wtorek, 9 czerwca 2009

Kupa i inne rozkosze...

Mialam pisac czesciej i co? I kupa... I to kupa doslownie i w przenosni!


Mam wrazenie Dusti, ze Twoj kawalek chleba z rozrywkowymi chlopakami byl nieco lzejszy ;0)


Ja juz w trzeci dzien pracy dostalam kupe zawinieta w sliczna serwetke! A zeby bylo jeszcze ciekawiej to delikwentke, ktora sie przy pakowaniu "usrala" prawie po pachy musialam wziasc do lazienki, umyc, przebrac w nowe ciuchy i zapewnic, ze jestem szczesliwa i zadowolona z prezentu jednak na przyszlosc wolala bym takichz nie dostawac...


Jest wesolo... Pracuje raz trzy, a raz cztery dni w tygodniu od 7.30 do 20.30 z dodzinna przerwa na obiadek. Na raz mam pod opieka okolo 15 dziadkow i babciow (dziele ich z partnerka lub partnerem zbrodni ;0)) i caly bal polega na obudzeniu towarzystwa rano (mycie, zmiana pieluch), odstawieniu na sniadanie, chwila wolnego przed lanczem (no chyba, ze mam w obowiazku obdzielenie calosci juz towarzystwa herbatka), nastepnie toaleta (zmiana pieluch) i odstawienie towarzystwa na lancz do jadalni (czy wspominalam juz, ze mamy w zasobie 6 osob do karmienia?), po lanczu chwila wolnego (no chyba, ze herbatka...), nastepnie przed obiadem zmiana odzienia z dziennego na nocne z nieodlaczna zmiana pieluch i ewentualna toaleta, obiad, herbatka (jesli moja kolej), zapakowanie do lozka kto sie nadaje i chce i ostatnie pol godziny pracy wypelnianie formularzy kto sikal, kto zrobil kupe, kto byl niegrzeczny, itd, itp...


Polaczmy to wszystko z:


1. Babcia, ktora lazi za toba caly dzien i jest upierdliwa jak cholera,
2. Babcia, ktora przy kazdej zmianie pieluchy wyrywa Ci wlosy z glowy, szczypie i sie drze,
3. Wspomniane juz 6 osob do karmienia, ktore same sie nie ruszaja, wiec wszystkie operacje ubierania, mycia i przebierania wymagaja sily miesni w polaczeniu z delikatnoscia motylka,
4. Babcia, ktora mysli, ze jestem swietym mikolajem, wiec za kazdym razem jak mnie widzi zaczyna spiewac "Pada snieg..." i sobie nie odpuszcza pod wzgledem glosnosci (a wokal to ona ma!),
5. Dziadka, ktory ucieka jak moze i kiedy moze, wiec czasem konczysz prace gdy jestes w trakcie poscigu,
6. Temperatury w okolicach tropikow (po kazdym dniu pracy czuje sie jak po wykoszeniu calego Chmielnika w srodku lata!)
7. Calym asortymentem zapachow i odglosow tudziez widokow...


i mamy Madzie - asystentke pielegniarke!!! ;0)


Jest wesolo...


I odnosnie mezow. Moj MMZ przesypia cale dnie bo pracuje na noce (jak wychodze to jeszcze Go nie ma) wiec gdy wpadam do domku On sobie spi, a jak ja wracam z roboty (zakladajac, ze nie scigam Jima po okolicy) on wychodzi wiec tez jest ciekawie...


Nie mam zielonego pojecia jak ja przezyje okres w tym "przybytku radosci" zanim znajde normalna (tak sobie wlasnie pomyslalam, ze praca w biurze jak juz ja dostane bedzie choleeeeeeernie nudna!) robote!!!


Dzieki Panu Bozi, ze jutro mam wolne! I bede robila pierogi!!! Nawet kefir dorwalam!!! Taka mala rzecz, a cieszy... ;0)


Ide lulu bo mi sie oczy same zamykaja! Sciskam Was wszystkich czytacze!!!


Wasza Zyrafa Pielegniarka!!!

Brak komentarzy: