrze nam się razem pracowało.