poniedziałek, 9 czerwca 2008

Polska - Niemcy (0-2)

No tak... To chyba obie mamy tendencje zwyzkowe nie w tych miejscach, w ktorych by sie przydalo...


Jak na patriotke przystalo wczoraj zasiadlam (po uprzednim szalenstwie w kuchni, ktorez to szalenstwo zaowocowalo kulkami miesnymi z makaronem - mniam) w doborowym towarzystwie Karolka, Reginy (Karolkowej), Jacentego i oczywiscie MMZ przed telewizorkiem w celu obejrzenia meczu... No i sie strabilam jak zloto... Wbrew logice (logika ta wspierana byla doswiadczeniem!) osuszylam sobie dwie butelki wina musujacego i final jest taki, ze rano malo nie umarlam, a glowa mnie boli do tej pory! Cios za ciosem... Nie dosc, ze nasi grali jak grali to jeszcze ten szampan (wino musujace...). Jak to mieszanka napojow wyskokowych i pilki noznej moze czlowieka skutecznie powalic...


I do tego wszystkiego cholera wziela moja dzisiejsza sesje YOGI!!! Tak, tak drodzy i kocheni czytacze!!! Zyrafa szalona postanowila zadbac o kondycje i zdrowie wiec nabyla droga kupna zestaw sobie Yogi na DVD i sobie bedzie yogowac!!! Moja pierwsza sesja wygladala tak:

1. Nauka oddechu. Z tym zadnych problemow nie mialam bo po pieciu miesiacach bez szlugow pojemnosc klatki piersiowej, a dokladniej mowiac pluc mi sie rozkosznie poprawila!!! Generalnie caly ten oddech ma przypominac dzwiekiem szum fal, przyplywy, odplywy i takie tam... Mi sie osobiscie kojarzy z pierwsza faza chrapania...
2. Pozycja poczatkowa. Tworzymy z podloga trojkat! Dobra... Wszystko ladnie pieknie tylko jestem tak haniebnie zastala, ze nie mam mowy chwilowo o wyprostowaniu nog w kolanach...
3. Pozycja "kotek pije mleczko" smietakne, czy inne cholerstwo. To akurat bylo spoko... Wyginanie "grzbietu" w gore i w dol w powiazaniu z oddechem poczatkowym chrapacza...
4. I tu przechodzimy do pozycji "wojownika". I w tym wlasnie momencie napiecie miesniowe dalo mi sie we znaki za bardzo... Final: w bardzo profesjonalny i yogowy sposob puscilam gazy i sobie klapnelam... Katastrofa...
5. No i to by bylo na tyle... Reszte kasety obejrzalam sobie na siedzaca bakajac sobie od czasu do czasu subtelnie (co ja wtedy jadlam???) i zastanawianac sie o co w tym wszystkim chodzi?


No. W prawdzie cos mnie lupalo w plecach przez nastepne 3 dni i noc w noc budza mnie koszmarne skurcze w lydkach ale bede twarda. Jutro zaczynam na powaznie... I tylko mam nadzieje, ze bede mogla sie pozniej ruszac... Postawilam sobie cel... Zgubic oponke w okolicach pasa przed Jolki weselem. Czy mi Yoga w powiazaniu ze zdrowym zarciem i spacerkami na plaze pomoze? Zobaczymy.


Wszem i wobec oglaszam, ze moj Zyrafi zad wazy 72.5 kg. (ale porazka...)

Bede informowac na bierzaco o wynikach. Zaczynamy operacje "YOGOZAD"!!!!!!

Brak komentarzy: