poniedziałek, 25 lutego 2008

Wrocilam!!!!

No i jestem z powrotem!!!

Skaczcie do gory z radosci czytaczki i czytacze szanowni!!! I tak na dzien dobry blagam o wybaczenie goraco... Wiem, wiem... Mialam sie udzielac towarzysko oraz spotykac!!! Niestety!!! Nie dane mi bylo!!! Po pierwsze napawalam sie rodzina, ktorej od okolo roku oczy moje piekne nie ogladaly, a po drugie brzydka, brzydka choroba do mego boskiego cialka sie przyczepila i swemi mackami przyprawiala o diarrohea czyli po naszemu mowiac biegunke. Brzydka, brzydka choroba ta zwana grypa jelitowa obfite zniwo zbierala w Rzeszowku naszym ukochanym! Na szczescie w moim przypadku nie byla ona zbyt napastliwa, ale i tak prawie trzy spedzilam na przemieszczaniu sie z lozeczka w okolice kibelka... Nic milego...

Wiec mily czytaczu zwany tez CP przez wielbicielki nie demoluj polowy Rzeszowa z rozpaczy!!!

Co do wrazen z pozostalych "nieprzesranych" (wybaczcie ma gramatyke jesli cos mi sie zle napisalo) dni to jestem szczesliwa. Tak na poczatek mialam 2 dni sniegu!!! Choc w planach pogodowych przewidywano temperatury bardziej plusowe na ten okres czasu Madzi na zamowienie zasypalo ladnie Baryly i nawet mroz w nocy byl siarczysty!!! Cos pieknego!!!

No i spotkalam calkiem przypadkiem mame Dustiego szanownego i sie zem straszliwie ucieszyla bo bylam swiecie przekonana, ze przeprowadzila sie Ona juz na Mazury do cory!!! Porajdalysmy na przystanku przez jakies 10 min co mi bardzo humor moj zyrafi poprawilo!!! Ach, ach, ach!!!

Stwierdzam, ze Rzeszowek jako miasto nie zmienil sie bardzo z wyjatkiem tylko WIEEEEELKIEJ dziury po hotelu (kto to w ogole wymyslil?) i nowego budynku postawionego zamiast internatu VI LO.

Jak juz tak pisze o wszystkim to chce zaznaczyc, ze mam zadatki na rasowa anemiczke oraz bardzo wysoki poziom cholesterolu. Tak, tak - robilam badania! No i w zwiazku z powyzszym moja Hipcia ukochana molestuje mnie o pietruszke. Stwierdzilam, ze co mi szkodzi i bede sadzic! Tylko musze sobie doniczke wieksza sprawic... Juz mam wysiana bazylie i tymianek oraz posadzilam sobie dabka polskiego w doniczce! Znalazlam go w lesie kolo chalupki i juz byl ladnie pekniety i cos zielonego mu wylazilo!!! Mam nadzieje, ze bedzie "duzy, okraglutki"!!! Moj MMZ powinien go sadzic (wraz z budowa domu i plodzeniem potomka) ale w naszej symbiozie to ja mam zielone sklonnosci! I do tego wszystkiego barszczyk sobie ukisze! A co! Jak sobie morfologie podciagac to na calego!!!

Tylko ja sie tak zastanawiam skad ja mam taki ten cholesterol wysoki w morde???

Czas mi zapierdzielal jak glupi i choc wstawalam kolo 8-ej rano, kladlam sie kolo 12-ej (wydawalo by sie, ze tyle go jest) dni byly nadal za krotkie! Ostatnie dwa poranki spedzilam na chlipaniu w maminy szlafrok (mama byla w niego ubrana) z powodow oczywistych... Ja nie chce wracac do tej chromolonej Irlandii!!! No ale wrocilam. I tylko dziekuje Panu Bozi, ze ten rok bedzie obfitujacy w odwiedziny w obie strony z czestotliwoscia znacznie wieksza niz ostati!

Juz sie nie moge doczekac rodzicow tutaj! Potem wesele Joli gdzies kolo lata i Boze Narodzenie - pierwsze od prawie 4 lat spedzone z rodzinka w domku!!!

Czuje, ze wroce do domu. Nawet MMZ sie zakochal w Barylach i planuje za jakies 5 lat spakowanie mamatkow i przeprowadzke do Polski. Nie wiem na ile Mu tego zapalu wystarczy ale trzymam kciuki!

Wierze w to, ze bedzie dobrze!!!

1 komentarz:

Sowia Stópka pisze...

zaraz, zaraz, coś mi tu nie gra...mam chyba sprzeczne informacje. Moja mama (swoją drogą myślałaś, kochana Żyrafo, że my tu żyjemy tra la la z moją wojowniczą matką i dzikim Billem Mironem pod jednym dachem?) wspominała mi o Waszym spotkaniu i że ponoć wracać nie zamierzasz a raczej jeszcze się oddalić bo zielona Szkocja to raj na ziemi (z czym mogę się zgodzić). A tu czytam o tęsknocie i chęci powrotu? To lubię! To dopiero desperacja i odwaga- brawo!
Drodzy czytacze, o ile takowych tu mamy, muszę tu wyrazić pogląd, że naszej drogiej Żyrafie chyba miłość wszystko opromienia, odbierając tym samym zdolność postrzegania brutalnej rzeczywistości. Tu cytuję "stwierdzam że Rzeszówek jako miasto nie zmienił się bardzo". Otóż moim zdaniem zmienił się za bardzo. Rzeszów nasz poprzez swoją nieposkromioną rozbudowę i modernizację odebrał nam niemal wszystkie nasze miejsca, pozostawiając jako pożywkę dla smutku wciąż żywe wspomnienia dzieciństwa i wczesnej młodości. Do swoich ukochanych wspomnień muszę też zaliczyć wycieczki na Baryły. Drewniany domek, w którym paliło się w piecach, w kiblu siedział wielki pająk więc ja chodziłam za potrzebą do lasu a na parapetach zalegały wielkie kociska jak najdziwniejszy na świecie mech. Trudno oczywiście wymagać od Hipków, żeby przez resztę życia mieszkali w tej drewnianej chatce jak dieduszka i babuszka (zima, tajga, noc...) ale jednak żal. Będąc ostatnio w Rzeszowie zapragnęłam odwiedzić Chmielnik- żałuję i do dziś śni mi się po nocach gdy wrąbię pizzę po 20.00. Zamiast zapamiętanych drewnianych domków, wszędobylskich strumyczków i przygiętych ku ziemi jabłoni zastałam koszmarną dzielnicę willową i domy z kolumnami na wzór statuetek Oskarów- podobno formę można wypożyczyć od właściciela. O samym Rzeszowie myślę ciągle, te 25 lat to był mój raj na ziemi. Mazury strasznie dały mi w dupę, może dlatego. Gdy jadę do Rzeszowa przeżywam zawsze coś na kształt niespełnienia. To tak jak z seksem- gdy świniopas chce przelecieć królewnę. Za każdym razem mam nadzieję, że ujrzę słoneczne niedzielne popołódnie i razem z Żyrafą i resztą paczki będziemy się wygrzewać na schodkach filharmonii albo wydeptywać wąskie uliczki starówki w poszukiwaniu jakiejś rozrywki. I tu do naszego świniopasa dociera brutalna prawda, że królewna to straszna mazepa wcale nie godna pożądania. moich przyjaciół już tu nie ma jest za to most średnicowy i dziura po hotelu, nie można odnalezdz ulubionej knajpy a od siedzenia na schodkach filharmonii można nabawić się trwałej głuchoty, bo to teraz centrum. Jedynym miejscem gdzie jeszcze można poudawać że to wszystko w naszym życiu się nie stało jest cmentarz. Być może dlatego, że cmentarz jest jednym z przystanków w drodze do nieba, a w niebie wszystko jest po staremu. Tu niestety nadal mam pecha bo w grobowcu przy którym najbardziej lubiłam siedzieć spoczywa teraz mój ojciec o czym bezlitośnie przypominają złocone litery na paskudnie odnowionym pomniku.
tak to wygląda widziane oczami Dusiego, ale Dusti był i będzie zbuntowanym, sentymentalnym durniem. Mam nadzieję, że mojej kochanej Żyrafie i drogiemu Lulusiowi wizje te nigdy się nie objawią po zjedzeniu pizzy.