Tak mnie to wlasnie uderzylo... Ja, Lulli i Dustin. Nie mamy nawet jednego zdjecia wszystkie razem!!! A moze mi sie juz calkiem cos rzucilo na czesc mozgu odpowiedzialna za pamiec???
Pamietam kupe czasu spedzona razem. Pamietam nasze wspaniale RICO BAND, proby w boksie, mojego tate, ktory zbeszczescil nasza swiatynie szukajac jakiejs zmijki, czy czegos w tym stylu, pamietam mate na scianie z arabka i dzinsami Dustiego, pamietam nasze rozkoszne zawodzenia, podpalanie szlugow (Caro czerwone - Dzordz, Mewy Zielone - Dusti, Irysy (gwozdzie???) - Lulus) i gaszenie w kupie piasku za drzwiami, rozpacz nasza wspolna, gdy ciotka Barwinkowa zabronila Lulusiowi sie z nami zadawac (a zwlaszcza z Dustim he, he...) i nawet rozmawiala na ten temat z Hipkami (dla zainteresowanych - Hipki sa to moi rodzice), a pozniej depresje Dustiego, pamietam jak zamiast proby wybralam Wilskiego (Boze! Gdzie ja mialam glowe, oczy i dupe???!!!) co zostalo pomszczone okrutnie udekorowaniem mojej klatki recznie malowanymi "pozdrowieniami", pamietam Dziennik Pokladowy Rico Band, ktory na wiase mowiac gdzies nawet mam w papierach.
Pamietam nasze opetanie Hortex-em (najlepsza dyskoteka przelomu lat 80 i 90-tych w Rzeszowie!!!), Lulus w "panterce", brak funduszy powiazany czesto z posiedzeniami przy 1 soku, malego, ktory to w Dustiego uczuciach i nerwach delikatne spustoszenie posial (czy Lulli byl z Lopuchem?), pamietam Frediego na ktorego widok dostawalam palpitacji serca, Grzegorza (z tego co pamietam to mial egzeme i chcial wziasc Dustiego do loza...), zakaz wchodzenia w obuwiu sportowym i najlepsza skladanke "wloska" wszechczasow!
Pamietam Drumbowy - Dusti mial najlepsze... Czy Lulli chodzil w drumbowach? Pamietam jak moja Hipka robila mi wyrzuty, ze nie ubieram sie jak dziweczynka... ;)
I w tym momencie chcialam zaznaczyc, ze nasz styl wyprzedzil mode!!! Bylysmy modne przed czasem! Caly ten rap i hip-hop to nic innego tylko drumbowy!
Pamietam wyprawe w Bieszczady (bez Lulliego), knajpe Ludzi z mgly, Katarzyne z warkoczami (teraz dumna zone Konrada z ktorym splodzili dwojke dzieci) oraz Saneckiego, ktory to sie wybral bez pozwolenia rodzicow, a nastepnie sie spufal jak zloto i rzygal na balkonie ;) To byly czasy... Mam gdzies nawet ze soba zdjecia...
To byla nasza wielka pierwsza wyprawa bez rodzicow! I ostatnia... Byly plany powtorkowe - nic z nich nie wyszlo...
I pamietam Krasice i Misia row marianski dojrzany przez dziure w podlodze, szerszenie, cukierki pudrowe i tate Dustiego.
Tak sobie teraz pomyslalam - powinnysmy wszystkie trzy nie przejmowac sie zadnymi facetami (zadna nie jest z tym, z ktorym zaczynala I DZIEKI BOGU!!!!) i po prostu zyc pelnia zycia trzymajac sie w kupie!
Teraz nie wiadomo kiedy sie znow zobaczymy...
Dusti byl pierwszy. Robciu, Mazury, konie, lasy, jeziora, drugi koniec Polski.
Lulli nastepny w kolejce. Danielek, milosc od pierwszego wejrzenie (moje to po czesci zasluga co ciotka Barwinkowa mi zakomunikowala kilka razy), Krakow.
No i zostalam sama w Rzeszowie z Dustiego Mama i Lullim dojezdzajacym od czasu do czasu. A pozniej i ja sie z niego wynioslam do tej zakichanej Irlandii (a tu jeszcze mnie do Szkocji niesie za nie dlugo). Cofnela bym czas. No i sie cholera poryczalam... Ale ja za Wami tesknie dziewczyny!!!
Dobra... Koniec tych sentymentow! Teraz trzeba sie zebrac w kupie, znalezc chwile czasu i zorganizowac jakies spotkanko w jakims wygodnym miejscu! Myslec dziewoje moje! Jak sie da to moze i w to lato?
Zostawiamy mezow i robimy nasz wlasny, osobisty sabat!
Juz sie nie moge doczekac!!!
2 komentarze:
Dzordzu słońce! Otóż Luli nigdy nie nosił Drumbówek, Luli był dziewczęcy, żeby nie powiedzieć dziewiczy. Dziś mam jeszcze przed oczami letnie popołódnie, aleja pod kasztanami i my: Ty, ja, Luli i Misiek. idziemy środkiem jak zwykle, ludzie się za nami oglądają bo ja i Misiek ćwiczymy śmieszne kroki, Ty ryczysz na całą ulicę a Luli idzie pięć metrów za nami i udaje, że nas nie zna. Cały Luli. Buzia anielska a diablisko pod skórą, które się czasem wyrywało w postaci sążnistych jobów wydobywających się z Lulusiowych usteczek. Oto i my: uroczy Luluś, twórczy Dzordz i cwany Dusti. tylko co się stało z tą kasetą co nagrałyśmy z próby? To był dowód na to, że Luluś potrafi...
Dopiero teraz uświadomiłam sobie w pełni jak mi Ciebie brakuje, droga Żyrafo z twoimi pudrowymi cukierkami, sekcjami zwłok i dziwnym rodzajem podwójnej przyzwoitości- innej dla nas i dla reszty świata. To już trochę pózniejszy rozdział naszej znajomości ale pod wpływem wypitego w samotności piwa( Robson na zjezdzie w szkole a Miron przed sekundą opuścił podwoje z powodu czego kwilę żałośnie i żalu utulić nie mogę :-))Przypomniało mi się Srebrne jeziorko w połowie lipca i nadzwyczajny nawet jak na tę porę roku upał. Ja siedzę na brzegu i patrzę jak płyniesz prawie na drugi brzeg. Odwracasz się na plecy i wrzeszczysz, że nigdy nie zapomnisz tej chwili. Następnego dnia już stałyśmy obydwie przed ołtarzem bynajmniej nie jako para:-) wciśnięte w przyzwoite kiecki i mdlejące z upału. Na wspomnienie spowiedzi u Zenona jeszcze ściska mnie w gardle...o wieczorze panieńskim nic tu nie wspomnę bo to przyzwoity blog a nie jakieś sraty- taty. Ale pawia z balkonu puściłam, prawie wcelowawszy w warzywnik sąsiadki a wszystko przez Wiechę, że tyle w łazience siedziała.
Prześlij komentarz