Musze sie przyznac, ze cala sobote spedzilam w lozku czytajac ksiazke, wcinajac lody i przewracajac sie z boku na bok... I to wlasnie nazywamy "lenistwem skonczonym"!!! Mialam w planach podroz do ogrodu botanicznego z MMZ z tym, ze nie uwzglednilam zmiany czasu... Fakt, ze to tylko godzina ale biorac pod uwage, ze podroz tam zajela by nam okolo 1.5-2 godzin... No i z "prawie" czystym sumieniem zaleglam... Co do ksiazki to kupilam sobie "Siewce Wiatru", ktoraz to ksiazeczka bardzo mnie pochlonela! Generalnie wszystko opiera sie na walce dobra (anioly) ze zlem (Antykreator, Siewca), ktoraz jest przedstawiona w dosc rzeczywisty sposob! Trup pada gesto, anioly pija, pala i sie lajdacza... Fajnie, lekko napisana... Nie pamietam tylko jak bylo autorce... Kossakowska cos-tam... Ma babka jeszcze kilka pozycji, ktore wygladaja interesujaco. Jak jutro nie bedzie lalo (nastalo irlandzkie lato i leje prawie caly czas) to sie wybiore do miasta i sobie zamowie! No, a przy okazji sobie Angore kupie!!! Miodzio...
Wracajac do lenistwa... Jeszcze w tzw. miedzyczasie sobie strzelilam drzemeczke i koniec byl taki, ze wieczorem bylam lekko poddenerwowana nicnierobieniem i do tego bolal mnie leb! Katastrofa doprowadzic sie do takiego stanu... Chlapnelam sobie w zwiazku z powyzszym lampke winka (dobrenkie-owocowe) i z MMZ przyczajonym na podlodze gotowym do przyprawienia mnie o zawal w czasie "scen" ogladnelam film pt."Freddie vs. Jason". Jak latwo sie domyslic film ten za wysokich lotow nie byl ale przynajmniej po dwoch godzinach zaczelo mnie ogarniac znudzenie i sennosc, wiec zaraz po napisie THE END walnelam sie w wyro.
Niedziela zaczela sie piekna, sloneczna pogoda z niewielka iloscia wiaterku... Po sniadanku wybralismy sie z MMZ na plaze. Bylo bosko! Dotlenilismy sie jak zloto i zajonowali i przydarli do domku mala reklamowke muszli... Chcialam zaznaczyc, ze gdy ide na plaze zabieram do domu nie tylko muszle lecz przedmioty naturalne (m.in. lapki i pancerze krabie) i nienaturalne (pilki golfowe - klub golfowy jest o rzut kamieniem...). Juz nie raz mialam nauczke, ze nie nalezy tegoz czynic zwlaszcza jesli chodzi o przedmioty pochodzenia naturalnego! Pamietam do tej pory jak niezauwazylam, ze jedna z muszli ma jeszcze lokatora... Lokator zszedl z tego ziemskiego padolu w worku plastikowym z reszta muszli lezacych w szafie, a u mnie w pokoju aromat zmienil sie z "morskiego" na "rzezniczy"... Nie bylo za przyjemnie... Dodam, ze bylo dosc cieplo...
No i po raz kolejny popelnilam ten sam blad... Tym razem bylo to ramie rozgwiazdy zapiaszczone jak cholera. Po "odpiaszczeniu" chcialam sie zabic pedzac do okna ze wspomnianym ramieniem rozgwiazdy daleko od nosa w celu pozbycia sie go najszybciej jak to tylko mozliwe!!!! Smrodek sie unosil jeszcze przez nastepna godzinke i w zwiazku z tym szlag trafil moja coniedzielna kapciolke upiekszajaca!!! A zeby ramienia bylo malo to jeszcze na parapet wywalilam dwie krabie lapki bo wygladaja bardzo ladnie i nie mam serca sie z nimi tak szybko rozstac jak z ta rozgwiazda... Jak ich ptaki nie zezra to mi sie ladnie wysusza... Mam nadzieje...
Zrobilam sznycelki na obiad i po ogladnieciu filmu o markizie do Sade - nawet fajny, grzmotnelam sie w wyrko, zaczelam nowa ksiazeczke i nawet nie wiedzialam jak zaczelam chrapac...
Zaczelismy z karolkiem delikatna dyskusje na tematy "przyrodnicze", czyli "ciekawe jak wygladaja istoty z dalszych krancow naszej galaktyki lub calkiem z poza niej!!!". Hmmmm....
Znajac zycie jak bede o tym dlugo myslec - ciekawy temat - bedze miala sny z dodatkiem pomiedzygalaktycznych spotkan... Moze byc ciekawie!
Dobra, koniec tego dobrego... Biore sie za jakas robote!
Wasza zapchlona Zyrafa...
1 komentarz:
Jezu, co ci ludzie mają z tymi filmami. niedługo powstanie pewnikiem przeogromna produkcja pod złowieszczym tytułem "dupa vs. pipa vs. fiutek iglaczek"
A ja zazdroszczę sobotniego lenistwa. Mnie ono jakoś nawiedzić nie chce ostatnimi czasy nawet nocą nie sypiam. Znalazłam wczoraj w sam prima aprilis szczeniaka którego ktoś porzucił na drodze- jeszcze slepy. Przygarnęłam i tak oto od 24h nie zmrużyłam oka bo trzeba karmić, masować i ogrzewać. Niestety wydaje mi się, że lepiej by było szczeniaka nie zauważyć bo i tak rzecz zakończy się zastrzykiem usypiającym. Nie znalazłam nikogo kto by go chciał przygarnać i dysponował w tym celu całym swoim czasem. Ja osobiście nie dysponuję czymś takim jak czas nawet dla swoich osobistych zwierząt a będzie jeszcze gorzej. I tak oto się zakończyła moja akcja humanitarna.
Prześlij komentarz