czwartek, 15 maja 2008

HA!!!

HA!!! Dostalam robote w tej Szkocji!!! Miodzio... Juz sie nie musze martwic przynajmniej o to... Mam nadzieje, ze sie Karolek dobrze bawisz bo ja sobie siedze zagrzebana po uszy w KPI's!!! Bedziesz mial na ten temat rozmowe jak wrocisz... ;) Jeszcze tylko jutro (siedze z Lawrencem) i dwa dni laby!!! W sobote sobie strzele jakiegos szampanika, a raczej wino musujace (wlasnie ostatnio wyczailam prawdziwego szampana w sklepie z winami na dole - 130 euro - okolo 460 zl... Miodzio...) w ramach celebracji. Mamy w planach z MMZ wypad do kina kolo niedzieli... Tylko zdania mamy podzielone co do repertuaru. Colin upiera sie przy "Iron Man"-ie (jakies mam dziwne wrazenie, ze bedzie to kupa - zreszta film o facecie z metalowa dupa?), a ja z kolei mam ochote na "Sex and the city". Wlasnie Irlandia jest w trakcie dostawania kota na punkcie tegoz oto serialu... Ja osobiscie nawet go lubie - mozna niezle pobrechtac i zaczynam kompletowac go sobie na DVD. Caly tydzien leci po dwa odcinki gdzies kolo 3-ej nad ranem, a w sobote powtarzaja ciagiem wszystkie - siedziemy wiec z MMZ i sie brechtamy! (Boze!!! Jak ta Pam pierd...li!!! JEJ!!!)

Zrobilam sobie pyszna zupke kalafiorkowa...

Brak komentarzy: