
... a kochany Miron ma zepsutą głowę.
To tak gwoli informacji. W tym temacie nic się nie zamieniło, może jedynie poza nastawieniem Mirona, który tradycyjnie ze skrajności popadł w skrajność i zamiast jak przystało na psychopatę nadal gonić mnie z siekierą, zrobił się słodki niczym miód i tylko nim dupę smarować. Z moich obliczeń wynika, że odmieni mu się koło września- października i znów będzie w chałupie teksańska masakra. I jak go nie kochać?
Nieźle się, powiadasz, nawojowało, Jolka za mąż wychodzi, Rico Band na koniach sadzi poprzez prerię i nawet ktoś hipoterapię prowadzi. Bardzo ładnie.
A ja się upijam i dobrze mi z tym. Problemy mnie przerosły więc zaczęłam sobie odpuszczać na rzecz pierdół. Mąż znów na studia pojechał i zamiast wracać co sił, właśnie ogląda mecz 180km od domu. Mecz jest jak wiadomo najważniejszy. komórkę trzymam przy dupsku bo pewnie w przerwie zadzwoni i upewniwszy się, że nic mi nie jest czym prędzej się pożegna. A ja wleję w siebie cały barek, żeby w razie czego mieć tą satysfakcję, że jestem najbardziej pijanym kowbojem z całej naszej trójki.
Całuję bardzo mocno.
Dusti gruby, brzydki i stary, wzbudzający dzikie rządzę tylko w świrach i idiotach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz