poniedziałek, 31 marca 2008
Smierdzace lenistwo...
Wracajac do lenistwa... Jeszcze w tzw. miedzyczasie sobie strzelilam drzemeczke i koniec byl taki, ze wieczorem bylam lekko poddenerwowana nicnierobieniem i do tego bolal mnie leb! Katastrofa doprowadzic sie do takiego stanu... Chlapnelam sobie w zwiazku z powyzszym lampke winka (dobrenkie-owocowe) i z MMZ przyczajonym na podlodze gotowym do przyprawienia mnie o zawal w czasie "scen" ogladnelam film pt."Freddie vs. Jason". Jak latwo sie domyslic film ten za wysokich lotow nie byl ale przynajmniej po dwoch godzinach zaczelo mnie ogarniac znudzenie i sennosc, wiec zaraz po napisie THE END walnelam sie w wyro.
Niedziela zaczela sie piekna, sloneczna pogoda z niewielka iloscia wiaterku... Po sniadanku wybralismy sie z MMZ na plaze. Bylo bosko! Dotlenilismy sie jak zloto i zajonowali i przydarli do domku mala reklamowke muszli... Chcialam zaznaczyc, ze gdy ide na plaze zabieram do domu nie tylko muszle lecz przedmioty naturalne (m.in. lapki i pancerze krabie) i nienaturalne (pilki golfowe - klub golfowy jest o rzut kamieniem...). Juz nie raz mialam nauczke, ze nie nalezy tegoz czynic zwlaszcza jesli chodzi o przedmioty pochodzenia naturalnego! Pamietam do tej pory jak niezauwazylam, ze jedna z muszli ma jeszcze lokatora... Lokator zszedl z tego ziemskiego padolu w worku plastikowym z reszta muszli lezacych w szafie, a u mnie w pokoju aromat zmienil sie z "morskiego" na "rzezniczy"... Nie bylo za przyjemnie... Dodam, ze bylo dosc cieplo...
No i po raz kolejny popelnilam ten sam blad... Tym razem bylo to ramie rozgwiazdy zapiaszczone jak cholera. Po "odpiaszczeniu" chcialam sie zabic pedzac do okna ze wspomnianym ramieniem rozgwiazdy daleko od nosa w celu pozbycia sie go najszybciej jak to tylko mozliwe!!!! Smrodek sie unosil jeszcze przez nastepna godzinke i w zwiazku z tym szlag trafil moja coniedzielna kapciolke upiekszajaca!!! A zeby ramienia bylo malo to jeszcze na parapet wywalilam dwie krabie lapki bo wygladaja bardzo ladnie i nie mam serca sie z nimi tak szybko rozstac jak z ta rozgwiazda... Jak ich ptaki nie zezra to mi sie ladnie wysusza... Mam nadzieje...
Zrobilam sznycelki na obiad i po ogladnieciu filmu o markizie do Sade - nawet fajny, grzmotnelam sie w wyrko, zaczelam nowa ksiazeczke i nawet nie wiedzialam jak zaczelam chrapac...
Zaczelismy z karolkiem delikatna dyskusje na tematy "przyrodnicze", czyli "ciekawe jak wygladaja istoty z dalszych krancow naszej galaktyki lub calkiem z poza niej!!!". Hmmmm....
Znajac zycie jak bede o tym dlugo myslec - ciekawy temat - bedze miala sny z dodatkiem pomiedzygalaktycznych spotkan... Moze byc ciekawie!
Dobra, koniec tego dobrego... Biore sie za jakas robote!
Wasza zapchlona Zyrafa...
środa, 26 marca 2008
Powroty i rozstania...
środa, 19 marca 2008
Sw.Patryka i reszta
piątek, 14 marca 2008
Polowanie na Slonia!
- Co sobie postanowiles Puchatku?
- Postanowilem zlapac Slonia!
- A jak najprosciej zlapac Slonia?
- Wykopac Bardzo Gleboki Dol i wsadzic do srodka garnek miodu jako przynete!
- Tylko gdzie wykopac ten Dol?
- Tam, gdzie bedzie stal Slon przed samym wpadnieciem, tylko o krok dalej!
czwartek, 13 marca 2008
Kubus Puchatek

środa, 12 marca 2008
No to jestem znow...
Co do bazylii, ktora Lulli tak ladnie wyluszczyl z calego mojego chaosu slownego to po postraszeniu jej delikatnie zgadnijcie co... Rosnie cholera! I tymianek tez! Tymiankow mam 6 albo 7-em, a bazylek jak na razie 4! Takie male, zielone, a cieszy...
Znow mam dzikie sny... Mam wrazenie, ze to wszystko przez te wiatry! Od soboty wieje tak, ze chce leb urwac! Nawet zapowiadali zagrozenie powodziowe i na calej dlugosci linii brzegowej dzielni dzwigowi porobili zapory z tonowych workow z piaskiem. Powodzi jako takiej nie bylo tyle, ze co noc fale wywalaja na brzeg pelno galezi i innego syfu... No i to wietrzysko... Osobiscie mimo tego, ze juz dobilam do 70-tki nie mam odwagi wyjsc z domu bez kilku ksiazek rozmiarow encyklopedii w plecaku! A zeby bylo jeszcze ciekawiej to w przeciagu 10 minut pogoda potrafi sie zmienic od sloneczka slicznego do ulewy totalnej jakies 5 razy. Sny mam dzikie ale za to zasypiam w tempie expresowym czego nie moge powiedziec o MMZ, ktoryz to beszczelnie mnie obudzil dzis w nocy bo mu wiatr przeszkadzal zasnac i zazyczyl sobie zatyczki do uszkow... Nie skomentuje... Powiem tylko, ze zatyczki dostal.
Juz sie nie moge doczekac jak przestanie wiac tak potwornie! Czy Wy sobie wyobrazacie czytacze jakie skarby morze moze wyrzucic na brzeg przy takich falach? Miodzio... Te wszystkie muszelki, krabie pancerze, kamienie!!! Ach, ach, ach!!!

Zaczynam sie woli szykowac na przyjazd Hipkow! Na pewno musimy z MMZ nabyc droga kupna materac dwuosobowy, gdyz po umieszczeniu Hipolitow w naszej sypialni zostaje nam do dyspozycji albo podloga, albo cos na ksztalt sofy ze szkieletem oraz drutami i sprezynami "nieco" nadwyrezonymi naszymi z MMZ wybrykami he, he... (zarumienilam sie...) W kazdym razie by nasze kregoslupki nie molestowaly nas za bardzo trzeba zakupic cos posredniego. I padlo na materacyk.
Juz powoli zaczynam myslec gdzie by ich tu zabrac, zeby w domu nie siedzieli! Wzielam sobie pare dni urlopu i bede szalala po Dublinie z Hipolitami!!! Ach radosci!
W Poniedzialek sw.Patryka - patrona Irlandii, wiec wolne mamy oficjalnie i wybieramy sie ogladac parady i cale to swietowanie! Jak by na to nie patrzec trzy lata mi stuknal jak tu jestem! Zaczelam swoja przygode z Irlandia 17.03.05. Trzy lata...
wtorek, 11 marca 2008
Żyrafa!!!!
środa, 5 marca 2008
I znow mnie tlucze!
Znowu tlucze mnie kurwica!
Wielka, dumna jak caryca Katarzyna!
A po kminku w moim lozu,
lata jak pies na rozdrozu pierzyna!
Japa mi sie drze cholernie,
i wkurzyla mnie niezmiernie druzyna,
co jak pedzie na boisku,
krzyczac, walic sie po pysku zaczyna...
Wiem, wiem... Kaszane odwalilam ale mi dzis wena nie dopisuje za grosz...
wtorek, 4 marca 2008
Nic dzis nie pisze!
Nic dzisiaj nie pisze!!!
poniedziałek, 3 marca 2008
Lulli, Jason X i reszta!!!
No to juz jestesmy we trzy i jest pieknie!!!
Nigde nie zgadniecie jaki film ogladalam w sobotnia noc!!! Tak, tak! Wlasnie Jasona X!!! O radosci!!! Najpierw sie poryczalam ze smiechu, a pozniej juz siedzialam ostro ogladajac... ;) Ale kaszana he, he... Choc i tak wymieka (Jason X wymieka) przy Flash Gordon!
Filmek z 1980 roku (Dusti! Mialysmy po 2 lata w morde! A Lulli to dopiero sie rodzil!!!
Mozecie sobie wyobrazic czytacze drodzy scenerie oraz efekty specjalne! No i do tego wszystkiego muzyka Queen-u do tego... Miodzio... Generalnie Flash Gordon - amerykancki czlonek druzyny rugby lata przez caly film ubrany w obcisle ciuszki z obowazkowa blyskawica na klacie i ratuje ziemie przed zniszczeniem! A zniszczyc ja chce Ming - bardzo zly czarownik, imperator i generalnie bezwzgledny czarny charakter posiadajacy magiczny pierscien obezwladniajacy twa wole pod jego zyczenia (troche byl lubiezny z jedna laska he, he...) oraz corke Aure, w ktorej kochali sie wszyscy faceci dookola taka byla ona piekna...
Scena "smierci" Flasha Gordona byla po prostu swietna... Wzielam w cudzyslow, bo oczywiscie glowny bohater nie moze umrzec w pierwszej polgodzinie filmu!!! W kazdym razie Flash ze swoim muskularnym cialkiem tu i owdzie owlosionym, wbity w lateksowe gatki (a wrrrrr.....) wchodzi do szklanej komory, gdzie zostaje przysrubowany do krzesla i zagazowany zoltym dymkiem... Scena koncowa to drgajaca spazmatycznie dlon Flasha zaciskajaca sie na oparciu krzesla, by w koncu bezwladnie opasc na nie i zostac przyslonieta przez wyzej wspomniany zolty dymek...
No ale nic sie nie martwcie czytacze co oczywiscie Aura - corka czarnego charakteru Minga juz sie zdazyla w nim (Flashu) zakochac wiec go ozywia zastrzykiem zycia i wywozi ukradkiem na inna planete... No i teraz to juz Flash sobie walczy z tym Mingiem... A jeszcze przedtem jednoczy w walce przeciw oprawcy dwa narody! No...
Polecam szczerze, bo dawno nie ogladalam czegos tak ... nawet nie wiem jak to okreslic! Ale fajne bylo! Jak mi sie uda to nabede droga kupna film ten na DVD i zrobimy sobie drogie panie nasiadowe z jakims dobrym winkiem i bedziemy sie oddawac nastrojowi... ;)
Bylam w ZOO!!! I widzialam nawet tego malego slonia, a raczej sloniczke o imieniu Asha. Mam jakies dziwne podejrzenia, ze to nasza Asia w zapisie dla anglojezycznych! Byl konkurs na imie dla sloniczki w gazetach ale jakos nie interesowalam sie tym do konca. Tak szczerze powiem, ze mam mieszane uczucia strasznie odnosnie tego ZOO. Wszytkie te zwierzaki wygladaly na strasznie smutne! Zwlaszcza pantera sniezna, tygrysy i wilk. Na widok wilka mi sie po prostu serducho straszliwie scisnelo! Fakt, ze wygladal sobie imponujaco ale zarazem kruchutko (stary byl z morda siwa)... I ten zalosnie zrezygnowany wzrok... Nie lubie ZOO!!! Wszystkie zwiarzaki powinny zyc sobie w naturalnym srodowisku i miec spokoj!!!
Chwilowo koncze bo sie rozczulilam nad tym wilkiem i trzeba by sie brac za jakas robote!!!
