
A oto specjalny pająk na szczęście. Coś mi mówi, ze spotkanie z nim nie kończy się niczym miłym ale przecież im większy tym lepszy i więcej farta przynosi.
Z tym małżeństwem to jest tak, ze zazwyczaj wesele jest ostatnim dniem beztroskiego szczęścia. Potem można być dalej szczęśliwym z mężem (ja jestem) ale już inaczej.
No ale Wy z Colinem jesteście ze sobą tak długo, jak prawdziwe małżeństwo więc dramat nagłego usamodzielnienia i (nie wiem czy u Was to jest problem) zawzięte bitwy o kasę też macie już poza sobą.
No ale i tak najlepsze są te nie dające się z niczym porównać chwile paniki kiedy myślimy : Kurwa, ten pijany bucowaty awanturnik to mój mąż, muszę z nim być aż do śmierci aaale się narobiło!
Ale w końcu wszyscy mają podobnie, co nie. Więc czym się tu martwić. Trzymajmy się razem i wspierajmy w cichej babskiej opozycji. A buca swego kochajmy bo i on nas kocha po swojemu i oryginalnie ale kocha, w końcu, co nie? A to przecież niełatwe.
To co będzie dalej? Wesele będzie bo strasznie coś dawno nie tańcowałyśmy razem:-))
CAŁUJĘ RAZ JESZCZE Z CAŁEJ SERDECZNEJ DUBELTÓWY
DUSTI
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz